niedziela, 4 maja 2014

Paragraf 4



Gdyby lekarz w tym momencie zmierzył mi ciśnienie, głowiłby się nad tym, czemu jeszcze żyję. Burnell też nie był oazą spokoju, widać to było po jego szybko unoszącej się klatce piersiowej. – Jeżeli zamachniesz się na mnie jeszcze raz, odsunę cię od sprawy, a wierz mi, że będziesz dziękować. Musiałem się o ciebie prosić, a ja nie robię tego często – złapał mój podbródek i zmusił bym na niego spojrzała. – Teraz cię puszczę i grzecznie wsiądziesz do auta, to rozkaz.
Po tych słowach mnie zostawił i odszedł w stronę samochodu. Podniosłam z ziemi swoją torebkę oraz okulary i automatycznie zaciągnęłam się papierosem, który jakimś cudem nie wypadł mi z dłoni. Dwóch policjantów opierało się o radiowóz i patrzyło to na mnie, to na odchodzącego Lucasa. Najwidoczniej planowali ingerować w naszą szarpaninę, ale w porę się uspokoiliśmy.
- Wszystko w porządku? – Zapytał jeden z nich. Kiwnęłam tylko głową i zakładając okulary, ruszyłam w stronę Astona. Tym razem drzwi musiałam otwierać sobie sama, bo brunet siedział już w środku.
Po zderzeniu ze ścianą, szyte rany zaczęły mnie cholernie boleć. Jeżeli szwy mi pękły to go zabiję. Wsiadłam do auta i zapięłam pasy, od razu sięgnęłam do torby po wodę i tabletki przeciwbólowe.
- Nie widzisz debilu, że popijam tabletki?! – Zdążyłam przechylić butelkę z wodą, kiedy on gwałtownie wjechał na jezdnię. Skończyło się to tym, że polałam sobie całą bluzkę.
- Może to ostudzi twój temperament. Teraz jedziemy do szpitala, muszę zadać parę pytań Kaulitzowi.
- A może wytłumaczysz mi o co w ogóle chodzi?
- Nie teraz, po przesłuchaniu pójdziemy coś zjeść. Byłbym też wdzięczny gdybyś mi nie przerywała podczas rozmowy, masz tylko słuchać i obserwować, nic więcej.
Na resztę drogi Lucas zagłuszył mnie radiem. Najwyraźniej nie miał ochoty ze mną rozmawiać. Tylko w takim razie po co brał mnie do swojej sprawy i co cała trójka ma ze mną wspólnego. Bian zaginęła, Kaulitz spowodował wypadek, a Jeremiah nie żyje od dwóch lat. Przecież tu nie ma nic, co łączyłoby te sprawy. Jak on może mi to logicznie wytłumaczyć?
Po okazaniu odznak, pielęgniarka od razu zaprowadziła nas do pokoju, w którym leżał ten cały Bill. Zażyczył sobie opieki w prywatnym szpitalu, by żaden dziennikarz nie zrobił mu niezapowiedzianej wizyty. Zanim weszliśmy do jego sali, zatrzymał nas lekarz, a my od razu wyciągnęliśmy swoje legitymacje.
- Była tu wczoraj Policja, teraz FBI, to jest szpital, a nie miejsce przesłuchań. – Doktor najwyraźniej nie był zadowolony z naszej wizyty.
- Policja już nie zajmuje się tą sprawą, tylko my. Wiem też, że pana pacjent nie jest na tyle poszkodowany, by nie mógł odpowiedzieć na kilka pytań. Utrudnia pan śledztwo, panie doktorze? – Burnell lubił się panoszyć i pokazywać czemu jest ważniejszy. Jak można było go lubić, jeżeli zachowywał się jak dupek?
- To prywatny szpital, tu się nie wchodzi jak do sklepu.
- A mam przyjść z nakazem i poprosić paru ludzi by sprawdzili to miejsce?
Doktor tylko machnął ręką i odszedł, burcząc coś pod nosem. Lucas zapukał do drzwi i nie czekając na odpowiedź, otworzył je, przepuszczając mnie pierwszą.
Pokój był pomalowany na jasnopomarańczowy kolor i miał ciemne panele. Na wprost drzwi, pod wielkim oknem stał stolik, sofa i dwa fotele. Nie da się nie zauważyć plazmy na ścianie i szpitalnego łóżka. Dopiero gdy Lucas trzasnął drzwiami, piosenkarz wyszedł z łazienki ze szczoteczką do zębów w dłoni. W obcisłych spodniach i zwykłej bluzce nie wyglądał jak popaprany wokalista z Niemiec. Miał parę siniaków i otarć na twarzy, co nie wskazywało na komplikacje, ale musiał pewnie zostać na obserwacji przez kilka dni.
- Lucas Burnell, FBI – pokazał mu swoją odznakę, na co ten tylko westchnął. – To moja partnerka, Elisa O’Donell, poznaliście się już na przejeździe kolejowym.
- Umyję zęby i zaraz wracam, proszę usiąść – wskazał na sofę i zniknął w łazience. Usiadłam na fotelu, tak jak Lucas i zaczęłam oglądać jakiś teledysk, który akurat puścili na jakiejś stacji muzycznej. Burnell w tym czasie wyjął swój notatnik oraz długopis i zaczął coś w nim bazgrać.
Dopiero pod koniec drugiej piosenki, Kaulitz zaszczycił nas swoją obecnością. Wypachniony i wymuskany jak talala.
- Nie musiałeś się tak dla nas szykować – mruknął Lucas.
- Nie przypominam sobie żebyśmy przeszli na „ty”. – Na słowa blondyna uśmiechnęłam się szeroko. Ewidentnie był dobrym przeciwnikiem dla Burnella w grze słownej. Usiadł naprzeciwko nas i uśmiechnął się sztucznie. – W czym mogę po raz kolejny pomóc tutejszej Policji?
- Nie jesteśmy z Policji tylko z FBI – fuknął na niego brunet. Zmrużone oczy tylko utwierdzały mnie w tym, że Burnell nie ma zamiaru się z nim cackać i w każdej chwili może mu przyłożyć, żeby zaczął być grzeczny. Chyba nie muszę wspominać, że to nie było zgodne z prawem?
- Jeden pies.
Nie wytrzymałam tego i wybuchłam śmiechem. Lucas zabronił mi się odzywać, ale śmiać już nie. Wokalista posłał mi szeroki uśmiech, a mój towarzysz zacisnął swoje dłonie w pięści, aż mu pobielały knykcie. Wiedziałam, że będę się później z nim użerać o to, ale nie mogłam siedzieć z grobową miną, kiedy mnie to bawiło.
- Przejdźmy do rzeczy…
- Nie będę z wami rozmawiał bez prawnika – Kaulitz przerwał Lucasowi. – I nie chcę i nie mogę. Jestem osobą publiczną i nie potrzebuję skandali.
Imponowała mi pewność siebie. Wokalista, jak i mój „partner” emanowali nią na odległość. W tej chwili przypomniały mi się słowa Alana, który opowiadał mi o swojej pracy na początku naszej znajomości.
- Sławy to nie normalni ludzie. Nie da się zachować pewności siebie w ich obecności. Mają to coś, bo ja wiem…charyzmę?
W przypadku Billa, to się sprawdzało. Patrząc na jego mimikę, postawę czy sposób w jaki z nami rozmawia, ewidentnie było to widać. Właściwie nie robił nic nadzwyczajnego, ale można się było poczuć nikim w jego towarzystwie.
A Lucas? Jak przystało na dobrego agenta, musiał to opanować. Mogło to być też spowodowane tym, że wychowywał się w bogatej rodzinie. Ludzie z takich domów zawsze będą czuli się pewniejsi siebie i lepsi od innych.
- W takim razie nic tu po nas, idziemy O’Donell – niechętnie podniosłam się z fotela. I tylko na tym mieliśmy zakończyć rozmowę? Przecież to nie jest zgodne z tym, jak nas uczyli. Jeżeli jest o coś podejrzany, czy musimy go przesłuchać, a on nie wyraża zgody, to musimy go zabrać do jednostki i zadzwonić po jego prawnika.
- Nie wiem o co dokładnie chodzi w tej sprawie – mruknęłam i sięgnęłam do torby po wizytówkę ze swoim służbowym numerem – W każdym razie, gdybyś łaskawie znalazł czas i stawił się ze swoim prawnikiem, byłoby miło. Nie lubię zabierać ludzi na przesłuchania o 6 rano i wyciągać ich z łóżek czy wyważać drzwi – położyłam karteczkę na stole i spojrzałam na wokalistę, który cicho prychnął. – To mój numer, proszę dzwonić gdyby coś się działo.
- Nie lepiej powiedzieć prosto z mostu „chodźmy do łóżka” ?
- Takie kobiety jak ona, nie patrzą na takich jak ty, jak na prawdziwego mężczyznę – w naszą rozmowę wtrącił się Lucas i otworzył szeroko drzwi.
- Nie podaję swojego służbowego numeru telefonu do celów matrymonialnych – mruknęłam, co wywołało u Kaulitza kolejny cwany uśmieszek. Powinnam mu powiedzieć, że po takim telefonie wsadzę go do paki? Może wtedy choć trochę odpokutuje to, co zrobił mojej Bian. Mogłoby być zabawnie.
- Chodź Elisa, szkoda zachodu – złapałam swoją torebkę i skierowałam się do wyjścia. – Nawet nie zdąży wyciągnąć telefonu, kiedy dostanie kulkę w łeb. Dla nas to mniej papierkowej roboty, a dla podejrzanego brak niewygodnego świadka.
- Do zobaczenia seksowna pani władzo.
Nie zdążyłam mu nic odpowiedzieć, bo Lucas trzasnął drzwiami od jego pokoju. Właściwie to byłam lekko zszokowana tą postawą. Nie Kaulitza, Burnella.
Lucas Burnell był profesjonalistą. Niejednokrotnie słyszałam, jak z powodzeniem prowadził trudne sprawy, jak w wielu ciężkich sytuacjach potrafił zachować zimną krew. Technicznie rzecz biorąc, nie mógł tak szybko dostawać awansów, gdy zachowywał się tak, jak dzisiaj. Co w niego wstąpiło?
Postanowiłam milczeć, co było dla mnie nie lada wyczynem. Mieliśmy iść coś zjeść, tymczasem mój „kolega” omijał wszystkie dobre knajpy i kierował się w stronę Santa Monica.
Aniele, daj mi cierpliwość, żebym go nie zastrzeliła, bo świerzbi mnie ręka.
Mijaliśmy kolejne domy, by w końcu wjechać w ulicę, na której mieszkała bogatsza grupa ludzi. Drogę ozdabiały wysokie palmy, posadzone w równych odległościach, co chwilę mijały nas nowe i drogie samochody.
Zatrzymaliśmy się dopiero przed wysoką, bogato zdobioną bramą, która otworzyła się po wpisaniu kodu. Czy to była jego posiadłość?
Silnik mruczał, gdy jechaliśmy żwirową drogą przez zalesiony teren. Najwyraźniej Lucas bardzo cenił sobie prywatność, skoro kupił tak schowany w głębi dom. Już w ogóle się zdziwiłam, kiedy moim oczom ukazała się najpiękniejsza willa, jaką do tej pory widziałam na żywo.
Budynek był utrzymany w toskańskim stylu. Jasna cegła, duże okna, drewniane okiennice, a na około pełno kwiatów.
- Co my tu robimy? – Rozejrzałam się po podjeździe, na którym stały już dwa Fordy, które mogłam przypisać do naszej jednostki. Najbardziej zdziwiła mnie obecność Lisicy, która właśnie wyszła z domu i zamarła z papierosem w ustach na mój widok. – Może mi ktoś wyjaśnić tą szopkę?
- Lucas, to nie jest dobry pomysł. – On nawet nie zareagował, tylko odszedł w znanym mu kierunku. Musiało zabawnie wyglądać, to jak we dwie prawie biegłyśmy za brunetem, który nie zwracał na nas uwagi i szedł na tyły domu. – Ona nie może!
- Nie mów mi Fox, jak mam prowadzić sprawę! – Gwałtownie zatrzymał się przed wejściem do drewnianej altanki. – Dostałem na to pozwolenie, więc będzie tak, jak planujemy. Teraz zostaw nas samych i wracaj do reszty.

Wyglądałem przez okno by jeszcze zobaczyć tą „idealnie” dobraną parkę. Nie powiem, że spodobało mi się to, że ten cały Burnell nie miał do niej szacunku. Agentka Elisa O’Donell była średniego wzrostu, zgrabną, idealnie zaokrągloną brunetką. Jej szaro-błękitne oczy zdawały się łamać ludzi bez przeszkód.
Zaciekawiło mnie, co taka kobieta jak ona, robi w FBI. I od kiedy agenci jeżdżą Astonem Martinem, który był warty sporą sumkę. Może to była medialna podpucha?  Przez Rothfield musieliśmy bardziej uważać, bo ściągała na nas problemy jak magnes. Po spotkaniu z nią zawsze coś się działo. Tym razem wylądowałem na izbie przyjęć.
Nienawidziłem szpitali.
Ostatnim razem wylądowałem w nim, kiedy miałem problemy z gardłem. To był chyba najgorszy okres w mojej karierze. Te dni, kiedy nie mogłem używać swojego głosu, były dla mnie katorgą. W sumie, to nie tylko dla mnie. Producenci i wytwórnia odchodzili od zmysłów, a z chwilą, gdy położyli mnie na stół operacyjny, pewnie nie przesypiali nocy, licząc, ile pieniędzy mogą przeze mnie stracić.
- Panie Kaulitz – w moim pokoju pojawiła się młoda pielęgniarka. Musiała być naszą fanką, bo sumiennie się mną opiekowała i zapewniała rozrywki, kiedy nikogo u mnie nie było. – Wypis jest już gotowy. Czy mogę w czymś pomóc?
- Jeżeli szybkie bzykanko jest w pakiecie, to chętnie z tej pomocy skorzystam.
Wystarczyło się uśmiechnąć czarująco, a ona już dostawała wypieków na słodkiej twarzyczce. Bez słowa zaczęła rozpinać swój uniform i skierowała się do łazienki, kręcąc przy tym biodrami. To były te uroki sławy, z których chętnie korzystałem. Wykluczone było, żeby wyszło z tego coś więcej.
Pewnym krokiem ruszyłem za nią do łazienki i zamknąłem za sobą drzwi. Nikt z nas nie chciał mieć problemów, gdyby nas przyłapali.
Sally stała oparta o umywalkę z podniesioną spódniczką. Nie musiała nic mówić, bo od razu wsunąłem dłoń w jej kobiecość. Idealnie wygolona, gotowa już na wszystko. Małe dłonie bez skrępowania zaczęły odpinać mój pasek, by po chwili pozbyć się spodni wraz z bokserkami.
- No dalej słoneczko, dobrze wiesz jak to lubię – zamruczałem, a ona wyciągnęła moją dłoń ze swojej bielizny i kucnęła przede mną. Taka mała, a jaka zachłanna. Zacisnąłem pięść na jej kucyku, by pomóc jej utrzymać tępo.
Kobieta nie była specjalnie ładna. Nie miała dużego biustu, tyłek też nie był jej atutem. Jej farbowane, rude włosy potrzebowały więcej uwagi fryzjera, a cienie pod piwnymi oczami, korektora. Mimo to, była dobrym materiałem na kochankę, bo żaden jej otwór nie był dla mnie niedostępny, a jej usta i język wyprawiały z moim fiutem cuda. Czego chcieć więcej?
Oderwałem jej usta od siebie i pomogłem wstać. Nie zaprotestowała kiedy odwróciłem ją od siebie i pchnąłem na umywalkę.
- Czekała na ciebie ostatnia gumka – klepnąłem ją w tyłek i zębami otworzyłem opakowanie. Wsunąłem prezerwatywę na siebie i wszedłem w nią bez zbędnych ceregieli. Ruda wydała z siebie cichy okrzyk.
- Egoista – fuknęła, ale po chwili wypięła bardziej swoje biodra.
- Powinnaś się cieszyć, bo nie codziennie pieprzy cię Bill Kaulitz – wbiłem się w nią do końca. – A teraz ładnie zapracuj na siebie, bo zostaniesz z niczym.
Och, oczywiście, że jestem egoistą. W dodatku traktuję wszystkie kobiety jak narzędzie do zaspokojenia, bo oprócz tego, nadają się jeszcze na kucharki i sprzątaczki. Wystarczy je tylko zabrać drogim autem do restauracji, kupić kwiaty i bez problemu rozkładają nogi. Ewentualnie być mną, wtedy to one bez problemu pakują się do łóżka, nawet po kilka na raz.
Uwielbiałem takie pieprzenie. Bez zmartwień, bez złamanego serca. Tylko seks.
Nie czułem nic, żadnej emocjonalnej więzi, gdy zwiększałem tępo. Nie czułem nic od momentu, kiedy ta pieprzona Rothfield zostawiła mnie i uciekła do Stanów. Bez żadnego wyjaśnienia.
Już wątpiłem, by coś mogło wypełnić tą pustkę. Na pewno nie zrobi to żadna fanka, czy ta pielęgniarka, którą niedawno poznałem.
Kiedy doszła, zaraz zrobiłem to ja. To uwolnienie i tak nie przynosiło mi spokoju, którego pragnąłem.
Wysunąłem się, ściągnąłem prezerwatywę, która wylądowała w koszu. Poprawiłem spodnie, zapiąłem pasek. Nawet poczekałem aż Sally się ubierze.
- Był to najlepszy seks, który kiedykolwiek miałem w szpitalu.
- Zadzwonisz do mnie?
Pokręciłem głową. Tej części w dalszym ciągu nie lubiłem. Ta przynajmniej nie zaczęła płakać. – Nie komplikujmy tego. To był tylko seks bez zobowiązań.
Pocałowałem ją w lekko drżące wargi i wyszedłem z łazienki.
Pielęgniarka wyparuje z mojej pamięci zaraz po wyjściu ze szpitala. Takie jak ona mogłem mieć codziennie, więc po co mi jej numer?
Wyłowiłem swój telefon z kieszeni i zadzwoniłem do brata, jednocześnie zbierając swoją torbę z rzeczami.
- Właśnie miałem po ciebie wchodzić.
- Wyszedłem już z pokoju, czekaj przy recepcji.


5 komentarzy:

  1. No i Kaulitz pieprzył.... Chociaż niekoniecznie tą osobę, którą bym chciała :/ cholera.
    Eh... Ten cały Lucas czy jak mu tam działa mi na nerwy. Czytałam to około 3 w nocy i nie potrafiłam zasnąć gdy skończyłam. Komentarz daję teraz bo mi się nie chciało po nocach dusić literek, bo pewnie bym coś pojebała.
    Powiedz mi, czy Kaulitz będzie pieprzył naszą Panią O' Donell? xd przepraszam siadło mi na mózg.
    Aleee wracając do tego dupka Lucasa, no nienawidzę fajfusa, może by go tak unicestwić? xd bredzę. Nie wiem co ja gadam ale chyba skończę zanim palnę jakąś głupszą rzecz niż dotychczas.
    Jak zawsze wszystko mi się podobało z wyjąkiem tego idioty wspomnianego wcześniej i tego pieprzenia z pielęgniarką. Eh.
    Czekam jak zawsze na następne części :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No kiedyś chyba będzie pieprzył O'Donell :D Nie masz za co przepraszać xD
      Lucas odegra znaczącą rolę w świecie Elisy. Może jednak go polubisz :)
      Ach ten Kaulitz i jego myślenie drugim mózgiem <3

      Usuń
  2. opowiadanie genialne :) utożsamiłam się z główną bohaterką. Opisy genialne. Wkurza mnie Lukas... Ale jeżeli mówisz że odgrywa ważna rolę to postaram sie zmienić zdanie... oczywiście czekam na kolejny rozdział. I tak jak pisałam na fb czekam na powiadomienia <3 życzę dużo weny i zapraszam na mój blog ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Udało mi się przeczytać jeden odcinek więcej przed obroną! :D
    No powiem Ci, że zmiana widoku na innego bohatera jest genialna. Całkiem niespodziewana. Nie wiem co się dzieje dalej, dlatego się zastanawiam o co dokładnie chodzi w tej całej sprawie. Ta laska zaginęła, Bill ma jakiegoś tajemniczego wspólnika i znaleźli się w jakimś dziwnym domu z lisicą :D W piątek się bronię, gwarantuję Ci, że w sobotę będziesz miała pod ostatnim odcinkiem w kurwe długi komentarz z opinią o wszystkim co do tej pory zostało tu opisane :**
    Kaaaaaaś <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Takie przesłuchanie bez przesłuchania też jest fajne. Starcie dwóch samców alfa było jak najbardziej wskazane, choć miałam wrażenie, że w pewnym momencie Luc-zazdrośnik po prostu wyjdzie z siebie i przypierdoli Kaulitzowi za niewyparzony język. Tekst "Jeden pies" zapamiętam na długo, bo moja reakcja pokryła się z reakcją Elki. :D A jeśli chodzi o Billa i Siostrę Sally to, no cóż, było do przewidzenia, że nie wyjdzie stamtąd niezaspokojony (choć chyba miał tam zostać na dłużej?). No nic, ciekawi mnie jeszcze ta willa... ^^

    OdpowiedzUsuń