poniedziałek, 19 maja 2014

Paragraf 5




- Elisa, proszę cię, nie zachowuj się tak.
- Czyli jak? – Zapytałam go i odskoczyłam, kiedy chciał mnie objąć. – Nie dotykaj mnie.
- Nie wiem, płacz albo krzycz, ale kurwa, nie trzymaj tego w sobie – zdezorientowany Lucas powinien być dla mnie fajnym widokiem…ale nie był.
Zaczęłam nerwowo krążyć po altanie. Nie, to nie mogła być prawda.
Jeremiah O’Donell żyje i ma się dobrze.
Jeremiah O’Donell, to tak naprawdę Alexander Ozerov.
Alexander Ozerov to były członek Specnaz, którego pododdziały podległe są rosyjskiemu wywiadowi wojskowemu GRU.
Przez rok byłam żoną człowieka, którego kochałam, a tak naprawdę nie znałam. Uciekł z Rosji, zmienił wygląd i tożsamość. Poszukiwany jest przez swoją jednostkę, Interpol, CIA…no i FBI.
Rekruci Specnaz poza podstawowym szkoleniem wojskowym, przeszkoleni są w zakresie walki wręcz, technik zabijania po cichu, spadochroniarstwa, technik infiltracji, a w tym omijania systemów alarmowych i otwierania zamków, sabotażu, posługiwania się materiałami wybuchowymi, języków obcych, przetrwania, posługiwania się liną, precyzyjnego strzelania, zwiadu, posługiwania się mapą i bronią produkcji zagranicznej, prowadzenia zagranicznych pojazdów, obcej taktyki, techniki i procedur.
Kiedy zostaną przyjęci na etap początkowy, podpisują przysięgę lojalności, w której potwierdzają, że wiadomo im o karze śmierci, która grozi każdemu, kto zdradzi Specnaz. On zdradził, uciekł z jednostki i szukają go prawie pięć lat.
Jakim cudem taki człowiek został przyjęty do FBI? Jak udało mu się ukryć swoją tożsamość? Żeby u nas pracować musi być obywatelem Stanów Zjednoczonych i jest spawdzany od a do z.. Poza tym, jak do cholery mamy złapać faceta, który został wyszkolony na miarę polskiego GROM-u czy niemieckiego KSK? To nie jest możliwe! Skoro szukają go jednostki specjalne, to jak my mamy temu podołać?
Rzuciłam swoją marynarkę na krzesełko i wyciągnęłam z torby papierosy. Po pierwszym zaciągnięciu się, głośno wypuściłam z płuc dym. Od tego chodzenia w kółko zakręciło mi się w głowie, więc usiadłam na schodkach i oparłam głowę o balustradę. Lucas stanął obok mnie i oboje zaczęliśmy wpatrywać się w morze, które widać było z ogrodu.
- Co Jeremiah ma wspólnego z Rothfield i Kaulitzem?
- Jeremiah jest płatnym zabójcą – Lucas zszedł ze schodków i stanął przede mną. Ewidentnie nie był zadowolony z tego co się działo. Jego były rywal o moje względy, powrócił i daje nam popalić. – Na Rothfield nasłał go jej były narzeczony.
- Czyli szukamy jej zwłok?
- Niekoniecznie. Mógł ją sprzedać do burdelu i dostać za to kolejne pieniądze. – Już miałam zadać mu kolejne pytanie, ale mi przerwał – Cały czas jej szukamy, nasi informatorzy dostali jej zdjęcie i nie sądzę, że wywiózł ją z kraju, kiedy trwa medialna burza.
- Kaulitz?
- Widział go, jest niewygodnym świadkiem – odpalił kolejnego papierosa. Owszem, Burnell wyglądał seksownie z papierosem, ale to, że dosłownie co chwilę sięgał po nie, mogło odrzucać. – Będzie chciał się go pozbyć, więc Kaulitz dostał już ochronę, mimo tego, że nie wie. Auto miało przecięte przewody hamulcowe – westchnął. - Uratowałaś życie osobie, na którą polował twój mąż i musiał się wściec za ten bohaterski gest. Popsułaś mu akcje.
- I dlaczego ty mnie chcesz w swojej grupie, akurat przy tej sprawie? Według kodeksu nie mogę mieć do tej sprawy nawet wglądu, więc o co chodzi?
- Elisa, nie rób z siebie idiotki. Jesteś wspaniałym agentem, ale zaczynam w to wątpić.
- Przestań pieprzyć, tylko mów o co chodzi. Nie będziemy się bawić w kotka i myszkę – zgasiłam papierosa podeszwą i stanęłam przed Lucasem w bojowej pozycji. Obejrzał mnie od góry do dołu i nie umknęło mu to.
- Jesteś jego żoną, kocha cię – udałam, że nie słyszę pogardy w jego głosie i nie widzę skrzywionej miny. - Będzie chciał po ciebie wrócić, a nawet przeciągnąć na twoją stronę.
- Jaką masz pewność, że nie przejdę na jego stronę? Skąd możesz wiedzieć, że nie dostaniesz kulki, kiedy będziesz do niego mierzył?
Podszedł do mnie bliżej i nachylił się. – Nie mogłabyś stanąć po stronie przestępcy, który zmarnował ci trzy lata życia. - Nie mogłam otworzyć ust by temu zaprzeczyć. Miał rację, cholerną rację. – Wiem, że nie przyznasz mi głośno racji, ale widzę po twojej minie, że ją mam.
Tym razem Burnell wygrał, a ja nie odezwałam się ani słowem.
Tak właściwie to do końca dnia niewiele mówiłam. Oglądałam zdjęcia, analizowałam zapisy z monitoringów…i było mi cholernie ciężko. Nie mogłam pokazać, że mnie to ruszyło, bo Lucas od razu by mnie wywalił na zbity pysk. Baśka nie musiała nic mówić, bo po jej minie widać było, że nie jest zadowolona z mojego wglądu do sprawy, a jeszcze bardziej wkurwiona była na Jeremiaha. Nigdy za sobą nie przepadali i Fox jako pierwsza strzeliła by mu kulkę, a zaraz po niej Lucas.
Dom, do którego przywiózł mnie Burnell był naszą kryjówką, którą dzieliła zaledwie przecznica od posiadłości Kaulitza. Musieliśmy być cały czas w pobliżu.
- Matko, Ellie, nie gniewaj się już na mnie! - Około 18 wyjechałyśmy z domu służbowym Fordem. Lisica ewidentnie miała dość mojego milczenia. – Nie podoba mi się to, że Lucas wziął cię do tej sprawy, bo uważam, że nie powinnaś być w to zamieszana. Rozstrzelam tego skurwiela, Jera, jak sitko…
- Baśka, prowadzę!
- Przepraszam. - Akurat stanęliśmy w korku, więc wyciągnęłam z torebki papierosy i odpaliłam jednego. – To jest za bardzo pojebane.
- Co ty nie powiesz?! – Ta rozmowa zaczęła mnie coraz bardziej denerwować, a przynajmniej wolałam żeby mnie to złościło, niż miałabym się rozpłakać. – To nie twój mąż jest dezerterem, którego ściga Spencaz czy Interpol. To mój mąż po dwóch latach odżył. To jakiś cud, drugi Jezus!
- Ellie…
- W dodatku – przerwałam jej. – Jest płatnym zabójcą i porwał Rothfield. Jak ja mam teraz spojrzeć w twarz jej rodzicom? Jak powiedzieć, że mój mąż jest zabójcą i porwał ich córkę? Mam to cholerne przeczucie, że nie znajdziemy jej gdzieś w burdelu, tylko na prowizorycznym cmentarzysku jego ofiar. Kaulitz, kolejny cel – uderzyłam pięścią w klakson, kiedy jakiś baran nie ruszył się motocyklem z miejsca, chociaż miał okazję. „Podziękował” mi środkowym palcem. Jaki kurwa kulturalny. – Jego, to sama bym ubiła za to, co zrobił Bian, ale nie mogę, nawet muszę go bronić przed MOIM mężem. To jest pojebane.
- Podczas tego wypadku nie wyglądałaś jakbyś miała go zabić.
- Byłam dzisiaj z Lucasem u niego w szpitalu – wyrzuciłam niedopałek przez okno. – I dopiero dzisiaj odkryłam, że to on jest tym Billem, o którym opowiadała mi Bian. W dodatku na pożegnanie dał popis swoim prostactwem. Wiesz co mi powiedział jak dałam mu wizytówkę ze służbowym numerem? Uwaga, cytuję; Nie lepiej powiedzieć prosto z mostu „chodźmy do łóżka”?
- Przynajmniej stawia sprawę jasno – skrzywiłam się na jej słowa. – No co? Nie zaliczyłabyś go?
- Czy ty siebie słyszysz?
- Może i wygląda jak ciota – kontynuowała, oglądając swoje paznokcie, byleby nie zmierzyć się z moim spojrzeniem. – Ale do wyra wpakowało mu się tysiące kobiet, więc musi być dobry.
- Skąd wiesz, że tylko kobiet? Może ich nie preferuje.
- Czy ty wszystko musisz widzieć od dupy strony?
- To chyba normalne dla „Psów” – mruknęłam i wjechałam w podziemny garaż. – Poza tym, Kaulitz jest pod naszą ochroną i według kodeksu…
- To nieetyczne i niemoralne – dokończyła za mnie i wysiadła z auta. – Pieprzyć to, zabaw się w końcu, niech teraz ten skurwiel pocierpi za to, co ci zrobił.
Nie poczekała na mnie i poszła do swojego auta.
Zabawić się. Pieprzyć bez zobowiązań.
W dodatku z estradowym gwiazdorem, którego Bian opisała mi jako męską dziwkę.
Nie, to do mnie niepodobne. Nie jestem pierwszą, lepszą, którą poderwie się w klubie na taniego drinka i gadkę z poradnika. I nie jestem tą, która będzie pakowała się do łóżka komuś sławnemu.
 A Jeremiah mnie oszukał.
Tak po prostu mnie zostawił.
- Wysiadasz z tego auta O’Donell, czy nie?
- Tak już – wzięłam swoją torebkę i wysiadłam z auta. – Zamyśliłam się.
Podałam strażnikowi kluczyki i szybkim krokiem ruszyłam w stronę swojej maszyny.


- *To takie szalone, szalone uczucie. Robi mi się miękko w kolanach.
- Elisa, zamknij się, bo nas nie wpuszczą – blondyn szarpnął mnie za zdrowe ramię i próbował ustawić do pionu. No tak, trzymaj fason, bo nie wejdziemy do Playhouse. Pff.
- Czego dygasz Anderson? – Zaśmiałam się na głos, co zwróciło uwagę ludzi w kolejce. – Moja biedna stara głowa się chwieje
- Kiedy idę głębiej w ścieżkę miłości? – Wyprostowałam się jak struna i zmrużyłam oczy. – Och, nie przerywaj sobie śpiewania.
- Czy ty mnie Burnell śledzisz? – Splotłam ręce na klatce piersiowej i podparłam się o Andersona.
- Chyba zacznę – westchnął. – Jesteś nawalona, a Kaulitz jest w środku.
- Przyszłam się zabawić, a nie go pilnować – złapałam mojego towarzysza pod ramię. – Więc wal się – pokazałam Lucasowi środkowy palec i skierowałam się z Andersonem do wejścia klubu, gdzie czekała już na nas Courtney ze znajomymi.
Jak to się stało, że wylądowałam w czwartkowy wieczór w klubie? Musiałam odreagować całą sytuację z pracy. Po drodze podjechałam do salonu Alana, który jak się okazało – wyleciał do Nowego Jorku by robić okładkę dla Runwaya i nie poinformował mnie o tym. Dalej był na mnie zły, za to, że wolałam uchlać się w rocznicę „śmierci” Jeremiaha, zamiast żyć, jak na młodą kobietę przystało. Skoro go nie było, zajął się mną jego współpracownik.
Anderson Brooks jest jednym z makijażystów w firmie Alana. W dodatku bardzo kontrowersyjnym. Za dnia umalowany facet, a w nocy „słodka kobietka”. To osoba, która kocha imprezy, kosmetyki i Chanel, z którą starałam się ograniczać kontakt, ale dzisiaj był dla mnie wybawieniem.
Tak samo jak Courtney Stodden. Modelka, aktorka, znana osobistość z wielkim, sztucznym biustem i ustami.
Ta dwójka żyje skandalami i ostrym imprezowaniem.
Taaak, dzisiaj byli mi potrzebni.
- Elisa! – Uśmiechnęłam się szeroko na widok blondynki, odzianej w kusą sukienkę i wysokie szpilki. Podeszła do mnie i mocno mnie uściskała. – Dawno cię nie widziałam! Ale ty schudłaś!
- Fakt, dawno się nie widziałyśmy, miałam sporo pracy.
- Świetnie dzisiaj wyglądasz. Lepiej ci bez tych roboczych ubrań, od razu widać, że masz cycki i tyłek – poklepała miejsce obok siebie. – Ludzie! – Na jej słowa, znajomi przy stoliku przerwali rozmowy. – To jest Elisa, przyjaciółka Alana.
- Cześć wszystkim.
Co z tego, że wszyscy mi się przedstawili skoro i tak nie będę pamiętała ich imion? Zwłaszcza, że te bogate dzieciaki nie były dla mnie ciekawym towarzystwem.
Miałam na sobie czarną obcisłą sukienkę, której dekolt kończył się przy pępku. Była tak obcisła i krótka, że musiałam pilnować by się nie podwinęła i żeby przypadkiem nie było widać moich majtek. Louboutiny były dla mnie obowiązkowe na takie wyjścia.
Anderson usiadł obok mnie i niby od niechcenia zaczął bawić się moimi włosami, które były puszczone luzem. Dla niego takie zachowanie było normalne, a dzisiaj wyjątkowo mi nie przeszkadzało. Za to przeszkadzał mi Lucas, krążący po klubie. Za każdym razem, kiedy kelnerka donosiła mi drinka, był bardziej na mnie wkurzony. Kurwa, nie jestem w pracy, poza tym, potrzebuję się rozerwać.
- Blondi, lecimy na parkiet – wymruczałam jej do ucha i wypiłam swojego shoota.
- Chyba musisz częściej z nami wychodzić – złapała mnie za rękę i poprowadziła na parkiet. Akurat włączyli „Get Naked” Britney.
Courtney nie robiło różnicy czy tańczy z kobietą czy mężczyzną. Mnie dzisiaj też nie.
Położyła moją dłoń na swojej talii i przysunęła się tak, że stykałyśmy się biodrami i zaczęłyśmy kręcić nimi w rytm piosenki.
- Och ty – syknęłam, kiedy zawinęła moje pasmo włosów na palec i pociągnęła mnie tak, że niemal tańczyłyśmy wklejone w siebie. Jej dłoń na moich plecach, jej dłoń na moich pośladkach. Kurwa, nigdy nie byłam z dziewczyną.
- Rozluźnij się, mamy pełno gapiów.
- Lubisz robić wokół siebie szum, hmmm? – Uśmiechnęła się i przejechała językiem po zębach, tak, że mnie przeszły dreszcze. To może być ciekawe doświadczenie.
- Właściwie to, zaraz oddam cię w ręce bogatego przystojniaka, który się do nas zbliża – położyła dłoń na moim policzku. – Ale najpierw dajmy mu małe przedstawienie.
Mruknęłam z uznaniem, kiedy zaczęła mnie całować po szyi i torować sobie drogę do moich ust. Musiałam przyznać, że Courtney wiedziała czego mi trzeba, żebym trochę spuściła z ciśnienia.
Wzdrygnęłam się lekko kiedy poczułam czyjąś parę rąk na swoich biodrach, ale blondynka nie dawała mi szans by odepchnąć delikwenta. Z uśmiechem na ustach, zaczęła składać pocałunki na moich wargach. Czemu by się nie zabawić? Jeżeli chodziło o faceta, ufałam jej gustowi. Nie oddałaby mnie byle komu.
Odpuściłam.
Wplątałam dłoń w jej włosy i przyciągnęłam ją do siebie, by wpić się w jej wargi. Mężczyzna za mną westchnął, więc zaczęłam dodatkowo kręcić biodrami. Męski zapach, który dotarł do moich nozdrzy niemal zwalił mnie z nóg.
Zaraz.
Ja znam te perfumy.
Oderwałam się od blondynki, która z cwanym uśmieszkiem od nas odeszła, by zająć się brunetem, który siedział z nami przy stoliku.
- Bardzo ładne przedstawienie – odgarnął moje włosy. – Dostanę takie w jakimś ustronnym miejscu?
Zaśmiałam się i wplotłam swoje palce w jego dużą dłoń, która spoczywała pod moim biustem. Nie miałam nawet ochoty przyłożyć mu za to, że jego palce wkradły się pod materiał sukienki i zaczęły głaskać moją pierś. – Pani władzo – dodał.
- Panie Kaulitz, jest pan bardzo niegrzeczny – zrugałam go żartobliwie.
- Chyba musisz mnie aresztować. - Uśmiech zniknął z mojej twarzy, gdy rozejrzałam się po sali. Zacięte spojrzenie tak dobrze znanych mi oczu, spowodowało, że się spięłam i otrzeźwiałam. Mocniej zacisnęłam dłoń na dłoni Wokalisty. – Wszystko w porządku?
- T-tak – straciłam bruneta z oczu, więc odwróciłam się do blondyna, przyklejając do twarzy sztuczny uśmiech. – Wezmę tylko rzeczy i pojedziemy do mnie.
Złapałam mocno jego dłoń i podeszłam do stolika po swoją torebkę. Pożegnałam się i skierowałam z Billem do wyjścia. Całe szczęście, że drogę zagrodził nam Lucas.
- A ty gdzie z nim?
Odetchnęłam i zacisnęłam dłoń w pięść. Jego widok zadziałał na mnie jak kubeł zimnej wody. – On tu jest, Lucas. Musimy ewakuować Kaulitza, Jeremiah jest wściekły.





4 komentarze:

  1. No kurwa...
    Jak?! Ja się pytam jak?!
    Przecież on nie żył?! Jezus zmartwychwstały i chuj.
    Ale jaja. Ona poszła do Playhouse. I tam był Kaulitz. I się nie pieprzyli jak króliki. I był tam Jeremiah. I on był wściekły i chce zabić Kaulitza.
    A ona by się z nim pieprzyła, ale nie bo on tam musiał być.
    Jaki czad.
    Ale nic im nie będzie co nie? Bo oni muszą być cali. Mój mózg dostał jakiegoś pierdolca czy coś, wolno łącze fakty i to tak samo się wzięło i temu widzę w następnej części takie kabum! I martwy ktoś sobie leży a nad nim Jeremiah.
    O bożenko, co ja pieprzę....
    Ta informacja, to oświadczenie, że ON żyje zcięła mnie z nóżek, o ^^ Nie spodziewała bym się tego a tu taka niespodzianka. Boję się tego co szykujesz na następny raz. Tak serio serio.
    Eh...a mi się nadal marzy część gdzie O'Donell będzie pieprzyć się z Billem xd dobra tego nie było. (Za marzenia nie karają)
    Sama nie wiem czy zrozumiesz cokolwiek z tego co napisałam, bo tak szczerze to ja sama się w tym gubię :p
    Nie pieprzę już. Okej, okej ja idę.

    Pozdrawiam i duuużo weny na następne części ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A no odżył. Cwaniak, nie? :D
      Myszka, czy ty chcesz żeby już zrobiła pornoparty? xD Tak szybko?
      Tak, za marzenia na szczęście nie karają, ale ja to marzenie pewnie spełnię ;)
      Zrozumiałam, zrozumiałam :D
      Również pozdrawiam :*

      Usuń
    2. Wiesz em..tak chcę! (Tak chcę! Wyjdę za ciebie) lubię pornoparty i jestem totalnie zdemoralizowana...eh, co ja pieprzzę.
      Kurde źle. Skoro spełnisz pornoparty to jestem szczęśliwa że ojeju ale no ten tego, żeby ten dupek - co ostatnio mnie wkurwiał tak jak i dziś- nie spieprzył im tego party i żeby wg zniknął. Jejciu xd nie lubię gada. Wkurza mnie samym byciem ;p
      Skoro tak się sprawy party mają to ja nie truję tyłka i z nikam. Do następnej części :**

      Usuń
  2. WTF?! – tylko na tyle mnie stać w tym momencie. Za dużo informacji jak na jeden paragraf. Muszę to przetrawić.

    OdpowiedzUsuń