czwartek, 7 sierpnia 2014

Paragraf 14



Dzisiaj króciutko. Wybaczcie.
*



(...) noc to pora, kiedy mroczne myśli szarpią duszą jak sznurki marionetką.*


Mną szarpało na każdym zakręcie, kiedy to licznik pokazywał całe 100 km/h, niewiele malejąc na zakrętach.
Mijałam limuzyny, wiozące ludzi na wieczory panieńskie bądź kawalerskie, taksówki zapełnione imprezowiczami, czy zakochanych, którzy biegli w kierunku znanym tylko sobie.
Piątkowy wieczór w Los Angeles rządził się innymi prawami. Chociażby tym, że nielegalne wyścigi, powodują blokowanie wielu ulic. Jednak znalezienie tłumów, które oblegały tunningowane auta nie sprawiło mi problemu.
Pół nagie panienki, cwaniaczki przy autach, przerobionych po najniższych kosztach. Tak moi mili, daleko im do bryk rodem z „Szybkich i Wściekłych”. Chyba, że to były dzieciaki z bogatych domów.
O ile dobrze byłam rozeznana na chwilę obecną, za wyścig, wygrany zgarniał pięćset dolarów i „szacunek na dzielni”. Powodowali również sporo kolizji, wykroczeń drogowych i tak dalej.
Zaparkowałam swoje BMW przy dzieciaku, opartym o swoje Subaru STI i nie czekając na żadne informacje, ani wsparcie, wysiadłam z auta.
- Laleczko, kto ci dał prowadzić takie auto? – Zatrzymałam się, kiedy ten szczeniak zagrodził mi drogę. Westchnęłam głośno i odsłoniłam bok kurtki, ukazując swoją broń. – Myślisz, że ta zabawka mnie ruszy?
- Jak zadzwonię po twoją mamusię, odbiorę prawo jazdy i zarekwiruję samochód, to myślę, że cię ruszy – odepchnęłam go z drogi. – A teraz zmiataj do domu, dzieciaku, już po dobranocce.
Zostawiłam w tyle zaśmiewające się towarzystwo i ruszyłam dalej.
Co metr stało auto, a z każdego z nich wydobywała się głośna, dubstepowa muzyka. Właściciele próbowali się nawzajem zagłuszyć i pochwalić lepszym sprzętem.
Również widoczność była kiepska, kiedy kilka osób postanowiło spalić gumę. Musiałam się zatrzymać i przeczekać to.
Jeszcze kilka lat temu sama bym z nimi rywalizowała – ścigając się. Ba, robiłam to, mimo pracy w agencji. Przegrałam tylko z Jeremiahem. Nie tylko wyścig, ale i kilka lat życia.
- Elisa?! – Słysząc swoje imię, gwałtownie się odwróciłam.
- Tom, co ty tu robisz? – Złapałam go za ramię i pociągnęłam w stronę alejki, rozglądając się na boki. – Z kim przyjechałeś? I gdzie jest Bill?
- Przejeżdżałem obok i zobaczyłem jak wysiadasz z auta. Nie wiedziałem, że się ścigasz – puściłam go dopiero, kiedy staliśmy na uboczu. – Bill jest…na imprezie z Alexem i innymi…myślałem, że wiesz.
- Mieliście dzisiaj nagrywać!
- No tak…-zmieszał się i poprawił czapkę na głowie. – Trochę się pożarliśmy w studio, pieprznął wszystko i wyszedł z Alexem.
- Chyba szybciej ja go zabiję, niż Ozerov. Gdzie masz auto?
- Stoi obok twojego.
- Odprowadzę cię i obiecaj mi, chociaż ty, że pojedziesz prosto do domu i w nim już zostaniesz.
- Gdybyś nie była agentem, powiedziałbym, że upadłaś na głowę, ale niech ci będzie – nadstawił swoje ramię, które złapałam skierowaliśmy się do swoich aut. – Nadal mi nie odpowiedziałaś dlaczego tu jesteś.
- Kiedyś się ścigałam, teraz jestem tu służbowo.
- Musimy się kiedyś zmierzyć – prychnęłam i zaśmiałam się. Nie miał szans, mimo swojego R8. Od lat jeżdżę na pełnym gazie i się tego nie boję, czego raczej nie mogłam powiedzieć o nim. –Tak w ogóle, to dlaczego jesteś tu sama?
- Dzwoniłam po Lucasa, ale na razie nie widzę nikogo, więc działam na chwilę obecną sama – zaakcentowałam ostatnie słowo, tak, żeby Tom nie wpadł na pomysł, by mi pomóc. Byłby dla mnie kulą u nogi w tym momencie.
- Z tego co mi wiadomo, jego telefon został w naszym domu, bo non-stop ktoś się do niego dobija. Ria się wściekała i wyłączyła jego komórkę.
Stanęłam gwałtownie, tak, że brunet prawie nas przewrócił. Zdezorientowany, zmarszczył brwi i czekał na mnie.
Skoro Lucas nie ma ze sobą telefonu, to kto go odebrał? Nie mam wsparcia…
Wyciągnęłam z kieszeni swoją komórkę.
- Szlag by trafił ten sprzęt – rzuciłam wściekła, kiedy zobaczyłam, że był rozładowany. – Tom, musisz jak najszybciej znaleźć Lucasa, albo kogoś od nas i powiedzieć, gdzie jestem. Przekaż im, że Ozerov tu jest – zamknęłam za nim drzwi od samochodu. – Pospiesz się.
Gdy odjeżdżał, wróciłam na ulicę, by odszukać Jeremiaha.
Przy takim tłumie ludzi, to graniczyło z niemożliwym. Mógł być wszędzie, mógł już pojechać. Musiałam go odszukać.
Przeciskałam się przez grupki, rozpychając ich łokciami. Puszczałam mimo uszu, komentarze, pretensje, zaczepki. W tej chwili miałam jeden cel. I tym celem był mój mąż, którego w końcu dojrzałam.
Wcale się nie chował. Stał, oparty o czarnego Mustanga z 1967 roku. Ciemne jeansy, czarna, skórzana kurtka. Przez te dwa lata nieobecności, stał się jeszcze bardziej przystojny.
Z resztą, jego zawsze otaczała jakaś dziwna aura, która nie pozwalała przejść obok, zupełnie obojętnie. W tym momencie był oblegany przez wianuszek nastolatek, które najwyraźniej szukały nadzianego przystojniaka.
Stojąc parę metrów od niego, zatracałam się w jego osobie. Moja miłość, mój maż.
Mój żołądek boleśnie się ścisnął, a ja sama miałam ogromną ochotę się rozpłakać. Przecież on zginął na moich oczach, budynek spłonął…a teraz widzę go, zaledwie parę metrów przed sobą. Uśmiechającego się, czarującego te dziewczyny.
Uniósł swój wzrok i spojrzał bezpośrednio na mnie. Te same szare oczy, które codziennie spoglądały na mnie z miłością, a teraz z rozbawieniem.
Przełknęłam głośno ślinę i zacisnęłam dłoń na zimnej kolbie swojego pistoletu, mając nadzieję, że to mnie uspokoi. Było wręcz przeciwnie.
Ręce zaczęły mi się trząść, kiedy zostawił swoje towarzystwo i ruszył w moim kierunku. Pewny krok, arogancki uśmiech…to do niego nie pasowało.
Przecież on cię nie kochał, byłaś tylko przykrywką.
Stanął przede mną, sięgnął ręką do włosów, by pozbyć się spinki.
- Zawsze wolałem cię z rozpuszczonymi włosami – poprawił je tak, że falami opadały na moje ramiona. – Wyglądasz na zmęczoną.
- Ciekawe czemu – przymknęłam oczy, kiedy zetknął swoje ciało z moim, a ja poczułam jego ciepło. – Jer…
- Dlaczego sypiasz u tego piosenkarza? – Nachylił się nade mną. – Dlaczego go całujesz, przytulasz?
- Dlaczego mnie okłamałeś? – Odepchnęłam go od siebie, chociaż wiele mnie to kosztowało. – Zniszczyłeś mi kilka lat życia, a teraz chcesz wyjaśnień?
- Ellie – syknął i złapał mnie mocno za ramię. Niewiele myśląc, wyciągnęłam broń i przystawiłam lufę do jego brzucha. – Nie denerwuj mnie – spojrzał na rękę, którą do niego mierzyłam. – Och, masz mnie, poddaję się.
- Wsiadaj do auta i nie kombinuj nic, bo zastrzelę cię na oczach tych ludzi.
- Jak sobie życzysz, kochanie. - Pożegnał swoje towarzystwo i pierwszy wsiadł do auta. – Co dalej?
- Gdzie jest Bian?
- Niedaleko – docisnęłam mocniej broń. – Mogę cię do niej zabrać, ale schowaj broń, rozpraszasz mnie.
- Nie będziesz mi stawiał warunków.
- Oj Ellie, Ellie…do tej pory nie nauczyłaś się chodzić z przeładowaną bronią?
- Co?
- I nie potrafisz ocenić przeciwnika.
Nie zdążyłam zareagować, kiedy docisnął do mojej twarzy kawałek szmatki, nasączonej chloroformem.




- Wdowy, czy rozwódki to straszne kobiety. – Zapatrzyłem się w swojego drinka, kiedy Max kontynuował swoje wywody. Lubiłem tego gościa, bardzo dobrze się z nim imprezowało i wyrywało panienki, ale potrafił być bardziej pusty niż moja paczka papierosów w tej chwili. – Wdowy żyją miłością i zawsze będą cię porównywać do swojego męża i pewnie zdradzą z kimś z jego rodziny – wzniosłem oczy ku górze, bo miałem już dość jego bełkotu. – Za to rozwódki są już na tyle cwane, że pozbawią cię całego majątku. Jedne i drugie to zdziry.
- Max, dałbyś już spokój – wtrącił Alex. – Elisa to poukładana babeczka, bardzo dobrze, że Bill na nią trafił. Ma coś w głowie, jest seksowna,a pieniędzy to ma więcej niż wszyscy z zespołu, więc nie poleci na jego kasę.
- Przecież jej facet zginął, była wdową - zmarszczyłem brwi, kiedy Max uderzył dłonią w stół i prawie rozlał piwo. - Teraz okazuje się, że on jednak żyje!
- Małżeństwo zostało unieważnione.
- Alex! Ta laska ma już rozpierdol w mózgu! Przez jakieś dwa lata opłakiwała tego faceta, poznała Billa, nagle jej przeszło, a jak są ze sobą, to jej mąż nagle wraca - odpalił papierosa. - Skoro go kochała, to to uczucie nie zniknie tak nagle. Jaką ma pewność, że właśnie się z nim nie bzyka na zgodę? Jaką ma pewność, że podczas jego wyjazdów, a ma ich sporo, ona będzie czekała? Albo, co wyprowadzi go totalnie z równowagi, zacznie w łóżku wykrzykiwać jego imię, a nie Billa.
- Za dużo ćpasz - Alex się zaśmiał, a ja tylko uśmiechnąłem.
- Bian była w porządku - na wspomnienie blondynki moja mina zrzędła. - Luciła się zabawić, nie miała problemu, żeby spędzać z nami czas. Tolerowała nas, a ta cała Elisa omija nas jak ognia.
- Max - zacząłem. - Czy ja się z nią żenię? Kto powiedział, że to długoterminowy związek? Na razie dobrze nam ze sobą, więc po co mam się zadręczać takimi sprawami?
- Jesteś idiotą skoro dalej w to brniesz.
Byłem idiotą?
Korciło mnie, by powiedzieć, że to tylko policjantka, która jest moją obstawą, ale nie mogłem.
Nie mogłem też się przejmować tym, co mówi Max. Tak na prawdę nie byliśmy razem, więc jego słowa spływały po mnie, jak po kaczce.
Owszem, miałem ochotę ją przelecieć. Kto by nie chciał? Elisa jest piękną i inteligentną kobietą. Gdyby nie trzymała się tak bardzo tych swoich przepisów, to już dawno kotłowalibyśmy się w łóżku.
Gdybym poznał ją w innych okolicznościach, pewnie przeszkadzałoby mi to, że jej mąż wrócił. Nie tolerowałbym tego, że jest ktoś inny. Musiałem odpuścić.
- Cześć Bill - oderwałem wzrok od swojego drinka i przeniosłem go na brunetkę, która bez pozwolenia usiadła obok mnie. - Stęskniłam się za tobą.
Zamrugałem szybko oczami i uniosłem jedną brew. Skąd ja ją znam?
Przy stoliku zapanowała cisza. Spojrzałem na nią od góry do dołu. Długie, opalone nogi, duże piersi, nienaturalnej wielkości usta.
- Hilton, miesiąc temu - naprowadzała mnie na trop, ale w mojej głowie i tak była pustka. - Denise.
- Wybacz, ale niestety nie pamiętam.
- Domyślam się, byłeś mocno zawiany - położyła dłoń na moim udzie. - Wybaczam ci, bo z chęcią bym to powtórzyła.
Nie byłem zaskoczony tym bezpośrednim zachowaniem. Bardziej zdziwiło mnie to, że nie miałem na nią ochoty, bo moją głowę zapełniała teraz Elisa, która biła ją na głowę.
Denise nie zniechęciła się moim brakiem reakcji i zaczęła wędrówkę swoją dłonią.
- Wybacz, mała, ale nie dzisiaj - odepchnąłem jej rękę i wstałem z kanapy. - Zbieram się już, będziemy w kontakcie.
- Jak mi powiesz, że jedziesz do niej, to padnę - uśmiechnąłem się szeroko do Maxa. - Już zrobiła z ciebie pantofla - skrzywił się, a ja poprawiłem czapkę. - Idiota - mruknął, a ja zacząłem się śmiać i odszedłem.
Kiedy przeciskałem się przez tłum, Lucas już był koło mnie.
- Mam nadzieję, że ucieszy cię to, że chcę jechać do Elisy.
- Nie sądzę, że chce cię oglądać.
- A zatem przekonajmy się - wyjąłem z kieszeni telefon i wybrałem jej numer.
Jeden sygnał, drugi, trzeci i poczta głosowa. Spróbowałem ponownie, ale sekretarka włączyła się zaraz po tym, jak przyłożyłem telefon do ucha.
- Dziwne, ma wyłączony telefon - znowu zadzwoniłem, ale było to samo. - Czy ona nie powinna mieć włączonego telefonu? Przecież to jej służbowy.
- Jak to wyłączony?
- Spróbuj ze swojego - zaczął grzebać w kieszeniach, a z jego ust zaczęły wydobywać się coraz gorsze przekleństwa.
- Nie wziąłem telefonu - odblokował auto. - Pojedziemy do niej, miała być w domu.
- Mam głupie wrażenie, że coś jest nie tak - Lucas spojrzał na mnie we wstecznym lusterku. - Odkąd jesteście, ona ani razu nie miała wyłączonego telefonu i cały czas miała go przy sobie.
- Albo nie chce z tobą rozmawiać.
- Ona mnie uwielbia - pokazałem mu środkowy palec, a on pokiwał głową w rezygnacji.
Kiedy przejeżdżaliśmy obok budynku federalnych, musieliśmy zatrzymać auto, bo z parkingu wyjeżdżało pełno radiowozów na sygnale.
- Co jest grane? - Lucas włączył CB radio, a ja od razu wybrałem numer Toma. Odebrał po pierwszym sygnale. - Tom...
- Bill, wracaj do domu...

- Do wszystkich jednostek. Poszukujemy agentki Elisy O'Donell. Wysoka brunetka,niebieskie oczy. Ubrana była w bojówki i ciemną kurtkę.Ostatni raz była widziana na nielegalnych wyścigach w Arcadii wraz z Ozerovem. Odjechali czarnym Mustangiem z '67 roku. Świadkowie twierdzą, że była nieprzytomna kiedy odjeżdżali.




* Sarah Blakley-Cartwright – Dziewczyna w czerwonej pelerynie

6 komentarzy:

  1. O kurwa....
    jak ?! No nie wierzę...

    OdpowiedzUsuń
  2. W końcu przysiadłam na kilka godzin i wciągnęłam te 14 rozdziałów :D I jestem zadowolona, że właśnie tak spędziłam ten czas xD Podoba mi się. Czytałam też Twoje poprzednie opowiadanie, ale uważam, że to jest znacznie lepsze. Wciąga niesamowicie. Jestem też pod wrażeniem, że potrafisz tak świetnie opisywać te kryminalne sprawy. Dobrze też ułożyłaś całą tą historię, wszystko się ze sobą jakoś łączy, nie ma w tym chaosu.
    Oczywiście w tym wszystkim relacja Elisy i Billa, która ma w jakiś sposób swój urok. Trochę jej w sumie współczuję, bo jest trochę rozdarta między trzema mężczyznami. Byłym mężem, który okazał się zdrajcą, partnerem z pracy i do tego wszystkiego jeszcze Bill, który także ma za sobą popapraną przeszłość. Jestem ciekawa jak to zamierzasz rozegrać. Teraz jednak zastanawia mnie, co zamierza Ozerov. Jeśli faktycznie jeszcze coś do niej czuje, to chyba jej nie skrzywdzi? Choć mam już wątpliwości zarówno do jego uczuć, jak i zamiarów. Jej związek z Kaulitzem na pewno tylko dolał oliwy do ognia... Ale nie będę tutaj rozmyślać nad ewentualnymi wydarzeniami xD Poczekam na dalszy ciąg... Liczę na to, że to wszystko rozegrasz jakoś z pozytywnymi skutkami. Elisa chyba w końcu zasłużyła, aby przytrafiło jej się coś lepszego w życiu... Bo jak do tej pory to podziwiam, że tyle zniosła. Trzeba mieć do tego naprawdę silną osobowość.
    Pozdrawiam i życzę weny :)

    OdpowiedzUsuń
  3. W końcu nadrobiłam zaległości i jestem szczęśliwa!
    To źle, że ten odcinek jest taki krótki. Bo jest cholernie dobry! W końcu się zaczyna coś dziać! Świetnie budujesz akcje i napięcie! Nie mogę się doczekać kolejnego odcinka i szczerze mówiąc cieszę się, że nie przespała się z Billem. W ogóle podoba mi się, że ma wokół siebie tylu mężczyzn, ale z żadnym nie ma (jeszcze) jasno zdeklarowanej sytuacji. Strasznie mi się podoba jak piszesz i czekam na dalej!
    Kaś :**

    OdpowiedzUsuń
  4. Porwał ją... a to świnia.
    A Bill chyba jest zmartwiony hehe
    Szczerze, to przestałam go lubić... jest jakiś dziwny...
    Ale ty pisz dalej, bo boję się o Elise
    Pozdrawiam xd

    OdpowiedzUsuń
  5. Dobra, bo przeczytałam, a nie skomentowałam.
    Ja wiedziałam, że to się źle skończy, ale Elisa oczywiście musiała udawać bohaterkę i sama jechać w takie miejsce...
    Widać, jak bardzo kochała Jeremiaha... Jedna z najlepszych agentek, a przy nim tak łatwo dała się podejść, otumaniona jego obecnością. Nie ma co się dziwić, ostatecznie i tak była dzielna...
    Ta, a po Billu że to wszystko niby spływa? :D Na pewno. Niech nie oszukuje sam siebie, wiadomo, że coś ma do Elisy :> Zresztą jak każdy facet w tej historii :D Zgadzam się z komentarzem wyżej, że fajne jest to, że Elisa mimo adoracji tylu facetów, nie wybiera właściwie żadnego :D
    Krótko, ale mam nadzieję, że nadrobisz to w kolejnym :* <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Boże, moje komentarze są takie żałosne... xddd

      Usuń