środa, 13 sierpnia 2014

Paragraf 15



Freiheit - No jakoś tak wyszło :D
Ka. - Cieszę się, że poświęciłaś swój czas na przeczytanie tego i spodobało Ci się. Tak, tej historii poświęcam więcej czasu, bo w jakimś stopniu przekazuję swoje doświadczenie, które zdobyłam w pracy, a właściwie historie, które usłyszałam, a mnie poruszyły. Jeżeli chodzi o jej relacje z facetami, wszystko rozegra się w swoim czasie. To trochę pochrzanione i czasami się gubię, ale po chwili jest przebłysk i "aha, to miało być tak i dlatego wcześniej było tak". Również pozdrawiam i również życzę weny.
Kaś - A ja witam Cię z powrotem! Jest krótki, ale tłumaczyłam Ci dlaczego. Och tak, Ellie zwodzi za nos tylu facetów, że daj spokój. Też jestem ciekawa, któremu się uda do niej dotrzeć xD
Wikki Nikki - No świnia, świnia. Kaulitz to też świnia. Wgl to wszyscy faceci to świnie xD Nie bój się o nią, zaprowadzi porządek :D
Millie - Twoje komentarze nie są żałosne! Bardzo poprawiają mi humor :D ! Ellie chce naprawiać świat i stąd u niej ta cecha superbohatera. Nie ma co, Jeremiah potrafi okręcić sobie ludzi wokół palca, w końcu to agent specjalny, dezerter elitarnej jednostki. A Bill, to wiesz...taki chojrak jak Twój :D

Nie obgryzać paznokci! :D

*


Gdy już raz zdecydujesz się na zabijanie,
Najpierw zamieniasz serce w kamień
A jeśli odkryjesz, że w tych dłoniach nadal tkwi ta skłonność
Wtedy możesz zmienić morderstwo w sztukę.

Powoli uchyliłam powieki. Przyszło mi to z trudem, a w dodatku zaczęły łzawić mi oczy od ostrego światła. Chciałam wytrzeć łzy, ale moje ręce były skrępowane tak, że nie mogłam nimi nic zrobić.
Byłam przypięta swoimi kajdankami do rury.
Naprawdę nie ma potrzeby na rozlew krwi
Postaraj się o trochę więcej finezji.
Jeśli mógłbyś wrzucić tabletkę do czyjejś kawy
To uniknąłbyś okropnego bałaganu.
Piosenka, która w tym momencie leciała, przywracała mi złe wspomnienia. The Police i ich hymn dla psychopatów i morderców.
Poczułam na swoich włosach dotyk czyjejś dłoni. Gwałtownie się poderwałam, co skutkowało zawrotami głowy. Przez mgłę zobaczyłam długie, blond włosy.
- Bian, ty żyjesz - pokiwała głową i zaczęła płakać. Dotknęła moich kajdanek i zaczęła je odrobinę szarpać, ale skutkowało to mocniejszym zaciskiem. - Nie, nie, nie szarp nimi, to pogarsza sytuację.
- Próbowałam je jakoś otworzyć kiedy leżałaś nieprzytomna, ale nie udało mi się - zaniosła się większym płaczem i wstała z materaca. Jej stopa była zapięta na łańcuch, a ten do kolejnej rury. - On nas zabije.
- Błagam, uspokój się.
Moje słowa nie skutkowały, a blondynka zaczęła krążyć w tę i z powrotem, tak, jak pozwalał jej łańcuch.
Odkąd została porwana, minęły jakieś trzy tygodnie. Tyle wystarczyło, żeby był z niej wrak. Tłuste włosy, ciemne odrosty, zmęczenie, które malowało się na twarzy i wystające kości jak u anorektyczki.
- To psychopata - w końcu usiadła obok mnie i zaczęła ścierać łzy z twarzy. - On traktuje to jak zabawę. Przychodzi tu z artykułami o was, zdjęciami, filmikami. Dostał szału jak zobaczył, że się całujecie.
- Czy on... - przełknęłam głośno ślinę, bo nie mogłam wydobyć z siebie tych słów.
- Nie, nie dotknął mnie  - zaczęła wyginać palce i spuściła głowę. - Jedynie mówi, że bardzo dobrze się bawisz z Billem i zajęłaś moje miejsce i mnie nie szukacie.
- Bian, przecież wiesz...
- Wiem, że to przykrywka - przerwała mi. - Wiesz jaki jest Bill i nie sądzę, że byś się z nim związała. Poza tym...ja go nie kocham, więc nie miałabym nic przeciwko temu.
- Wykonuje tylko zadanie, które dostałam od przełożonego. Chodź do mnie, przytul się. - Nie musiałam jej dwa razy powtarzać, bo mocno mnie objęła i pociągała nosem, powstrzymując łzy.
- Może uda ci się go naprawić, Bill to w głębi serca dobry chłopak, ale zagubiony.
- Bian, o czym ty w ogóle pleciesz? Między mną, a nim nic nie ma. Mam go bronić, a nie uwodzić.
Kiedy usłyszałam pogwizdywanie, spięłam się. Jeremiah stanął na wprost nas z szerokim uśmiechem na twarzy.
- Jak dobrze, że moje kochane dziewczynki nie żywią do siebie urazy - oparł dłonie o biodra i spojrzał na mnie. - Boże, Elisa, wiesz jak seksownie wyglądasz, gdy jesteś skrępowana? Żałuję, że nie wpadłem na to wtedy, gdy byliśmy razem. Lubisz jak się z tobą dominuje.
- Gdzie my jesteśmy? - Kiedy Jer usiadł na łóżku, Bian uciekła jak najdalej od niego.
- W Los Angeles - wyciągnął z kieszeni kluczyki i zaczął majstrować coś przy kajdankach. W końcu uwolnił mi jedną rękę. - Nie kombinuj nic, bo skuje cię znowu.
- Po co ta cała szopka? - Złapałam go za koszulkę, tak, żeby nie mógł wstać i musiał na mnie spojrzeć. - Nie lepiej było strzelić mi od razu w łeb?
- Kochanie - zaczął potulnym głosem i złapał dłońmi moją twarz. - Czy ja zrobiłem ci kiedykolwiek cielesną krzywdę? Dobrze wiesz, że nigdy tego nie zrobię.
- Jeremiah, ja już nie mam siły. Ta sprawa mnie wypala - spojrzałam mu głęboko w oczy i przysunęłam jego twarz do siebie. Na początku był zdezorientowany, ale podjęłam dalszą inicjatywę i wtuliłam policzek w zagłębienie jego szyi.
- Powinnaś mieć pretensje do Lucasa - wplątał dłoń w moje włosy, a ja westchnęłam na ten dotyk. Zawsze kiedy mi to robił, traciłam poczucie rzeczywistości. - Gdyby nie wciągnął cię w sprawę, a wręcz od niej izolował, to już dawno by mnie tu nie było.
- Jer...
- Gdybyś nie była z tym powiązana, to już dawno obydwoje gryźli by glebę, ale nie, Burnell kombinuje, robi z ciebie tarczę.
- Nie chcę żeby oni ginęli. Nie zasługują na to.
- Chcesz mi powiedzieć, że ta lalunia - szarpnął moją głową, tak, żebym spojrzała na Bian. - Która zdradza swojego faceta, ćpała tak, że poroniła dziecko i dalej robiła to samo, zasługuje żeby żyć?!
- Nie możesz...
- Nie przerywaj mi! - Moje oczy były teraz wielkości pięciozłotówek. Nigdy nie udało się go wyprowadzić z równowagi, a tu taka niespodzianka. - A ten cały Bill, totalna paranoja. Nie dość, że wygląda jak jakaś ciota, to traktuje kobiety jak dziwki. Dalej zamierzasz go bronić? - Zmusił mnie żebym spojrzała mu w oczy. - Dotykał cię, całował, spał w jednym łóżku, a nawet poniżył. Zapłaci za to.
- A jeżeli ja tego chciałam i mu na to pozwalałam? - Spojrzałam na niego wyczekująco.
Uderzy mnie? Dostanie ataku furii? Może nie powinnam mu pyskować?
Jeremiah zastygł w bezruchu, a ja głośno przełknęłam ślinę. Nie wiedziałam jak zareaguje, bo na chwilę obecną nie mogłam stwierdzić co mu chodzi po głowie. W duchu parsknęłam śmiechem, bo przecież przez rok naszego małżeństwa, mogłam czytać z niego jak z otwartej książki, a teraz nie wiem o nim nic. Tak, jakbyśmy nigdy się nie znali.
Nie zamknęłam oczu kiedy nachylił się nade mną, ale moje ciało było spięte.
Wędrował wzrokiem po mojej twarzy. Szukał zawahania, strachu, które w rzeczywistości błądziły w mojej głowie i nie miały zamiaru wydostać się na zewnątrz. Przynajmniej nie w chwili obecnej.
Zebrał kosmyk moich włosów, który zabłądził gdzieś na czole, by po chwili przyłożyć dłoń do mojego policzka.
- To poniesiesz karę.
Cofnął się i z obojętnym wyrazem twarzy, skierował się do wyjścia z piwnicy.
Jego słowa zaczęły docierać do mnie jak przez mgłę, a moja głupota uderzyła z prędkością światła.

Poniesiesz karę...

Zaraz, zaraz...jaką karę?
- JEREMIAH!

*

Chodziłem w kółko po tarasie, już świtało.
Dziesięć, dziewięć, osiem...
Stolik na tarasie zaczął mi bardzo przeszkadzać i kopniakiem go przewróciłem. Ria się wścieknie za to, że demoluję posiadłość, ale aktualnie miałem to gdzieś.
Z kieszeni wyjąłem paczkę papierosów i wyciągnąłem kolejnego, mimo tego, że prawdopodobnie się porzygam. To chyba druga paczka od wczoraj. Oprócz papierosów, kawy i energetyków, nic nie przechodziło mi przez usta.
Po jaką cholerę ja się z nią kłóciłem?!
Usiadłem na schodkach i zacząłem wpatrywać się w agentów, którzy mieli wartę oraz sprawdzali teren. Odkąd informacja o porwaniu Elisy obeszła całe FBI i wiele innych jednostek, odniosłem wrażenie, że każdy agent, który kręcił się w pobliżu, chce mnie zabić. Ona jest zbyt ważna, żeby ją poświęcić.
Dopiero teraz zaczęło do mnie docierać to, że ta sprawa spędza sen z oczu wielu osobom, a ja nie zdawałem sobie sprawy, że ten cały Ozerov, to psychol, który nie daje się złapać.
Ma Bian, a teraz Elisę...kiedy przyjdzie po mnie?
Wzdrygnąłem się na samą myśl o tym. Na myśl o tym, co on im robi, na myśl o tym, gdzie może je przetrzymywać.
Czy one żyją? Czy nic im się nie stało?
Burnell odchodził od zmysłów. Wydzierał się na każdego, kto stanął mu na drodze, albo nie wykonał polecenia, tak, jak on chciał. Musiałem przyznać, że facet odnajduje się w tym co robi i walczyłby o każdego agenta...ale ONA była kimś wyjątkowym. Na tyle wyjątkowym, że wciągnął w poszukiwania CIA, Interpol i każdą jednostkę Policyjną w Los Angeles, jak i na jego obrzeżach. Nie zdziwiłbym się, gdyby w poszukiwania byli wciągnięci wszyscy w Stanach. Oczywiście pomijając wszelkie media. Nagłośnienie tego narobiłoby pełno kłopotów, czego nikt nie chciał.
- Melduj.
- Znaleźliśmy tego Mustanga - wstałem ze schodów kiedy usłyszałem rozmowę agentki Fox z Burnellem i podszedłem do nich, by dowiedzieć się więcej. - Zostawił go na terenie Canyon Park. Nie znaleziono nic w środku.
- Szukaliście...
- Lucas, on tam miał schowane drugie auto. Nie mamy pojęcia jakie, ale były świeże ślady kół - blondynka mocno zacisnęła dłonie w pięści. - Nie ma tam kamer, więc jesteśmy w czarnej dupie.
- Autostrady, drogi krajowe?
- Q i jego ludzie sprawdzają nagrania i każde auto, które znalazło się na pobliskich drogach, objętych monitoringiem. Na chwilę obecną nic nie mają.
- Kurwa! Dlaczego ona nie mogła poczekać na wsparcie?! - Uderzył pięścią w ścianę.
- Bo ma popaprane poczucie, że jest bohaterem tego świata - spojrzała na mnie wymownie, a ja spuściłem głowę. - W końcu to ona uratowała tego popaprańca na przejeździe kolejowym.
Poczułem mocne szarpnięcie, a po chwili moje ciało zderzyło się ze ścianą. Od silnego uderzenia w głowę, przed oczami zobaczyłem mroczki. Zostałem dociśnięty tak, że nie mogłem się poruszyć, a może to szok, który ogarnął moje ciało, paraliżował mnie?
- Posłuchaj mnie teraz uważnie - widząc jego wzrok, poczułem jak krew odpływa mi z twarzy i zrobiłem się blady. - Jeżeli nie znajdę jej żywej, to skończę zabawę z tobą i zginiesz w strasznych męczarniach - w przypływie wściekłości, Lucas ponownie uderzył mną o ścianę, ale nie miałem odwagi postawić się mu. Nie teraz. - Nie wiem co ona w tobie widzi, że postanowiła zostać twoim obrońcą, ale wiedz, że to się skończyło, bo ja tego dopilnuję.
- Lucas! - Stanęła za nim Basia i chciała go ode mnie odsunąć, ale odepchnął ją tak, że się przewróciła. Miarka się przebrała, nie mogłem patrzeć na to, jak on traktuje ludzi.
- Odpierdol się ode mnie! - Zacząłem się z nim szarpać, ale to była jak walka z wiatrakami. - I zacznij nad sobą panować.
- To twoja wina, że on ją porwał!
Akcja potoczyła się bardzo szybko.
Lucas jedną ręką przydusił mnie do ściany, a drugą wyprowadzał cios, kiedy ktoś złapał jego rękę. Trzech agentów zaczęło się z nim szarpać, żeby mnie puścił. Dopiero kiedy pomogła im Basia, udało im się położyć go na glebę i zablokować wszystkie ruchy.
Złapałem się za gardło i osunąłem na podłogę.
- Jeżeli spadnie jej choć jeden włos z głowy, zabiję cię!
- Lucas, opanuj się!
- To on powinien być na jej miejscu! - Wokół nas zebrała się grupa ludzi. Spoglądali to na niego, to na mnie, niedowierzając temu, co się właśnie dzieje.
- Elisa sobie poradzi! - Fox zaczęła na niego krzyczeć. - Jest jedną z najlepszych!
- Ten psychol może jej zrobić krzywdę!
- Poradzi sobie, on ją kocha, nie zrobi jej krzywdy - podnieśli go, zakutego w kajdanki i zasłonili tak, żeby mnie nie widział. - Znajdziemy ją. I nie rób takich scen, to nie jego wina.

*


Jedyną rzeczą, która dawała światło w pomieszczeniu była lampka. Nie było żadnych okien i nie miałam pojęcia czy mamy dzień czy noc. Nie miałam pojęcia ile czasu już minęło odkąd się tu znalazłam.
Jeremiaha nie było od dłuższego czasu. Byłam zmęczona, ale nie byłabym w stanie zmrużyć oka, w przeciwieństwie do Bian, która spała obok mnie niespokojnie.
Po tym, jak on wyszedł z pokoju, blondynka płakała, aż w końcu usnęła z wyczerpania. Trzymał ją tu już jakieś trzy tygodnie, więc zdążyła się przyzwyczaić do panujących tu warunków.
Było zimno, a w powietrzu unosił się zapach pleśni.
Na stoliku, obok łóżka, stał mały stolik z butelkowaną wodą i ciastkami. Nie miałam pojęcia ile już leżały, ale na ich widok zaburczało mi w brzuchu. W końcu nie jadłam od dłuższego czasu. Czy on zamierzał nas głodzić?
Rozejrzałam się dalej.
Na półkach leżały jakieś koce, narzędzia i szelki z moją bronią. Nie bał się zostawić ich na widoku? W głębi pomieszczenia dojrzałam również deski i wielką skrzynię, która wyglądem przypominała...och kurwa.
Moje oczy w tym momencie, zdawały się mieć wielkość pięciozłotówek.
Te skrzynie wyglądały dokładnie tak samo, jak trumny, które znajdowaliśmy podczas prowadzenia sprawy Grabarza. Kobiety zakopywane żywcem...
Poczułam jak mnie mdli, a w dodatku usłyszałam czyjeś kroki. To Jeremiah.
Usiadłam i podkuliłam nogi pod brodę.
Nie zwracał na mnie uwagi. Postawił skrzynię na blacie i sięgnął po czerwony materiał, którym zaczął wykładać jej środek.
To nie mogła być prawda...on nie mógł w tak brutalny sposób zabijać...
- Tak, to ja byłem tym Grabarzem - nawet na mnie nie spojrzał, tylko dalej wykonywał swoją robotę. - Prowadziłem tą sprawę, więc nikt by mnie nigdy nie podejrzewał, bo niby jak, skoro doskonale zacierałem ślady?
- Ale...
- Preparowanie dowodów to pestka, dobrze o tym wiesz - oparł się o ścianę i skrzyżował ramiona. - Dostawałem zlecenia na niewierne kobiety, ludzi, którzy przeszkadzają w biznesie. Żebyś ty wiedziała jak oni błagali. Płakali, krzyczeli, a ja tylko się śmiałem z ich strachu i słabości.
- Jesteś nienormalny.
- Powiedziałbym, że praktyczny, bo pozbywam się tych, co niszczą życie innych.
- Więc najlepszym wyjściem według ciebie, było zakopanie ich wszystkim żywcem, jak jakiś zwyrodnialców? - Uśmiechnął się delikatnie. - To ty powinieneś leżeć w tej trumnie. Jesteś potworem.
- Było ci ze mną źle? Miałaś męża, pieniądze, dobry seks, stabilną przyszłość. Wiele kobiet by tego chciało.
- Zależało mi na życiu u boku człowieka, z którym byłabym szczęśliwa, nie potrzebowałam milionów na koncie.
- To był taki gratis do mojej osoby - już chciał odejść, kiedy ponownie się odezwałam.
- Muszę do toalety - zatrzymał się i spojrzał na mnie uważnie. - Mam się załatwiać pod siebie?!
Pokręcił głową i podszedł do mnie, wyjmując z kieszeni kluczyki.
- Ręka - wykręciłam ją do tyłu, a on popchnął mnie na brzuch. - Leż, bo zaboli. - Kiedy poczułam luz, zaczęłam się szarpać, ale docisnął mnie do materaca i strzelił w tyłek. - Ty chyba lubisz trochę przemocy - mruknął. - A ty Rothfield się nie ruszaj, bo tobie na poważnie zrobię krzywdę.
Bian miała otwarte oczy, ale nawet nie drgnęła. Kiedy opuściłam nogi, pomógł mi wstać. Od ciągłego siedzenia byłam odrętwiała, więc musiałam na nim polegać.
Trzymał mnie za przedramię i prowadził na górę.
Dom wyglądał jak rudera. Sądząc po zapachu, nikt tu dawno nie wietrzył, na podłodze walały się papiery, a na meblach było pełno kurzu. Nikt z zewnątrz nie sądziłby, że ktoś tu mieszka. I chyba o to chodziło, bo kryjówka była idealna.
Wprowadził mnie do łazienki, której ściany były pomalowane niebieską farbą olejną, a stęchlizna wcale nie pomagała mi powstrzymać mdłości.
Odpiął mi jedną rękę i przykuł kajdanki do rury. Nie wyglądał jakby miał stąd wyjść, a nawet usiadł na brzegu obskurnej wanny.
- Na co czekasz?
- Na to aż wyjdziesz.
- Wstydzisz się mnie?
- Wyjdź, nie będę załatwiała się przy tobie. Chcę trochę prywatności.
- Baby - mruknął pod nosem i wyszedł z pomieszczenia, zamykając drzwi.
Rozejrzałam się dookoła.
Wanna była pusta. Zlew tak samo brudny jak wszystko na około. Pod lusterkiem, na półce stał dezodorant i jakieś mydło. Teoretycznie nic się nie nadawało na obronę. Okno było za wysoko bym mogła zobaczyć gdzie jesteśmy. Przynajmniej wiedziałam, że jest dzień, a właściwie to już południe.
Podskoczyłam kiedy usłyszałam stukanie do drzwi.
- Jeszcze chwila!
Z trzęsącymi się dłońmi, dalej szukałam czegoś, co mogłoby mi pomóc.
Spłuczka na łańcuszku. Bingo.
Najdelikatniej jak mogłam, zdjęłam ją i skróciłam rączkę o kilka oczek. Miałam nadzieję, że się nie zorientuje.
Schowałam kawałek łańcucha do skarpetki i zawiesiłam go z powrotem. Zerwałam kawałek papieru, wrzuciłam go do środka. Trzaśnięcie deską, spuszczanie wody.
Kiedy poprawiałam pasek w spodniach, wszedł do łazienki już bez pukania. Uważnie rozejrzał się po pomieszczeniu, a potem obejrzał mnie. Zamarłam kiedy zmarszczył brwi. Coś mu nie pasowało, a ja aż wstrzymałam oddech.
- Daj rękę - powoli wypuściłam z ust powietrze i wyciągnęłam dłoń, by założył mi kajdanki.
Nie odezwał się do mnie słowem. Zostawił nam jakieś jedzenie i znowu zniknął.
Przez dobre 5 minut nasłuchiwałam jego kroków. Kiedy upewniłam się, że go nie ma i nie zejdzie, wyciągnęłam z buta swoją jedyną nadzieję.
- Co ty robisz?
- Ciiii - wyszeptałam i złapałam metal w zęby, by go trochę wyprostować. Ręce trzęsły mi się do tego stopnia, że łańcuszek wypadł i zaginął za łóżkiem. - Kurwa - zaklęłam pod nosem i schyliłam się, by po niego sięgnąć. Kiedy się szarpnęłam, kajdanki zacisnęły się na moim nagdarstku, ale nie mogłam się poddać.
Bian wstała i sięgnęła po łańcuszek bez słowa.
Kamień spadł mi z serca, kiedy udało mi się je odpiąć. Od razu podeszłam do niej i zaczęłam siłować się z kajdankami, które miała przyczepione do nogi.
- Zostaw to i idź po pomoc.
- Nie zostawię cię.
- Nie wiadomo kiedy wróci, nie siłuj się z tym teraz - wstałam i podeszłam do półki, na której leżała moja broń. - No idź.
- Trzymaj - podałam jej jeden pistolet. - Mam nadzieję, że wiesz jak się tego używa.
Usłyszałam jak ktoś spuszcza wodę, a następnie trzaska drzwiami. On nie wyszedł.
Kolejne trzaśnięcie drzwiami, głośne, szybkie kroki.
Zdążyłam schować się za skrzynią, kiedy zbiegł na dół. Rozejrzał się po pomieszczeniu.
- Gdzie ona jest do kurwy?! - Szarpnął nią tak, że broń spadła pod łóżko, a on się wściekł jeszcze bardziej. - Gdzie jest?!
Wyszłam z ukrycia i przyłożyłam lufę do jego pleców, a on się spiął.
- To już koniec, odepnij ją - powoli się do mnie odwrócił. - Rób co mówię.
- Myślisz, że jesteś w stanie mnie zastrzelić?
- To nie pora na dyskusję.
- Zawsze bałaś się kogoś zastrzelić - przechylił głowę na bok. - Każde zawahanie jest dla ciebie szansą na śmierć.
- Za moment cię zastrzelę!
- No to zastrzel.
- Jeremiah!
- Strzelaj!
Pociągnęłam za spust, ale usłyszałam tylko kliknięcie. Jeremiah otworzył dłoń, którą miał zaciśniętą w pięść, a na podłogę wysypały się naboje. Opróżnił magazynki.
- Zawiodłaś mnie.
Nim zdążyłam zareagować, usłyszałam trzeszczenie paralizatora i krzyk Bian.
I po raz kolejny zapadła ciemność.



7 komentarzy:

  1. Po pierwsze kochanie, jestem z ciebie dumna. Odcinek długi i właściwie spisałaś się na medal.
    A teraz cie opierdolę. Co ty kurwa wyprawiasz? ! No zabiję!
    Masz szczęście, że nie jadę do tej Łodzi bo byś nie miała tyle szczęścia co teraz.
    Elisa MUSI być
    A) z Billem
    B) wolna od tego "trupa"
    C) zakochana w Billoszu
    No więc...pisz szybko następną część !
    A jak nie to pogadamy inaczej.
    ( domyśl sie co mam na mysli)
    kc

    OdpowiedzUsuń
  2. Nosz cholera! xD Jak mogłaś... Zrobiłaś taką wielką nadzieję i nagle... Nagle nic... Myślałam, że wlezę w ten ekran, jak to czytałam... Ja się tak nie bawię. Ona miała go zastrzelić... To byłaby najpiękniejsza akcja. Ale wiem... Za szybko i za łatwo by jej poszło... Tylko co ten psychol teraz z nimi zrobi? Jestem w szoku...
    I serio masz takie doświadczenia z pracy? Czyżbyś była stróżem prawa? ^^ Te akcje są lepsze niż w CSI, które ostatnio oglądam. Nie ma to jednak, jak coś jest porządnie opisane, zdecydowanie lepiej działa to na wyobraźnię niż przesyłany obraz. Powiem Ci jeszcze, że jak przeczytałam Twoje całe opowiadanie ostatnio, to jeszcze z dwa dni za mną chodziło, tak je przeżywałam. Mogę tylko pogratulować, że potrafisz wzbudzać takie emocje.
    Mam nadzieję, że Elisa i Bian wyjdą z tego całe... Pozdrawiam i czekam niecierpliwie na kolejny odcinek.

    OdpowiedzUsuń
  3. Cholera.. wtakim momencie, juz myślałam.. że zastrzeli i w końcu będzie po sprawie :p no nic, czekam z niecierpliwością na kolejny! pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. o kurwa... trzyma w napięciu... nie wiem co napisać! ona musi uratować siebie i Bian. Zabić pseudotrupa i... nie nie musi być z Billem, ma tylko zabić Jeremiaha

    OdpowiedzUsuń
  5. Osz ty! Jak mogłaś pozwolić mu wyjąć cały magazynek! W ogóle jak ona mogła go kochać? Zmienił się... świnia, za to powinna mu odstrzelić klejnoty :p I mam nadzieję, że to zrobi... pisz, pisz i pisz
    Pozdrawiam :p xd

    OdpowiedzUsuń
  6. odcinek genialny! Choć to i tak małe słowo! Pisz dalej i czekam na kolejny odcinek :) Lucas mnie wkurza... Baśka ma rację Elisa sobie poradzi :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak ona mogła nie sprawdzić broni zanim przystawiła mu ją do pleców?! No jak?! Boże, chyba całkowicie traci zdolność myślenia przy tym facecie... Nie chcę myśleć, co on teraz zrobi.. Chcę wiedzieć!
    Lucas... Jasne, niech zwali winę na wszystkich naokoło, ale chyba zapomniał, że sam Elisę w to wszystko wplątał... Więc niech zostawi biednego Kaulitza w spokoju.
    Czekam na więcej <3

    OdpowiedzUsuń