poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Paragraf 16

Jeeeeju, ile Was się namnożyło :D

Freiheit - Obiecałam, że nadrobię i tak się stało! I pamiętaj, nie boję się :D Co do Twoich wymagań - hahahaha, no jakoś dojdziemy do porozumienia, chociaż obejrzałam pewien serial i to może nie nadejść szybko :*
Ka. - Nie, nie psuj ekranu :D. Owszem, gdyby ona go zabiła, to byłoby za szybko. Chociaż...nie wiem, czy ona chciała go zabić, przynajmniej w poprzednim odcinku, bo w tym może się to zmienić. Mam jakieś tam doświadczenie, ale nie jako stróż prawa, tylko jako osoba od spraw biurowych, która wystarczająco dużo się dowiedziała z akt. I cieszę się, że Ci się podoba.
Klaudia Dworaczyk - To by było za szybko :D
Ewelina Konarska -  I o to chodziło! Ma trzymać w napięciu! Uuuuu, nie musi być z Billem? Myślałam, że tylko na to liczycie :D
WIKKI NIKKI - Jeremiah dobrze się ukrywał, więc Elisa nie wiedziała o jego drugiej stronie. Serce nie sługa, prawda?
attention TH - Piszę, piszę. Lucas każdego wkurza, taki buc. Czy Basia ma rację? To się okaże, bo jednak dzisiaj Jeremiah poważnie nadszarpnie psychiką Elisy.
Millie - A kto o tym myśli? Liczył się czas. I tak, Elisa traci przy nim głowę, w końcu go kochała...a może dalej kocha? Lucasowi się w ostatnim czasie poprzestawiało w głowie, ale nie winię go. Sama bym wariowała na jego miejscu, przecież stracił jednego z najlepszych agentów, a w dodatku kobietę, na której jemu zależy...

*


- To wy nie jesteście razem?!
Doszliśmy z Tomem do wniosku, że Ria musiała zostać poinformowana o tym, co się dzieje. Bo niby jak jej mieliśmy wytłumaczyć to, że po domu kręci się ze trzydziestu agentów federalnych?
Siedzieliśmy w salonie, z którego zrobili małe centrum dowodzenia, a ja, nie wytrzymując tej presji, otworzyłem whisky.
- Znaczy się...Bill chyba by chciał, ale... - przechyliłem szklankę z trunkiem na raz, nawet nie krzywiąc się, kiedy poczułem gorzki smak.
- Co ty pierdolisz - mruknąłem. - To kobieta, która nie daje w barowym kiblu.
- I to właśnie cię w niej kręci.
- Ale nie zmienia to faktu, że kodeks jej na to nie pozwala.
- Zakazany owoc smakuje najlepiej - dokończyła Ria i odpaliła papierosa. Uniosłem jedną brew w zdziwieniu. Zarządziliśmy, że nie palimy w domu, bo ona bardzo tego chciała, a sama złamała zakaz. - Nie patrz tak na mnie, Bill - wypuściła dym z ust. - Jestem w szoku. To stawia ją w innym świetle.
- Za to ciebie nie.
- Będę musiała...
- Ją przeprosić - dokończył Tom i również odpalił papierosa. Po tym, jak kilka godzin temu zwymiotowałem, postanowiłem nie palić. Przynajmniej do tego czasu, jak zacznę normalniej funkcjonować.
- Bill, ja myślałam, że ona korzysta z tego, że Bian zaginęła, że cieszy się, bo może się zakręcić obok ciebie. Przecież się znały - strząsnęła popiół do puszki coli. - Zaczynasz się przy niej zmieniać i wygląda na to, że na lepsze, bo zaczynasz widzieć coś więcej niż czubek swojego nosa.
- Nie chcę już o tym gadać, chcę tylko, żeby obie się znalazły i były całe.
Tylko co potem?
W domu zrobiło się głośniej i ludzie nerwowo biegali po pomieszczeniach.
Ten cały Q, facet w moim wieku, który był naczelnikiem informatyków w tej placówce FBI, przełączył obraz na wielki telewizor.
- Poszukujemy srebrną Hondę CRV na tutejszych blachach. Sukinkot wybrał auto, które jest bardzo popularne w Stanach, dlatego zajęło nam to więcej czasu - powiększył obraz tak, że było widać twarz bruneta. - Zdjęcie z kamer w 85 procentach jest zgodne z tym, które mamy w bazie.
- Gdzie oni są?! - Do salonu wpadł niczym burza, Burnell.
- Koleś bawił się w kotka...
- Q, do brzegu, nie mamy czasu na twoje obliczenia - chłopak się zapowietrzył i zrobił groźną minę.
- Nie lubię jak ktoś mi przerywa - fuknął na niego. - Ozerov co chwilę zmieniał kierunki jazdy, chciał nas zgubić. Ostatni raz kamery złapały go, gdy wyjeżdżał z Los Angeles w kierunku Santa Clarita, ale skręcił w drogę, prowadzącą do lasu i tyle po nim.
- Przecież musiał wyjeżdżać!
- Cały czas go szukamy. On wie jak my pracujemy i może bawi się z nami w trzy kubki - wrócił do swojego komputera. - Znajdziemy je. Wysłałem informacje do patroli, sprawdzają teren.
- Za słabo się strasz, skoro nie mamy żadnych konkretnych informacji!
- I tak zrobiłem więcej ze swoim komputerem, niż ty ze swoim pistolecikiem.
- Do niczego innego się nie nadajesz.
- Gdyby nie ja, to dalej stałbyś ze sprawą w tym samym miejscu, zanim porwano Elisę - Q rozsiadł się w fotelu i nie spuszczał wzroku z Lucasa. - Gdyby nie ja i moja dobra wola, nie miałbyś tylu ludzi, którzy sprawdzają najmniejszy trop. Więc masz do wyboru dwie opcje, albo się uspokoisz i dasz pracować nam w spokoju, albo zamknę cię w pudle i zmienię lidera grupy. Dobrze wiesz, że Stary mi na to pozwoli, bo jesteś pode mną.
Nie wiedziałem, co mam powiedzieć, albo jak długo milczeć. Lucas wyszedł z pokoju i wszyscy zabrali się do pracy.
Nigdy nie spodziewałbym się, że taki facet zmiecie Burnella. Koszula, krawacik, sweterek w serek, okulary i włosy, które wołały o fryzjera. Q miał wygląd typowego kujona, ale to nie oznaczało, że ktoś mógł mu podskoczyć.
Niewiele osób było z nim w przyjacielskich stosunkach. Właściwie to Ellie była jego jedyną ulubienicą i vice versa, a Basia miała z nim tylko lepszy kontakt. Poza tą dwójką, nikt się z nim nie spoufalał.
Taka ironia losu. Kiedyś to on był ofiarą w szkole, a teraz on rządzi.
- Domyślam się Bill o czym myślisz - nawet na mnie nie spojrzał, tylko dalej błądził wzrokiem po ekranach. - Mogę bardzo dużo i wszyscy o tym wiedzą.
- Ja...
- Wiek nie zawsze jest oznaką skuteczności, a młodość nie zapewnia innowacji - jednak się do mnie uśmiechnął. - Wiele osób odda tu życie za Ellie, bo niejednemu z nas uratowała tyłek. Dosłownie brała na siebie kule, które były przeznaczone dla nas, więc nikt z nas nie odpuści.
- To moja wina - nalałem do szklanki samej coli. - Gdybym nie wyprowadzał jej z równowagi, to byłaby z nami.
- Ona wie co robi. Zawsze wie, bo ma intuicję jak nikt inny - ściągnął okulary i zaczął je czyścić. - To dzięki niej tu jestem i mam takie stanowisko. Pamiętam jak czekałem na rozmowę o pracę, a ona wpadła jak burza, zebrała wszystkie CV i co chwilę któreś gniotła i wyrzucała do śmieci - zaśmiał się. - Byłem pewny, że moje poszło w pierwszej kolejności, bo na rekrutację przyszły osoby, które ukończyły najlepsze uniwersytety, a ja byłem samoukiem po kursie. Zebrałem swoje rzeczy i zamierzałem wychodzić, kiedy ona zagrodziła mi drogę i powiedziała "zapraszam cię do twojego nowego królestwa, a potem idziemy się nachlać, reszcie dziękujemy".
- Powiedziała dlaczego ty?
- Szef zlecił jej sprawdzenie nas. Powiedziała, że papierek nie gwarantuje nam logicznego i kreatywnego myślenia. W każdym razie, chodziło jej o to, że rozwiązuję problemy najprostszym sposobem, którego nie spodziewają się wybitni informatycy i tym ją kupiłem.
- Tak, ta kobieta posiada dar - obok mnie usiadła Basia.
- No i oczywiście urzekły ją moje loczki i kujońskie sweterki w serek - podniósł swój kubek i skrzywił się. - Ria, mogę prosić o jeszcze jedną, tak wspaniałą kawę?
- GDZIE JEST ELISA?!
Schowałem twarz w dłoniach, kiedy usłyszałem krzyk Alana.

*

Ocknęłam się dopiero wtedy, kiedy poczułam jak spływa po mnie lodowata woda. Gwałtownie odsunęłam głowę i uderzyłam nią o coś twardego.
- Witamy w świecie żywych - zamrugałam szybko powiekami i ujrzałam przed sobą swojego oprawcę. - Bardzo długo spałaś, ale to wina zmęczenia.
Było już ciemno, a miejsce oświetlały reflektory samochodu. Wycie wilków, pohukiwanie sowy...
- Dlaczego jesteśmy w lesie?! I dlaczego przywiązałeś mnie do drzewa jak jakiegoś kundla?!
- Trzeba popracować nad twoim zachowaniem, Elisa - przejechał palcem po swoim policzku, na którym widniał kilkudniowy zarost. - Twój język aż prosi o korektę.
- Co mam przez to rozumieć?
- To, że zapomniałaś o swoim mężu, którego tak opłakiwałaś.
- O byłym mężu, który zrobił mnie w wała - poprawiłam go. - O mężu, który okazał się być seryjnym mordercą. Mężu, którego tak na prawdę nie znałam!
- Mam nadzieję, że kara cię czegoś nauczy i powściągniesz swój język oraz poprawisz swoje zachowanie - sięgnął do kieszeni w swojej kurtce i wyciągnął z niej małą strzykawkę.
- Co to jest?! - Zaczęłam szarpać sznury, ale bezskutecznie. - Gdzie jest Bian?! BIAN!
Jeremiah odszedł ode mnie parę metrów i przykucnął nad jakimś dołem. Dopiero teraz, ledwo co, dojrzałam wieko od trumny i wysoką górę piachu obok.
- Co mi zrobiłeś? - Gdy usłyszałam jej głos, mocniej szarpałam się ze sznurem, tak, że przecinał mi skórę. - Dlaczego nie mogę się ruszyć?
- Spokojnie, Bian, wszystko będzie dobrze - przesunął dłonią po jej ciele. - Robię to dla twojego dobra.
- Jeremiah, nie wygłupiaj się! To wcale nie musi się tak kończyć!
- Nie rób nam krzywdy - z każdym jej cichym słowem, z moich oczu zaczęły spływać łzy. Ona nie mogła tak skończyć. - Mój tata zapłaci ci ile tylko będziesz chciał.
Nie słuchał jej i zatrzasnął wieko. Z moich ust wydobył się przerażający krzyk.
- Nie zostawiaj mnie! Proszę, wypuść mnie! - Jej głosy przybierał na sile, ale tłumiły go deski i ziemia, którą Jeremiah zaczął sypać.
- Jeremiah, przepraszam! - Przestałam kontrolować swoje emocje i byłam gotowa błagać na kolanach czy w jakikolwiek inny sposób, by mi wybaczył i ją wypuścił. - To się więcej nie powtórzy, nie chciałam, nie chcę i nie będę chciała Kaulitza. Błagam, wypuść ją, ona już dość się nacierpiała!
- Nie okłamiesz mnie Ellie, widzę jak go traktujesz - nie zaprzestawał zakopywać. - Tobie się wydaje, że on nic dla ciebie nie znaczy. Już tego dnia, kiedy wyciągnęłaś go z auta, wiedziałem, że pękniesz, że będziesz go chciała. Byłaś nim zauroczona jak szczeniaczkiem, a ja się wściekłem. Nie dość, że popsułaś mi akcję, to utrudniasz mu nieuniknioną śmierć. Muszę bawić się z wami w kotka i myszkę, zamiast załatwić to jednego dnia - zatrzymał się i spojrzał na mnie. - Patrz, zapomniałem o twojej dawce - wyciągnął z kieszeni kolejną strzykawkę i bez skrupułów wbił ją w moje udo. - Wygląda na to, że Bian szybciej będzie mogła się poruszać.
I rzeczywiście z każdą sekundą traciłam czucie w ciele.
- Co mi podałeś?
- Przypomnij sobie co wykrywali patolodzy podczas sekcji zwłok - moja głowa opadła i gdyby on nie przywiązał mnie do tego drzewa, pewnie leżałabym na ziemi. - Sukcynocholina, pamiętasz? Podana w odpowiednio dużej dawce, powoduje paraliż. Widzisz, słyszysz, myślisz, ale nie możesz się ruszyć. Fajne, nie? Działa po 30 sekundach - chciałam coś powiedzieć, ale nie mogłam wydobyć z siebie żadnego dźwięku. - Dlatego nie możesz już mówić.
Chciałam dalej się szarpać, by pozbyć się więzów, ale nie mogłam się ruszyć. Chciałam krzyczeć, ile sił w płucach, ale nie byłam w stanie.
Mogłam tylko patrzeć,  jak ten psychopata zakopuje Bian, chociaż łzy, które ciurkiem leciały z moich oczu, ograniczały mi pole widzenia.
Nie słyszałam Bian już wcale. Również była sparaliżowana i nie mogła się odezwać.
Przyklepał ziemię i odrzucił łopatę kilka metrów dalej. Widziałam jak moje ciało trzęsie się i zalewa potem. Nie pozostało mi nic innego jak czekać na dalszy rozwój sytuacji.
Jeremiah zniknął na chwilę w aucie, by wrócić z laptopem. Usiadł obok mnie, otworzył go, a mnie ogarnęły mdłości. On ją nagrywał, zamontował w środku kamerkę.
- Poczekam z tobą jeszcze chwilę, lasy nocą nie są zbyt przyjemne - jedną ręką złapał mnie za włosy i zmusił do patrzenia. - Pierwszy raz zamontowałem kamerkę, to zabawne.
Na ekranie widziałam jej twarz, całą zapłakaną.
- Błagam, wypuść mnie - z ledwością uderzała o wieko. - Bian, to nie twoja wina, mam nadzieję, że go złapiesz - kolejny szloch, przez który zamknęłam oczy. - Mamo, zaczyna brakować mi powietrza...tato, przepraszam cię za wszystko. - Zaczęła płytko oddychać. - Bill...
- Nie pozwoliłem ci zamknąć oczu - ponownie zmusił mnie do patrzenia, a mnie zaczęło cofać.
Rozmazany makijaż, krew wypływająca z nosa...
Jeremiah zdążył odwrócić moją głowę tak, że cała moja zawartość żołądka wylądowała obok mnie.
- Taka słaba...- mruknął i wytarł mi usta jakąś chusteczką. - Wiedz, że jeszcze nie skończyłem. Przekaż Lucasowi, że jest bez szans i dla dobra jego wszystkich bliskich, niech wystawi mi Kaulitza - wstał i otrzepał swoje spodnie. - Tobie nie muszę mówić, co masz robić, prawda? - Zamrugałam powiekami, a on klasnął w dłonie. - Lek przestanie działać za jakieś 5 minut, pewnie już czujesz mrowienia. - Rzeczywiście przez moje ciało zaczęły przechodzić nieprzyjemne fale. - Zostawiam ci nóż, żebyś się uwolniła - wbił go w ziemię tuż przy moich nogach. -  Będę tak wspaniałomyślny, że telefon i latarkę też ci zostawię. - Poklepał mnie po głowie jak ulubionego pieska i zostawił mnie na pastwę losu.
Wyjechał autem na leśną drogę, a wesoła muzyka, którą włączył, cichła z każdą sekundą.
Zaciskałam zęby z bólu, który przeszywał moje ciało i kopnęłam nóż tak, by znalazł się w zasięgu moich rąk.
Nie miałam wystarczającego czucia w dłoniach i zanim przecięłam sznur, ostrze kilka razy wypadło. Zaklęłam pod nosem, kiedy zaczęła mi płynąć krew z ran, ale ostatkiem sił podniosłam się z miejsca i podbiegłam do swojego telefonu.
- Włącz się szybciej! - Naciskałam jakiekolwiek przyciski, by pominąć powitanie przy włączeniu telefonu.
Odłożyłam go i podbiegłam do łopaty, która leżała niedaleko, a na smartfon przychodziły powiadomienia o nieodebranych połączeniach.
Ziemia była mokra i robiło się błoto, bo zaczęło padać. Kilka razy podnosiłam swoje ociężałe ciało i zaczęłam odkopywać mogiłę, z której ten sukinsyn cieszył się jak małe dziecko. Na liście szybkich połączeń, Lucas był jako pierwszy wybrałam numer i włączyłam na głośnik, nie zaprzestając odkopywać Bian.

*

- Do tej pory nie mogę zrozumieć, dlaczego pozwoliłeś jej zostać samej!
Padałem już z sił, kiedy krzyki Alana nie ustawały. Salon, pełen agentów nie był dobrym miejscem do ucięcia sobie drzemki, mimo tego, że mijała druga noc, kiedy szukaliśmy Elisy i Bian.
- I ty się nazywasz odpowiedzialnym agentem?!
- Miała być w swoim domu! Nie jestem jej ojcem i nie pilnuję jej na każdym kroku.
Wszyscy byli na kresu wytrzymałości. I fizycznej i psychicznej. Wykańczała nas ta sytuacja, ale nikt nie odważył się zamknąć oczu chociaż na chwilę. Nawet szef FBI robił co w jego mocy i pomagał ile mógł.
W pokoju zapadła cisza, którą przerywało uderzanie w klawisze klawiatury. Alan usiadł obok mnie i schował twarz w dłoniach. Martwił się o nią, jak wszyscy.
- Lucas! - Krzyk Q postawił wszystkich na nogi. Brunet znalazł się obok niego w niespełna 5 sekund. - Jej telefon został włączony!
Jak na zawołanie, w pomieszczeniu rozległa się melodia. Ktoś dzwonił na telefon Lucasa.
- Czekasz pięć sygnałów, namierzam telefon - Q jedną ręką stukał coś na klawiaturze, a drugą odliczał na palcach do pięciu. - Jesteś na głośniku.
- Elisa?!
- Lucas! Namierzaj mój telefon!
- Już to robimy. Wszystko w porządku?
- Nie jest, kurwa! - Dźwięki, które towarzyszyły jej głosowi były przerażające. - Ten skurwysyn wywiózł nas do jakiegoś lasu! On ją zakopał żywcem!
- Rocky Peak park, wysyłam ludzi - powiedział cicho Q.
- Elisa!
- Lucas, odkopuję ją, przysyłaj wsparcie, bo długo nie pociągnę. Podał mi sukcynocholinę - zapowietrzyła się i usłyszałem jej płacz. - Schodzi ze mnie paraliż, a ja nie wiem czy zdążę ją wyciągnąć, bo ona już długo jest bez powietrza. Nienawidzę go.
- Już do ciebie jadę!
- Nie! - Krzyknęła, a po moim ciele przeszły jeszcze większe dreszcze. - Musisz pilnować Billa i resztę, on odjechał białym Sprinterem. Tylko czeka na słabszą obstawę.
Skuliłem się na kanapie i zatkałem usta dłonią. Jak on mógł być taką bestią?! Jak mógł zrobić coś takiego.
Zakopana żywcem.
Mój mózg podsyłał mi najprzeróżniejsze obrazy, od których kręciło mi się w głowie i ściskało w żołądku.
Usłyszeliśmy trzask i jej błagania.
- Elisa mów co się dzieje!
- Ja...ja...nie czuję pulsu - szelesty zagłuszyły ją na chwilę. - Słyszę syreny i przystępuję do reanimacji, bez odbioru.
Wszyscy zamilkli, a w tle było słychać syreny policyjne i karetkę.
Wybiegłem do łazienki.

*

- Elisa!
- Tu jestem! - Krzyknęłam i nie zaprzestawałam masażu serca. Obok mnie przyklęknął agent, a ja nie zwracałam na niego uwagi. - Ona nie może umrzeć!
- Przejmuję reanimację! - Zostałam odciągnięta od ciała blondynki.
Szarpałam się, kopałam, ale podbiegało do mnie coraz więcej funkcjonariuszy, a ja wiotczałam w ich dłoniach.
- Uspokój się, już jest w porządku, zabieramy cię do szpitala.
- Ona musi żyć! - Zaczęłam łapać głębokie wdechy, ale czułam się, jakbym nie mogła oddychać. Przez moją klatkę piersiową przeszedł niesamowity ból i musiałam odpuścić. - Musi... - szepnęłam, kiedy zapinali mi pasy na leżance.
- Już nic ci nie grozi.
Ktoś trzymał mnie za rękę, ktoś wbijał wenflon.
- Tętno spada, podać adrenalinę!
Kolejne ukłucie, ostre światła...syrenę słyszałam jak w oddali. Mogę zamknąć oczy...proszę?

4 komentarze:

  1. Jak niby mam nie wejść w ekran.... Serio chyba muszę się przejść, żeby emocje ze mnie zeszły. Mam za słabe nerwy...
    I właściwie miałam ochotę zrobić to samo co Bill, pójść do łazienki i zwymiotować. Historia z zakopywaniem żywcem też nie jest mi jakoś specjalnie daleka, bo już się tym motywem spotykałam w filmach, czy nawet serialu... Ale mimo wszystko. I nie wiem, czy mam się cieszyć, że Elisa jest cała... Jak ten psychol i tak jest na wolności i zamierza skrzywdzić Billa.
    W ogóle, jaka przemiana Rii... Nie spodziewałam się tego po niej. W Twoim opowiadaniu wydała mi się naprawdę beznadziejną kandydatką na dziewczynę Toma i w ogóle na kogokolwiek xD
    A tu proszę. Jednak coś tam błyszczy w jej móżdżku... ^^
    Tak wolę myśleć o Rii, niż o Bian, która została zakopana żywcem... Liczę na to, że przeżyje. Wszystko jest możliwe... Teraz już naprawdę wszystko.
    Odcinek genialny mimo tych wszystkich beznadziejnych, dla bohaterów sytuacji...
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kurwa mac.
    więęęc Skarbie...
    dobrze wiesz ze ona nie musiała jej odkopywać nie?
    Więc właśnie, obie wiemy jak ja BARDZO lubię tą Bian.
    Moja głowa jest kompletnie pusta i komentarz będzie do dupy.
    Oh...Bill, Bill ty tępaku wkurwiasz mnie. Weź w końcu tą Elisę w obroty a nie!
    Znalazła się to nie czekaj! Działaj kurwa ja party chcę! .
    Mam zawiechę taką na poważnie. Nie wiem co dalej :-:
    Oh Cholera.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ty ja przez Ciebie później mam porąbane sny! Śniło mi się, że byłam agentką i odcinałam komuś głowę i łaziłam po jakiejś melinie, gdzie po podłodze leżały porozrzucane trupy! Weź się!
    Co za skurwiel z Jeremiaha... Ej nie wiem też co powiedzieć... Po prostu... Dobrze, że już je wypuścił, chociaż ja czuję, że to jeszcze nie koniec... Musiał mieć w tym jakiś ukryty zamiar...
    No i ja zawsze wiedziałam, że Ria jest kochana <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Odcinek genialny! nie namieszał jej aż tak w głowie jak myślałam. Nie jest źle :P Mój mózg jest w gorszym stanie. :D i powiem to jeszcze raz! Lucas jest głupi, a Jeremiah jeszcze głupszy! sama bym zakopała go rzywcem! szczerze. Nienawidzę takich osób. Biedny Alan. Mam nadzieję, że Bian uratują! czekam na kolejny odcinek :P i czekam na powiadomienia oraz zapraszam do siebie :D pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń