wtorek, 26 sierpnia 2014

Paragraf 18



Freiheit - Tak, tak, znam. Nie, nie zakopę go, Rii też nie. I Twojej wizji też nie będzie. Wgl to wydaje mi się, że znienawidzisz mnie za ten odcinek...
Ka. - Nie przerywam, przybywam! No zasłużyła, ale różnie bywa z tymi facetami. Ellie to twarda babka, niejedno przeszła w życiu i poradzi sobie. Tak, uczucia to coś, czego mi tu zabrakło i pora je pokazać, żebyście nie pomyśleli, że O'Donell to robot i pracoholik. Trochę humoru też nie zaszkodzi, nie możemy się ciągle smucić.
attention TH - Wiem, jestem podła. Ale im dłużej się czeka, tym lepsza nagroda. Nie fochaj się! A nikt nie zapyta o to, czy on jej ulegnie?
Millie - Teraz też może będzie "oooo" i też może się pośmiejesz. Awww <333
WIKKI NIKKI - Wybacz to niedopatrzenie! Już się poprawiam. A jak on się jej nie da, to co? Hmmm?! Wszystkie mnie kochacie, a zobaczymy co będzie po tym odcinku...

Moje Drogie, proszę nie bić.
Tekst piosenki, który wykorzystałam, to fragment " Never Let Me Down Again" Depeche Mode. Polecam posłuchać przy czytaniu, napisałam odcinek w ciągu dwóch godzin przy niej :)


 *


Pieprzyć kodeks etyczny. Mieć taką okazję i nie skorzystać, byłoby grzechem.
Pochyliłam się ku niemu i oparłam dłonie o jego biodra. Patrzyłam mu w oczy, bez cienia strachu, a nasze usta dzieliły jedynie oddechy. Niemal czułam wyładowania elektryczne, przeskakujące między naszymi ciałami.
- Dlaczego mam wrażenie, że zachowuję się jak twoja fanka, Bill? - szepnęłam. Jego wargi zadrżały, gdy owionął je mój oddech. Wysunął dłonie i dotknął nimi moje policzki, by po chwili wsunąć palce w moje włosy.
- Nie wiem, Ellie.
Może i miałam ciętą ripostę, ale w tym momencie znajdowała się na końcu języka. Pociągnął mnie ku sobie i przewrócił nas tak, że leżałam na plecach, a on zawisł nade mną swoim wytatuowanym ciałem.
Miałam już styczność z jego ustami, więc to nie powinno być szokujące, ale w leżeniu pod nim, w cienkich spodniach, na których odciskała się jego imponująca erekcja, było coś, co sprawiało, że poprzednie pocałunki wydawały się być niczym.
Przed Kaulitzem nie interesowali mnie mężczyźni, ozdobieni tatuażami i kolczykami, ale teraz pragnęłam tego wszystkiego. Już sam jego kolczyk w jednym sutku, który wbijał mi się w pierś sprawiał, że miękłam przy nim. W parze z ozdobami szły wyraźnie zarysowane mięśnie brzucha i tyłek, który jeszcze lepiej wyglądał w mojej sypialni niż poza nią.
Nie mogłam się zdecydować, gdzie najpierw położyć dłonie. To tak jakbym dostała mnóstwo prezentów i nie wiedziałam za który mam się zabrać najpierw. Bill wydawał się cały rozpalony i miałam wrażenie, że jak go nie obejmę całego na raz, roztopi nas oboje na dywanie.
Czułam się jakbym głodowała wiele lat i nagle ktoś postawił mnie przed suto zastawionym stołem, przez co zamieniłam się żarłoczną bestię. Blondyn doskonale rozpraszał moje przytomne myśli, gdy atakował moje usta pocałunkami, w których było więcej ugryzień i pieczenia, niż do tego przywykłam.
Z mojego gardła wyrwał się jęk. Otoczyłam jego talię i wbiłam palce w twarde mięśnie jego pośladków. Uniósł głowę, a mnie ogarnęła fala satysfakcji na widok błysku w jego ciemnych oczach. Miał wilgotne wargi, a gdy je oblizał, instynktownie ugięłam kolana, by mógł ułożyć się dokładnie tam, gdzie powinien być.
Wsunęłam palce pod ciasny pasek jego spodni i uniosłam brew.
- Co to za cholerstwo?
Pochylił głowę i zaczął wyczyniać cuda na mojej szyi, więc nie usłyszałam wyraźnej odpowiedzi, którą wymruczał w moją skórę. Zahaczyłam nogą o jego nogę i przycisnęłam się do tej części, której pragnęłam, ale nie miałam do niej dostępu.
- Te spodnie są idiotyczne. Jak mam je ściągnąć?
Wszystko, co miałam na sobie było łatwe w ściągnięciu. Skrzywiłam się, a on podniósł się i bez żadnego kłopotu pozbył się mojej bluzki. Jego palący wzrok sprawił, że oblałam się rumieńcem. Dbałam o siebie, więc wiem, że wyglądam lepiej, niż dobrze, ale on sprawił, że czułam się jeszcze lepiej.
W jego ciemnych oczach działo się coś co sprawiło, że gdybym choć na chwilę się zatrzymała, by o tym pomyśleć, pewnie by mi odbiło i uciekłabym. Bill chyba to wyczuł, bo podniósł się i usiadł na piętach.
- Nie mogę - wyszeptał i spuścił głowę. - Nie tak. - Położył  dłoń na mojej i uścisnął ją lekko. - To nie jest najlepszy pomysł.
Wyprostowałam się i dłonią odwróciłam ku sobie jego twarz, by na mnie spojrzał.
- Dlaczego? Ja jestem sama, ty jesteś sam, oboje jesteśmy dorośli, nikt nas nie zmusza. Wydaje mi się, że to doskonały pomysł.
Westchnął, ujął moje dłonie i położył je na moich kolanach. Przyjrzałam mu się uważnie. Być może przeżyłam dramatyczne chwile w ostatnich latach, ale uważałam, że jestem lepsza od większości klubowych szmat, które krążą przy nim od dawna. Poza tym, żaden facet nie odrzucał oferty seksu bez zobowiązań.
- Powiedzmy sobie szczerze...nie jesteś z tych, co zapraszają do łóżka faceta, którego ledwie znają. Jesteś inteligentna i ambitna, nie masz też pojęcia, co wyprawia ze mną twoje ciało - potarł skronie i zaklął pod nosem. Zimne wiadro wody, raz. - Jesteś po prostu ułożoną kobietą, nie zrozum mnie źle.
- Teraz ci to nagle przeszkadza?
- Może gdybym miał pewność, że nigdy więcej się nie zobaczymy, to z czystym sumieniem kotłowałbym się z tobą w łóżku. Lubię cię i wolałbym tego nie spieprzyć.
Odrzucenie. Tak, to było to.
Pieprzony Kaulitz i jego sumienie, które odezwało się w takim momencie, zepsuło mi wieczór. Nawet nie zdawał sobie sprawy jak bardzo się mylił. Na prawdę go chciałam. Pragnęłam tych rzeczy, które on mógł mi zapewnić, ale jego przekonanie o mojej osobie zadziałało na moje libido jak kubeł lodowatej wody.
Wstałam z podłogi i wyszłam z sypialni, zatrzaskując za sobą drzwi. Słyszałam jak woła moje imię, czy przeprasza, ale nie zareagowałam i chciałam od niego uciec. Jak zwykle.
I jak zwykle uciekałam do Alana.
Nie spał kiedy weszłam do jego pokoju, robił coś na swoim laptopie. Nie wyrzucił mnie, kiedy położyłam się obok niego i zakryłam kołdrą po sam czubek głowy.
- Nastaw mi budzik na ósmą.
- To za jakieś cztery godziny.
- To na dziewiątą - poprosiłam i zacisnęłam powieki z całych sił.
Nie pytał, nie komentował, nie krytykował. Byłam mu za to wdzięczna. Nawet po chwili usłyszałam jak zatrzaskuje laptopa i gasi lampkę. I tak, jak on jedyny potrafi, objął mnie ramieniem i pozwolił spokojnie zasnąć.
Dopiero rano, kiedy stanęłam pod gorącym prysznicem, uświadomiłam sobie jaki mogłam popełnić błąd, jak blisko byłam, by porzucić wszystko, na co dotychczas pracowałam. Niezależnie od tego, jakie emocje wzbudzał we mnie Bill, były dla mnie drogą donikąd. Owszem, to było dla mnie upokorzeniem, ale ryzykowałam również swoją pozycję i nie mogłam sobie na to pozwolić.
Postanowiłam dodać Billa do listy rzeczy totalnie zakazanych. Musiałam dopilnować by nie kusiło mnie do złego, jak Ewę w Raju i by to wszystko nie miało szansy się rozwinąć.
Nie było warte ryzyka.

- Oczywiście nie muszę przypominać, że wszelkie zdjęcia i donosy do mediów są zakazane? - Zapytałam zebraną grupę, a odpowiedziały mi kiwnięcia głową. - Każda najmniejsza plotka skończy się natychmiastowym wydaleniem ze służby, a w waszym przypadku, służby kandydującej, bez możliwości odwołania się od decyzji. Wszystko co ma miejsce w siedzibie FBI jest tajne, a ujawnienie grozi procesem z tytułu zdrady narodowej i jest karane nawet dożywociem czy karą śmierci.
- Zrozumiałe, O' Donell - usłyszałam kpiący głos Lucasa z ławeczki.
- Burnell, jeszcze jeden twój komentarz, a zostaniesz workiem treningowym - zagroziłam mu, ale wcale nie było mi do śmiechu.
Tym bardziej Kaulitz nie miał się z czego cieszyć, stojąc pośród samej płci pięknej, na zajęciach z podstaw techniki samoobrony.
Tak, to była jego kara.
W ciągu kilku dni, udało mi się ugadać trenera, by pozwolił mi poprowadzić te zajęcia. Oczywiście Naczelnik nie był z tego powodu zadowolony, ale w aktualnym świetle, w jakim znajdowała się sprawa, musiał się zgodzić. W końcu nasza Diva musiała się nauczyć chociaż odrobiny samoobrony.
Niemniej jednak Bill nie miał szans by poradzić sobie oko w oko z Jeremiahem, ale jego szanse mogły wzrosnąć na tyle, by nie dał się łatwo złapać.
Gdybyście tylko widzieli jego minę, kiedy wprowadziłam go na salę...A teraz stał ze wściekłością wymalowaną na twarzy, z uszczerbkiem na swoim ego, pewnie większym, niż mogło mi się wydawać. W dodatku myślałam, że mnie zabije, kiedy kazałam mu ściągnąć wszystkie kolczyki z ciała...wszyściutkie. Siłował się z nimi dobre 15 minut, ale czego się nie robi dla bezpieczeństwa? Chociaż ja tego nie mogłam mu zapewnić na tych zajęciach. Jak dostanie bęcki od którejś z dziewczyn, może przestanie myśleć, że jesteśmy słabe.
Klasnęłam w dłonie, by przywołać ciszę na sali. - Często dochodzą do nas wieści o pobiciach, napaściach, gwałtach czy kradzieżach, jednak - rozejrzałam się po zgromadzonych. - Mało kto z nas wie, jak obronić się przed napastnikiem bądź napastnikami. Dlatego na dzisiejszych zajęciach chcę nauczyć was najskuteczniejszych i najprostszych sposobów na skuteczną samoobronę. Nie zapomnijmy o tym, że najlepszym sposobem jest uniknięcie walki i ucieczka, ale życie to nie film, który kończy się happy endem. W sytuacjach zagrażających naszemu życiu, absolutnie - dałam nacisk na ostatnie słowo. - Nie możemy unosić się honorem. Jak tak będzie to kaplica. - Wyciągnęłam z kieszeni gwizdek i zawiesiłam go na szyi. - Zaczniemy od rozgrzewki, a po niej przedstawię wam podstawowe zasady i ćwiczenia praktyczne, które będziecie wykonywać w parach, a zakończymy je walką ze mną, albo Burnellem, skoro jest taki chętny.
Bieganie, skakanie, przysiady, pompki, rozciąganie. Gdybym była totalną suką, to połowa ze zgromadzonych, wyleciałaby po parunastu minutach. Nie twierdzę, że nie nękałam ich publicznie, ale tylko po to, by ich zmotywować do pracy.
- Już wymiękasz?! - Położyłam się przed jedną z dziewczyn, kiedy robiłyśmy pompki. - Ćwiczysz równo ze mną, nie oszukuj! - Zrobiłam pompkę i zaczęłam odliczać następne na głos.
Trafiło się jeszcze parę osób, które chciały mnie oszukać, bo myślały, że nie widzę, ale to im się nie udało. A Kaulitz? Ani razu nie jęknął, tylko wykonywał polecenia, co mnie zdziwiło. Mogłam nawet rzec, że zrobiło to na mnie wrażanie.
Żartowałam, to była babska grupa, więc ćwiczenia były lżejsze. Jakby odpadł, to zrobiłabym z niego ofiarę losu.
Zwołałam grupę gwizdkiem, by stanęli przede mną w półokręgu.
- Jak wiemy, do napaści potrzebne są trzy elementy: napastnik, ofiara i okazja. Likwidując okazję, znacznie zmniejszacie prawdopodobieństwo ataku - skrzywiłam się, kiedy do Lucasa dołączyło dwóch agentów, którzy głupio się do nas uśmiechali. - Wiele z was jest przekonanych, że bez broni nie macie żadnej szansy w konfrontacji z agresywnym napastnikiem - kiwnęłam palcem na Lucasa i wskazałam miejsce przed sobą. Klasnął w dłonie i podbiegł do mnie, kłaniając się spoconym niewiastom. - A prawda jest taka, że każdy ma do dyspozycji wiele rodzajów broni i zaraz pokażemy wam, jak się nią posługiwać. Ten Armando ze sztucznymi zębami i impotencją, wystąpi w roli napastnika, a ja w roli ofiary.
Kilka dziewczyn stojących w pobliżu Lucasa zachichotało, kiedy zacisnął usta i zmrużył oczy w przekonującej irytacji. Nie poruchasz koleżko.
- Wasza broń to ręce, stopy, kolana, łokcie oraz głowa - przejął moją rolę i sam zaczął tłumaczyć. - I nie chodzi mi w tym momencie o jej zawartość, moje piękne panie - spojrzał na Billa i uśmiechnął się szeroko. - Panie Kaulitz - zakpił. - Choć i ona odgrywa pewną rolę, bo kiedy wasze czoła i potylice wejdą w kontakt z wrażliwymi okolicami ciała napastnika, ten może zobaczyć gwiazdy przed oczami. - Posługując się mną, jako przykładem, wskazał oczywiste czułe punkty, a potem mniej oczywiste.
Wraz z Lucasem podawaliśmy nazwy ruchów, które wykonuje broniący się i wykonywaliśmy rozmaite wersje ataku, w zwolnionym tempie, pokazując każdą czynność.
Obserwując grupkę, czułam, że poszło mi lepiej niż dobrze, a osoby zebrane, czuły się mniej bezbronne.
- Waszym celem nie jest pobicie napastnika. Przynajmniej nie w tej części szkolenia - na sali rozległ się pomruk rozczarowania. - Chodzi o zdobycie czasu na ucieczkę.
Dobrano ludzi w pary, żeby przećwiczyć bloki i parowanie ciosów. Lucas krążył po sali, poprawiając pozycje i służąc pomocą. Jednak się do czegoś przydał.
Bill odetchnął z ulgą, kiedy do niego podeszłam, żeby z nim ćwiczyć, bo nie miał pary. Przynajmniej przy mnie nie musiał się hamować z ciosami, bo wiedział, że będę potrafiła je opanować w przeciwieństwie do innych. A może mi się tak tylko wydawało?
- Nie odrywaj wzroku od napastnika - upomniałam go. - I włóż trochę więcej pary w ten atak, przecież go zablokuję.
Chyba był zaskoczony tym, że miałam rację. Mało brakowało, a trafiłby mnie za drugim razem, bo byłam pewna, że nie uderzy mocniej.
- Dobra robota - pochwaliłam go, ale on się nie odezwał.
Ćwiczyliśmy pozycje obronne i proste ciosy rękami. Kursanci bardzo dobrze sobie radzili i mogłam poczuć się dumna. Nauczenie kogoś samoobrony było dla mnie nie małym wyzwaniem. W swojej pracy bardziej skupiałam się na ataku, bo te techniki były dla mnie zbyt proste, zbyt poniżające, jeżeli mogę to tak nazwać, na obecnym stanowisku. Takich rzeczy powinna nauczyć się każda osoba, a przede wszystkim kobieta.
- Ostatnią rzeczą na dzisiejszych zajęciach będzie obrona na ziemi. Przyjrzyjcie się jak ja i Lucas zademonstrujemy pierwszą pozycję oraz obronę, a potem każdy z was weźmie jeden materac i przećwiczy to.
Położyłam się twarzą do dołu, a Lucas ukląkł nade mną i przygwoździł mnie swoim ciężarem do ziemi. Sam ten widok wystarczył, by na sali zapanowała cisza. Teoretycznie większość myślała, że z takiej sytuacji nie ma wyjścia dla amatora. To było błędne myślenie.
Owszem, serce zaczęło mi szybciej bić, a oddech stał się nieregularny. Nie czułam się komfortowo w tej pozycji, nawet jeżeli było to tylko na pokaz.
Wykonałam odpowiednie ruchy i bez trudu go z siebie zrzuciłam, mimo, że stawiał mi opory. Zrzucenie z siebie kogoś ze wzrostem i siłą Lucasa, graniczyłoby z cudem.
A Bill wyszedł z sali.
Po zajęciach skorzystałam z tutejszych pryszniców, przebrałam się i ruszyłam do białego Audii Q7, za którego kierownicą siedział już Blondyn. Wrzuciłam sportową torbę na tyły i bez słowa sprzeciwu zajęłam miejsce pasażera, obok niego.
- Powiedziałem już Lucasowi, że jadę do studia, muszę coś jeszcze poprawić.
- Zabrzmiało to tak, jakbyś kazał mi wysiąść z auta i wracać do domu.
- Ale tak nie jest - wyrzucił papierosa przez okno i włączył silnik. Zapięłam pasy.
- Dlaczego nie zostałeś na ostatniej pozycji?
- Bo miałem taki kaprys - skrzywiłam się na jego odpowiedź. - Mam swoją dumę i nie będę się podkładał pod Lucasa.
- To tylko ćwiczenia.
- Ty nie byłaś z niego specjalnie zadowolona, to było widać.
Najwyraźniej rozmowa dobiegła końca, bo podłączył swój telefon pod zestaw audio i po chwili rozległa się melodia "Never Let Me Down Again" Depeche Mode.
Jedną rękę trzymał na kierownicy, a drugą wystukiwał rytm obok automatycznej skrzyni zmiany biegów. On na prawdę wyglądał seksownie prowadząc samochód, żadna by temu nie zaprzeczyła. Miałam hopla na tym punkcie, zawsze kręcili mnie faceci, którzy czują się pewnie podczas prowadzenia auta.
I wbrew swoim postanowieniom, złapałam jego dłoń. Zerknął szybko na to, co właśnie robiłam i marszcząc brwi, splótł nasze palce.

Jadę na przejażdżkę z moim najlepszym przyjacielem
Mam nadzieję, że już nigdy mnie nie zawiedzie
On wie, dokąd mnie zabiera
Zabiera mnie tam, gdzie pragnę być
Jadę na przejażdżkę z moim najlepszym przyjacielem

Lecimy wysoko
Patrzymy, jak świat przemija gdzieś obok
Nigdy nie chcę tam wracać
Nie chcę postawić swych stóp
Z powrotem na ziemi*

Przyjaciele.
Musiałam przyjąć to do wiadomości.


4 komentarze:

  1. O tak, nie ma jak porównywać boskie ciało Kaulitza to prezentów, czy jedzenia <3 I nie wierzę, że ten wspaniały prezent okazał się być "pusty" w środku -.- Nie wiem, czy mam go chwalić za to, że tak się o nią troszczy i nie chce jej wykorzystać, czy przywalić mu patelnią za to, że nie potrafi mówić o swoich uczuciach i tylko namieszał. Ale zdziwiło mnie, że tak gładko poszły te zajęcia, właściwie nic nie marudził, był taki grzeczny ^^ Pomijając oczywiście, że na koniec wyszedł z fochem xD Ale w sumie dobrze zrobił :D Za to ostatnia scena i tak mnie rozczuliła, gdy złapali się za ręce... Durny on jest. Przyjaciele... Ludzie lubią się sami nad sobą znęcać, a potem się dziwią, że im życie się tak parszywie układa... Ech. Cóż... ja jeszcze liczę, że coś się zmieni :D Świetny odcinek, pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Kici kici miał....
    więc niby jak to zawsze mam w zwyczaju powinnam narzekać na wszystko ale...! Ale jestem dumna z ciebie! Kaulitz jej nie tknął a to sprawiło, że moje party się poszło Jebać ( z Kaulitzem) nie chce tego party! Tak serio naprawdę!
    Ta nauka tej samoobrony była strzałem w dziesiątkę, Bill rodzynek ^^
    Cały rozdział pasuje mi do cytatu, którego ta stara raszpla od francuskiego uczyła mnie w szkole ;
    "T'es juste l'homme de ma vie et moi si tu m'oublies je vois plus rien" jak chcesz to podzielę się z tobą tłumaczeniem xd
    no a więc, w sumie to mam pustą pałę to nic więcej nie napiszę xD
    Jezuuu. .....
    Weny skarbie!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ona chciała mu dać, a on nie skorzystał...trochę dziwne, ale w dobrym sensie :p Najlepsze jest to, że ona za chwilę poszła do innego faceta. Cały odcinek był mega!! Kurde, teraz będę przeżywać, że Bill jej nie chciał... dzięki wiesz ...
    Weny, Weny, Weny
    Pozdro :p
    PS, teraz chcę aby się bzykneli. Wiem jestem zmienna :p

    OdpowiedzUsuń
  4. Dobra, jestem już.
    No nie wiem czemu, ale się ucieszyłam, jak do niczego nie doszło :D tak chyba na przekór, bo ja lubię przeciągające się akcje i dziwne relacje XD I niech Bill nie pieprzy, że to Elisa jest tą, która by tego nie chciała. TO ON czuje coś więcej i nie chciał, żeby to tak wyglądało! Ze względu na siebie, a nie tylko na nią.
    Bill jak to Bill, musiał się obrazić XD haha diva!
    A ostatni fragment uroczy <3 awwww <3
    Ta, przyjaciele, pff :D
    A no i porównanie Billa do prezentów mnie rozwaliło, genialne :D

    OdpowiedzUsuń