niedziela, 31 sierpnia 2014

Paragraf 19



Ka. - Oj pewnie, że tak! On to sama słodycz <3 Ale to nie zmienia faktu, że dziwny z niego facet, czasami sama się gubię. Zrobił dobrze, bo nie wykorzystał jej stanu. Tak, mnie też ta scena rozczuliła, takie tam wspomnienia :)
Freiheit - Kurczę, po raz pierwszy nie marudzisz mi o seksie. Jestem zaskoczona. Hahaha, Billy musi się nauczyć, gdzie może przyłożyć! No i cytat jak najbardziej trafiony ^_^
WIKKI NIKKI - To trochę skomplikowane, jeszcze was pomęczę. Poszła do przyjaciela, który jest gejem i w sumie to jej opiekunem. Ellie potrzebuje wsparcia, prawda? Bill chciał, ale sumienie go ruszyło, o!
Millie - Wiem, że lubisz jak się wszystko przeciąga, wszyscy wiemy :D A no, musi sobie pogadać, porozkminiać w tej słodkiej główce. A to, że się obraża to norma, brak kobiety...chyba. Wiem, że ostatni fragment jest uroczy, bo aż sama zamrugałam szybciej powiekami nad nim. No przecież Bill byłby prezentem, nie?

Taaaaak! Odcinek z okazji urodzin Naszych kochanych Bliźniaków! Już ćwierć wieku Ziemia nosi te seks bomby. Sto lat dla Naszych facetów!

*


Siedząc z Billem i Davidem w studiu nie bardzo miałam co robić. Grałam na telefonie w jakieś wyścigi, wymieniłam parę zgryźliwych esemesów z Lucasem, do czasu aż miałam końcówkę baterii. W torebce nie znalazłam ładowarki, więc zostawiłam telefon na stoliku, a sama zwinęłam się w kłębek na kanapie. Robiło się późno, a kolejna zarwana noc, podczas której się uczyłam do corocznych egzaminów, dawała mi się we znaki.
Nie chciałam dłużej analizować jego zachowania, ani swojego postępowania. Zawracanie sobie tym głowy nie było mi na rękę. On nie był mi na rękę.
W kabinie, którą zajmował, panował półmrok. Jedynie dwie świece oświetlały mu tekst piosenki, a właściwie to ballady.
- Zmieniasz tonację w ostatnich wersach, a wiesz, że tak nie może być - David wyłączył mu melodię i oparł plecy o fotel. - Pracujemy nad tą piosenką już miesiąc, a ty nie robisz żadnych postępów, stoisz w miejscu.
- Jeżeli go rozpraszam to wyjdę - zaproponowałam, zwracając na siebie ich uwagę.
- Kiedy cię nie ma, to on śpiewa jeszcze gorzej. Popisuje się przed tobą, ale nie do końca mu to wychodzi - Brunet się zaśmiał i wstał z fotela. - Krótka przerwa, idę zapalić na taras.
Jak powiedział, tak zrobił, zostawiając nas samych. Zauważyłam tylko jak Bill łapie kartkę z tekstem i znika z pola widzenia, siadając na podłodze kabiny.
Gdy Dave zniknął z pola widzenia, nogi samoczynnie poniosły mnie do niego. Nie zwrócił nawet uwagi, kiedy weszłam i usiadłam obok niego, tylko dalej nucił pod nosem.
- Nie wiem czy wałkowanie tego samego przez trzy godziny ci pomoże.
- Nie wyjdę stąd dopóki tego nie nagram.
- Jestem już zmęczona, reszta agentów też - oderwał wzrok od kartki i spojrzał na mnie niezbyt przyjaznym wzrokiem.
- To jedź do domu, a reszta niech się zmieni. Nie widzę w tym problemu - podniósł się z ziemi. - Ja nie zarabiam na siebie pilnując kogoś, tylko śpiewając.
- Znowu zaczynasz? - Oparł ręce o stojak i spuścił głowę. - Nie jest mi na rękę rezygnowanie z prywatnego życia, bo muszę się podporządkować do twoich kaprysów.
- To jedź do domu - warknął na mnie i sięgnął po papierosy. - Nie prosiłem się o taką obstawę.
Wyszedł z kabiny, nie racząc mnie nawet spojrzeniem.
Ten człowiek działał mi na nerwy jak nikt inny. Jego huśtawki nastroju wyprowadzały mnie z równowagi w ciągu paru chwil. I nie zamierzałam tego tolerować.
Założyłam kurtkę, wzięłam torebkę oraz telefon i wyszłam z budynku, trzaskając drzwiami.
Lucas siedział w swoim Jaguarze, przed wejściem, wraz z jednym agentem. Na mój widok zmarszczył brwi i wysiadł z auta.
- Co jest?
- Jedziemy do domu, mam na dzisiaj dość tego buca - kiedy nasz współpracownik wysiadł z jego samochodu, rzuciłam torebkę na tylne siedzenia i zajęłam miejsce pasażera.
- Dobra John, o 8 się zmieniamy - uścisnęli sobie dłonie i Lucas wrócił do pojazdu. - Mogłabyś w końcu ustawić tego Kaulitza, albo panować nad sobą.
- Nie broń go - burknęłam, zapinając pasy. - Ma problem z taką obstawą.
- Nie on jeden - ruszył spod studia. - Chcesz jechać na jakąś kolację? Znam dobrą knajpę, gdzie podają świetne steki i zimne piwo.
- Chcę jechać do domu, jestem zmęczona - opuściłam fotel do pozycji półsiedzącej. - Ale dzięki za zaproszenie.
- Do usług.
- Wiesz po co mam się jutro stawić do Starego? Przecież regularnie wysyłam mu raporty.
- Może chodzi o twoją ucieczkę ze szpitala?
- Od tego minął prawie tydzień - mruknęłam. - Gdyby o to chodziło, to jeszcze tego samego dnia wylądowałabym na dywaniku. Testy mam o 8, a rozmowę zaraz po nich, więc to też nie jest to.
- To już nie mam pojęcia co on od ciebie chce - nawet na mnie nie spojrzał, tylko skupił się na drodze.
Lucas dobrze wiedział o co chodzi, ale nie chciał mi o tym powiedzieć. Miałam tylko nadzieję, że nie zabiorą mi tej sprawy.

- O'Donell, wypadłaś z formy - sięgnęłam po butelkę z wodą kiedy dobiegłam do końca toru przeszkód. - Za dużo fajeczek?
- Maaax, nie denerwuj mnie - kucnął przede mną ze stoperem i podetknął mi go pod nos. - Chyba żartujesz.
- Nie, wyszłaś kilka setnych sekund poza dozwolony czas. To twój najgorszy wynik w ciągu siedmiu lat.
- Mogę spróbować jeszcze raz? - Podniosłam się z ziemi i wlepiłam w niego najsłodsze spojrzenie, byleby się zgodził.
- Wpiszę ci dziesięć sekund mniej, tylko dlatego, że cię lubię i niedawno wyszłaś ze szpitala - zanotował wynik w mojej karcie. - Powinnaś się i tak wstydzić, bo zawsze byłaś jedną z najlepszych, maksymalnie minuta i dziesięć sekund, a teraz?
- Wiesz co się dzieje, nie mam jak trenować.
- A jak ci poszły testy psychologiczne? Słyszałem, że ta nowa psycholog uwaliła z 50 osób i wszyscy się odwołują - wyszliśmy z sali, którą Max zamknął na klucz.
- Ma niecałe 30 lat, wygląda jakby urwała się ze Stepford. W dodatku to stara panna, która ma pierdolca na punkcie porządku, wiesz, książki ułożone alfabetycznie, długopisy w jednej linii, zapytała nawet czy zepsuło mi się żelazko, bo miałam zagniecenie na koszuli.
- A przepuściła cię?
- Musiałam jej obiecać, że stawię się na kilku sesjach z nią, bo uważa, że to porwanie mogło zostawić straszną traumę, przez którą mogę sobie nie ułożyć na nowo życia - zaczął się śmiać, tak, że z oczu poleciały mu łzy.
- Pójdziesz na te spotkania? - Uniosłam brwi i spojrzałam na niego jak na kretyna. - Unieważni ci badania.
- Może mi skoczyć - mruknęłam. - Jak się odwoła od swojej diagnozy, to zgłoszę jej niekompetentność w wykonywaniu swojej pracy.
- Chyba urodziłaś się pod szczęśliwą gwiazdą, Ellie.
- Nie powiedziałabym tego, a ty czemu tak uważasz?
- Bo potrafisz wyjść cało z każdego gówna, w jakie wpadniesz po uszy.

Do gabinetu szefa dostałam pilne wezwanie. Musiał dostać już wyniki egzaminu od Maxa i kazano mi się pospieszyć. Nie wysuszyłam dokładnie włosów po prysznicu, więc biegnąc po placu, czułam jak krople wody spadają na moje plecy. Na szczęście to Kalifornia, więc zaraz będą suche.
Pominę to, że hasła "natychmiast stawić" czy "bez dyskusji", zawsze mnie doprowadzają do furii, ale przed szefem muszę się powstrzymywać. Od nadmiaru władzy ludziom przewraca się w dupach, ale co poradzić?
Podeszłam do biurka sekretarki i sięgnęłam po pustą karteczkę, by wypluć na nią swoją gumę. Eveline, drobna blondynka, a główna sekretarka, rozmawiając przez telefon, wystawiła rękę, bym podała jej zawiniątko i wyrzuciła je do śmietnika. Była bardzo sympatyczną babeczką, bardzo lubianą, zwłaszcza przez mężczyzn. Nie przypadała do gustu większości agentek, bo była bardzo kobieca i pochłaniała uwagę wszystkich samców.
Pożegnała się z kimś i odłożyła słuchawkę.
- Cześć Gwiazdo - uścisnęła mnie przyjaźnie. - Jak tam życie dziewczyny gwiazdy rocka?
- Proszę cię, nie zaczynaj - zaśmiała się i niemal zaatakowała mnie pędzelkiem z bronzerem. - Jasne, wymaluj mnie dla szefa.
- Jesteś strasznie blada i śmierdzisz papierosami - spojrzałam na sufit, kiedy pryskała mnie kokosowymi perfumami.
- W jakim jest humorze? - Wskazałam na drzwi, żeby wiedziała o kim mówię.
- Dość dziwnym.
- Co to znaczy?
Nie chciałam trafić na Starego, jeżeli będzie w kiepskim humorze. Wtedy nasza dyskusja kończyła się awanturą i papierkową robotą, której nienawidziłam. Jako jedyna potrafiłam mu się postawić, co nie raz mi wypominał i groził zesłaniem do Drogówki - czyli byłaby to najgorsza obraza.
- Ma gości z Londynu - uniosłam jedną brew. Co niby robili tu Brytyjczycy? - Inspektor śledczy z wydziału zabójstw, nowy nabytek. Jest dość młoda, jak na oficera brytyjskiej Policji.
- Kobieta?
- Szef nie był zadowolony, wiesz, że lubi kpić z kobiet, zwłaszcza w mundurach - przewróciła oczami. Tak, to była prawda. Nasz szef był zdania, że miejsce kobiet jest w kuchni i rzadko kiedy chwalił agentki w pracy. O ile w ogóle to kiedykolwiek zrobił. - Za to facet, który z nią jest, wygląda jak żywcem wyjęty z reklamy Kleina. Jest nawet lepszy niż Burnell i zachowuje się jak typowy dżentelmen.
Pewnie wolałam stać tu i słuchać jej zachwytów nad naszym gościem, ale wejście do paszczy lwa było nieuniknione. Dalsze odwlekanie groziło głośniejszą awanturą.
- Zadzwoń do niego i zapytaj czy mam wejść czy czekać - sięgnęła po telefon, by połączyć się z nim.
Rozmowa trwała zaledwie parę sekund i już odkładała słuchawkę, kiwając do mnie.
Wytarłam lekko spocone dłonie o spodnie, złapałam kilka głębszych wdechów i uniosłam rękę, by zastukać w drzwi, kiedy one zostały otworzone, a ja zamarłam.
Eveline miała rację. Facet wyglądał jak model. Był wysoki i ewidentnie widziałam, że wie, do czego służy siłownia. Miał na sobie dopasowany garnitur, jeżeli się nie myliłam, to był Armani. Był delikatnie opalony ( co mogło mnie trochę zdziwić, bo u Brytoli zwłaszcza pada), koszula odpięta na jeden guzik i okulary przeciwsłoneczne zaczepione o dekolt.
Wstrzymałam oddech, kiedy spojrzałam wyżej, w te turkusowe oczy, które zmierzyły mnie niczym napaloną nastolatkę. Mimo tego ukłonił się lekko i otworzył szerzej drzwi, wpuszczając mnie do środka.
- Melduję się panie naczelniku - stanęłam przed szefem na baczność.
- O'Donell, w końcu jesteś - uśmiechnął się do mnie, ale ja nie zareagowałam. - Poznaj inspektor Danę Roberts - wskazał na kobietę, która nie miała więcej niż czterdzieści lat. Szczupła jak modelka, czarne włosy ścięte na pawia i kostium, za który babki bulą setki dolarów.
Uśmiechnęła się do mnie delikatnie i uścisnęła moją dłoń.
- Miło panią poznać - starałam się być dla niej miła, ale moja dezorientacja była widoczna.
- Wzajemnie. Jest ze mną również inspektor Mark Flint- wskazała na bruneta, który otworzył mi drzwi, a teraz stał po mojej prawej stronie. Również uścisnęłam jego dłoń i zaczęłam wpatrywać się w swojego szefa.
- Usiądź Elisa - wskazał na wolne krzesło przy stole, które zajęłam, marszcząc brwi. Od kiedy to naczelnik zwraca się do swoich podwładnych po imieniu? Do każdego mówił po nazwisku i prawie nigdy przez to nie wiedzieliśmy jakie ma wobec nas intencje. - Jak ci poszły egzaminy?
Przyjacielska postawa, luźna pogawędka, która mogła doprowadzić do wymiany spostrzeżeń co do pogody. Coś było nie tak i najwyraźniej chcieli uśpić moją czujność, wybadać nastrój. Tylko, że ja nie lubiłam bawić się w takie gierki.
- Wszystko zdane, tak jak zawsze.
- A jak sprawa? Ten cały Kaulitz współpracuje z wami?
- Dobrze - splotłam palce pod stołem. - Założyliśmy w domu dodatkowe zabezpieczenia, takie jak kamery, czujniki ruchu, nowe zamki w drzwiach i oknach. Każde auto ma nadajnik, tak jak telefony i parę osobistych rzeczy, np. zegarki czy klamry od pasków. Wszystko jest robione jak należy. - W pokoju zapadła cisza, którą przerywał dźwięk telefonu z sekretariatu. - Z całym szacunkiem panie naczelniku, ale chciałabym się dowiedzieć po co dostałam pilne wezwanie, skoro wysyłam regularne sprawozdania.
- Tak właściwie to ja prosiłam twojego naczelnika by wezwał cię do biura - inspektor Roberts zabrała głos.
- Czego może ode mnie chcieć londyński wydział zabójstw? - Dana otworzyła szerzej oczy. Pewnie zastanawiała się skąd to wiem. - Plotki i informacje szybko się tutaj niosą - sprostowałam.
- Mamy pewne informacje i propozycję.
- Pozwoli pani, że zgadnę - wtrąciłam się. - Chcecie żebym wzięła udział w jakiejś sprawie, którą kierujecie.
- Chciałam dojść do tego na samym końcu, ale tak, chcieliśmy żebyś nam pomogła.
- Jak pani zdążyła usłyszeć, jestem w trakcie prowadzenia sprawy i nie wyjadę stąd dopóki nie złapiemy podejrzanego.
- Czyżby? - Mark w końcu się odezwał, ale jego ton głosu był typowo arogancki.
- Nie jesteś moim przełożonym, więc nie będziesz mi mówił co mam robić - fuknęłam na niego, chociaż nie powinnam. Jeszcze bardziej zagrał mi na nerwach, kiedy posłał mi szeroki uśmiech, a naczelnik tylko chrząknął. - Sir - dodałam dla sprostowania, a może dla kpiny. Gdybym pracowała w Policji, jako Policji, to moja aktualna ranga, byłaby taka sama, jaką miała Roberts i Flint. Też byłabym inspektorem i technicznie rzecz biorąc, nie muszę się z nimi pieścić w tytułach, ale robiłam to ze względu na swojego szefa.
- Najlepszym wyjściem będzie kuracja szokowa - sięgnął po kopertę leżącą na stole, wyciągnął z niej zdjęcia i rzucił je na stół, pod moim nosem. - Wiesz kto to jest?
Rozłożyłam fotografie i przyjrzałam im się uważnie. Farbowana blondynka, ciemne brwi, pełne usta. Nieźle ubrana, drogie ciuchy, fryzura z profesjonalnego salonu. Kobieta miała ładną cerę, ale kurze łapki i odrobinę zwiotczałe policzki. Można było powiedzieć, że to dobrze zakonserwowana czterdziestka piątka. Wszystko byłoby fajnie, gdyby nie to, że kobieta miała poderżnięte gardło i rozpruty brzuch od mostka, aż do kości łonowej.
- Wasza ofiara - wzruszyłam ramionami. - Ścigacie jakiegoś mordercę, ale nie rozumiem, co ja mam z tym wspólnego.
- To Rachel Anderson - zamilkłam i spojrzałam w okno. - Chyba ją znasz.
- I co w związku z tym?
- Żadnej rozpaczy, załamania, płaczu? - Oparł dłonie na stolik i przekrzywił głowę, patrząc na mnie. - Żadnego żalu? - Nie przerwałam tej gry spojrzeń, którą on ze mną toczył. - Twoja matka została brutalnie zamordowana, a ciebie to nawet nie obchodzi?
Zaśmiałam się i oparłam łokciami o stół. To ci dopiero zabawne.
- Inspektorze Flint, jeżeli o tym nie wiesz, to ja z chęcią poinformuję - ułożyłam zdjęcia w kupkę i schowałam je do koperty. - Ja nigdy nie miałam i nie mam matki.
- O'Donell nie utrzymywała kontaktu z tą kobietą - dodał naczelnik na moją obronę.
- Owszem, wiedziałam że ona żyje, jak wygląda, gdzie mieszka, ale nigdy się nie spotkałyśmy, ani nie rozmawiałyśmy, więc dlaczego mam płakać za kobietą, która mnie porzuciła zaraz po porodzie?
- Przepraszam za kolegę - Roberts spojrzała na Marka karcącym wzrokiem. - Potrafi być mało taktowny.
- Nic się nie stało.
- W każdym razie chcielibyśmy żebyś poleciała z nami do Londynu i przyjrzała się tej sprawie. Udało wam się rozwiązać sprawę Grabarza, więc pomyśleliśmy, że możesz się przydać. Znaleźliśmy już dwie ofiary, zabite w okrutny sposób.
- Szukacie psychopaty i potrzebujecie profilera - oparłam się o krzesło.
- Chcemy przysługę za przysługę. - Tylko jaką ja mogę dostać przysługę od Dany Roberts? - Jeżeli pomożesz nam w tej sprawie, zezwolą ci na spotkanie z Bian Rothfield - zbladłam, kiedy wypowiedziała te słowa.
- Ona nie żyje, więc jak chcecie zaaranżować to spotkanie? Wyślecie mnie na tamten świat?! - Wstałam gwałtownie z krzesła. - To wcale nie jest zabawne.
- Rothfield żyje - podszedł do mnie Mark i wyciągnął swoją odznakę. OS10? - Udało ci się ją uratować, a my ją ukrywamy, dopóki sprawa nie zostanie zakończona.
- Nie nadążam już. Inspektor Roberts jest z wydziału zabójstw i chce mnie "wypożyczyć" do swojej sprawy. Flint jest w OS10. OS to Operacje Specjalne, a wydział 10 zajmuje się operacjami tajnymi, tak?
- Dzisiaj wolimy termin "niejawne" - sprostował.
- I w zamian za to, będę mogła się spotkać z Bian Rothfield, która, jak twierdzicie, żyje, chociaż odbył się jej pogrzeb, kiedy byłam w szpitalu. Gdyby była ukrywana, to bym się o tym dowiedziała i robiłby to amerykański rząd, a nie wasz.
- Bian jest objęta ochroną na zasadzie świadka koronnego i najbezpieczniej było wywieść ją z kraju - Flint schował odznakę. - Dopóki Ozerov nie poniesie kary śmierci.
Westchnęłam głośno. - Nie mogę zostawić sprawy, kiedy Ozerov odwala takie akcje.
- Potrzebujemy cię - Roberts nie zamierzała odpuścić. Zastanawiało mnie, co o tym sądzi naczelnik, który siedział i tylko słuchał naszej wymiany zdań.
- Miałem tego nie robić, ale pewna informacja pomoże ci podjąć decyzję.
- Mark...
- Jaka informacja? - Nie miałam już ochoty tu siedzieć. Naprawdę. Wolałabym znosić fochy Billa, a potem się z nim poprzytulać dla picu, niż dyskutować z Flintem. Był tak samo przystojny, jak gburowaty. Czy ja zawsze musiałam trafiać na takich mężczyzn?
- Dotyczy ona Barbary Fox i twojego byłego męża - stanął za mną, a do moich nozdrzy dotarł jego zapach. Nie taki, od którego kręci się w nosie. Był bardzo subtelny, ale zdecydowany. - Wydaje mi się, że przyda ci się ucieczka do Londynu.
- Trzeci raz nie zapytam. Jaka to informacja?

5 komentarzy:

  1. O Jezu miałam tylko przeczytać i iść spać, ale! Ta historia będzie jeszcze bardziej złożona niż myślałam! :O Ej ale mnie zaskakujesz, a teraz chcę wiedzieć, o co chodzi! Natychmiast!

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziś bardziej służbowy odcinek, ale takie też lubię. Niesamowicie mnie wciągają Twoje opisy. I pojawiła się kolejna sprawa! Podziwiam za tą wyobraźnię xd No ale co teraz? Elisa wyjedzie i zostawi Billa? I co to znaczy, że przyda jej się ucieczka? A TA BAŚKA to ta Baśka czy mi sie popieprzyło? Jeśli to jest to o czym myśle.... Boże czy ona coś współpracowała z tym gnojkiem!? Zostawiłaś mnóstwo wątpliwości i pytań tym odcinkiem i jak ja mam wytrzymać do kolejnego? Xd
    Mam chociaż nadzieje że pojawi się szybko... Gustav ma niedługo urodzinki także wiesz xd też wypada świętować odcinkiem xd
    Czekam! Pozdrawiam i dużo weny :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Tej no co ty! Przecież ona nie może xd
    ma zostać z deBillem na miejscu.
    A za tą Bian to...Ugh! Jak mogłaś?! XD
    w sumie to....to niech se jedzie ale jak jej się coś stanie to cie znajdę xd
    U nadal nic nie o seksie bo nie.
    Ja lecę na rozpoczęcie roku i obczajć nową szkołę ^^ i to wyjaśnia czemu tak krótki komentarz. Wybacz! Ale gdyby to zależało ode mnie to bym tam nie szła xd
    weny Dziubasku! I szybko pisz następny :3

    OdpowiedzUsuń
  4. Wyjedzie? Zostawi Billa? Jak?? Nie, nie pozwalam!! Bian...jak no jak ty mogłaś, pytam się!! Teraz mam tyle pytań, przez ten odcinek... teraz nie zasnę!!! Pfff....czemu?? No ona ma być niezależna, ale chłopaka może mieć, do zaspokajania ją seksualnie... taki przyjaciel :p
    Niech ona będzie niezależna jak... jak Beyonce o no właśnie :p
    Pozdrawiam :p

    OdpowiedzUsuń
  5. Zabierałam się za czytanie twojego opowiadania kilkanaście razy od kilku miesięcy, ale dopiero wczoraj udało mi się przeczytać więcej niż prolog, a dziś niemalże połknęłam te ponad 10 rozdziałów, które mi zostały do nadrobienia. Nie mogłam się uwolnić od tej historii czytając ją na lekcjach, kiedy nauczyciele pieprzyli coś o tegorocznej maturze.
    Sama historia jak i twój styl są bardzo wciągające, ale i dojrzałe. Nie wiem, ile masz lat, ale mam nadzieję, że kiedyś dorównam do twojego teraźniejszego poziomu, choć ty będziesz wtedy parę metrów nade mną. Ale takie są koleje losu.
    Twoi bohaterowi ciekawi, nieco niezrównoważeni psychicznie, ale nie mam nic przeciwko temu - lubię tego typu ludzi i chyba nawet przyciągam ich do siebie, co jest czasem nieco przerażające.
    Elisa jest kobietą bardzo stanowczą (zresztą tego właśnie wymaga jej praca), pokrzywdzoną przez los (porzucona jako noworodek i niecnie wykorzystana przez swojego żyjącego-nieżyjącego męża), oczywiście bardzo seksowna (bo przecież wszystkie bohaterki książek są seksowne, albo przynajmniej ładne), bogata (bo jakżeby inaczej) i do tego przystawia się do niej przystojna gwiazda rocka (oczywiście, nie on nie może przepuścić takiej okazji...).
    Wszystko tu masz świetne i w ogóle nie bardzo wiem, co mam tu skomentować, bo prócz kilku literówek nie mam czego się przyczepić...
    Życzę ci dalszej pracy nad tym opowiadaniem i wieloma innymi oraz weny, która rządzi naszą twórczością.
    Ściskam i do następnego przeczytania!

    OdpowiedzUsuń