wtorek, 16 września 2014

Paragraf 21

A tak w zamian za długą przerwę. Nie jest za długi, ale wydaje mi się, że się nadaje.

Freiheit - Ze specjalną dedykacją dla Ciebie! Bo ciągle zawracasz mi gitarę i ciągle pytasz i ciągle trzymasz kciuki za nich!

*



Zasnąłem jakoś po wschodzie słońca i obudziłem się na dźwięk komórki. Pierwsze, co zrobiłem, to zerknąłem na drugą połowę łóżka. Przypomniało mi się wszystko, co wydarzyło się tydzień temu. Ellie dalej nie było.
Kupka ubrań leżała na podłodze, a jej ubrań nie było. Jęknąłem i odebrałem telefon, jednocześnie zakrywając dłonią oczy.
- Co jest?
Kiedy się poruszyłem, coś zaszeleściło pod moim uchem. Usłyszałem w uchu burknięcie Burnella.
- Przeszkodziłem w czymś?
Na pustym kawałku papieru do pisania piosenek, który miałem pod ręką, była wiadomość od niej. Ta sama, którą czytałem za każdym razem, kiedy kładłem się spać.

" Nie chciałam cię zostawiać, ale potrzebowałam wyjechać na jakiś czas."

Nie podpisała się, nie napisała, że zadzwoni ani nie poprosiła żebym ja zadzwonił. Prosta wiadomość i w sumie to nie wiedziałem, czy mnie tym zachwyciła czy rozwścieczyła.
Lucas wciąż czekał na odpowiedź, więc otrząsnąłem się z zamyślenia i usiadłem w łóżku. Dalej pachniało nią.
- Nie najlepiej spałem.
- Według planu, jaki mi dałeś, powinieneś zbierać dupę do studia. Jest jakaś zmiana, o której nie wiemy, czy zaspałeś?
- Już się zbieram, dajcie mi pół godziny - rzuciłem telefon na stolik, obok łóżka i poszedłem do łazienki, żeby się trochę ogarnąć.
Andreas leżał rozwalony na kanapie i oglądał mecz. W jednej ręce miał kubek z kawą, a w drugiej pączka.
- Siema! - Zerknął na mnie. - Co tam?
- Nic. Widziałeś Toma?
Skinął głową i upił kawę.
- Zostawił pączki i pojechał do studia jakąś godzinkę temu - mruknąłem coś i usiadłem obok niego. - Co z Elisą?
- Nie wiem, nie rozmawialiśmy od tygodnia.
- Stary, jeżeli wyjechała, to musiał być ważny powód. Ona nie jest taka, jak Bian, żeby wyjechać i nie odezwać się nigdy więcej.
- Słuchaj, od tygodnia budzę się w pustym łóżku, bo zachciało jej się wycieczek do Londynu, by to wszystko przemyśleć, nie kazałem jej się wynosić.
- Widać było, że jest trochę zmęczona i skołowana tym, co media o niej wypisują. Inną sprawą jest to, że uważam ją za świetną kobietę - spojrzałem na niego, unosząc jedną brew. - Martwi się o ciebie i widać, że zależy jej na tym.
- Jak to?
- Znosiła wszystko, nieważne, jak beznadziejny się okazywałeś. Pamiętasz tą imprezę u Shay? To było do bani, a ona była niemal niewzruszona. Godziła się na twoje humory, chamstwo i burczenie na nią, bez słowa. Uwierz, stary, że o to nie łatwo. Byłeś dupkiem.
- Tak?
- Z resztą, ciągle nim jesteś. A Ellie, to Ellie. Jest tak seksowna, że czasem aż nie da się na nią patrzeć. Może i jest od nas mądrzejsza i bogatsza, ale nie zwraca na to uwagi. Jest spokojna, nie zraża jej to, że jesteś taki, jaki jesteś, znosi cię bez słowa skargi - ostawił kubek i się zaśmiał. - Kurwa, nawet ja bym się jej oświadczył!
Uderzyłem go z otwartej dłoni w tył głowy.
- Nie jestem taki straszny.
Spojrzał na mnie wymownie.
- Oczywiście, że jesteś. Zastanów się. Wystarczy, że ją zobaczysz, a biegniesz do niej jak napalony nastolatek. Dałeś dupy - ostatnie zdanie sprawiło, że poczułem się jeszcze gorzej. Przecież ten wyjazd nie był zgodny z jej wolą. Może i chciała od wszystkiego odetchnąć, ale to nie musiało się dziać w Londynie. - Co teraz zrobisz? Zadzwonisz do niej?
- Nie wiem czy będzie chciała ze mną rozmawiać.
- Warto wszystko paprać przez swoją dumę?
Po szybkim śniadaniu, dałem znać Lucasowi i czekałem na niego w swoim Audi w garażu. Tylko się ze mną przywitał i wrócił do oglądania jakiś wiadomości w swoim laptopie. Pokręciłem tylko głową i ruszyłem w stronę studia.
Nie zatrzymałem się nawet po kawę i nie włączyłem radia.
- Elisa się odzywała? - Zapytałem, by przerwać tą ciszę, która zaczynała działać mi na nerwy.
Brunet oderwał wzrok od jakiegoś tekstu i spojrzał na mnie zdziwiony. Nie pytałem o nią ani razu, odkąd wyjechała.
- Rozmawiałem z nią rano.
- Wiadomo kiedy wraca do Los Angeles? - Ciągnąłem dalej.
- Nie - odpowiedział. - W nocy znaleźli czwarte zwłoki i dalej nikogo nie złapali. Właśnie czytałem artykuł - zamknął komputer i schował go do torby. - Ci debile nie chcą przyjąć do wiadomości tego, co im mówi. Sprawca ewidentne podszywa się pod Rozpruwacza, więc siedzi tam bez sensu. Modus operandi się zgadza, a oni idą w ślepy zaułek.
- Modus operandi?
- To z łacińskiego sposób działania - przetarł oczy i kontynuował. - Jak mówi definicja, jest to charakterystyczny sposób zachowania się sprawcy czynu zabronionego, który kształtują indywidualne cechy.
- A w tej sprawie co to jest?
- Za modus operandi, pozwalający na identyfikację ofiar Kuby Rozpruwacza, uważa się głębokie podcięcie gardła, urazy w okolicach jamy brzusznej oraz narządów płciowych, usuwanie organów wewnętrznych czy rany na twarzy, które były coraz poważniejsze u kolejnych ofiar.
- Podziwiam was za to, że potraficie mówić o tym tak spokojnie - mruknąłem i poczułem rewolucje w swoim żołądku.
- Ciała, które znaleziono, pasują do tego schematu. Nie zgadzają się daty i to, że ofiary nie były dziwkami. To właśnie z tego powodu nie chcą przyjąć jej teorii, a właściwie to nie zgadza się z tym ta inspektor, która prowadzi sprawę.
- Są to przypadkowe ofiary? - Jego mina mogła zbić mnie z tropu. - No co? Chcę się dowiedzieć czegoś więcej.
- Nie, to nie przypadkowe ofiary. Każda z nich porzuciła swoje dziecko, kiedy było noworodkiem, tak jak matka Elisy, która wącha kwiatki od spodu.
- Chyba już nie chcę tego słuchać.
W przełyku poczułem kwas. Nie wiem jak oni mogli spać po nocach, widząc takie rzeczy. To było straszne.
- Wiesz, wszyscy chcemy żeby ona już wróciła. Jej miejsce jest w Los Angeles i tutaj najlepiej działa, na swoim terenie, wśród swoich ludzi. - Dojeżdżaliśmy już do budynku, w którym mieściło się studio. - Mimo, że nie ukończyła takich studiów, to jest naszym najlepszym specem w wydziale zabójstw. Nie damy jej odejść, nie na długo.


- Zamknij drzwi - polecił Mark.
Dziwnie nerwowa, posłusznie zamknęłam drzwi i oparłam się o nie plecami.
- Nóż, od którego zginęła Anna Jones, to najzwyklejszy, kuchenny nóż, jaki można dostać w pierwszym lepszym sklepie z artykułami domowymi i hipermarketach - zaczął. - Zespół próbuje ustalić, gdzie został kupiony, ale takich noży produkuje się i sprzedaje kilkaset, są marne szanse na powodzenie. - Kiwnęłam głową, a on schylił głowę. - Jeżeli to, co właśnie powiem, komuś powtórzysz, to osobiście cię uduszę.
W ciągu następnych godzin, gryzłam się w język tyle razy, że czułam w ustach krew. Pod nieobecność Roberts, Mark zdecydował, że musimy wiedzieć jak najwięcej o morderstwach Kuby Rozpruwacza i ja będę odpowiedzialna za zbieranie danych.
Przeszliśmy do centrum operacyjnego i zrobiliśmy miejsce na jednej ze ścian, żeby wieszać materiały o Rozpruwaczu. Flint kazał mi przygotować komplet informacji na temat każdej ofiary, ze szczególnym uwzględnieniem opisu obrażeń u ofiar.
Muszę przyznać, że pomagał. Wytrzasnął skądś ogromną mapę i wbił w nią jedenaście chorągiewek, które wskazywały miejsca dawnych morderstw.
Noc minęła, słońce wypełzło nad horyzont i ludzie zaczęli się schodzić. Wiadomość o przełomie bardzo szybko się rozeszła i centrum operacyjne się zaludniało. Zdjęcia z kostnicy, wydrukowane przez Marka, okazały się hitem.
Robiłam sobie kolejną kawę, kiedy do sali weszła Roberts i sierżant Tulloch.
- Rany, ale paskuda - mruknął Tulloch, po czym nalał do kubka kawy. - Gdybym był po śniadaniu, to by mi się cofnęło.
Sierżant Tulloch sam nie grzeszył urodą ze swoimi rudymi włosami i dużym nosem. Zajęcia z trenerem na siłowni też by mu nie zaszkodziły.
- Poważnie traktujemy tę historię z Kubą Rozpruwaczem? - Zagadnął jeden z Policjantów. - Przecież to tylko zbieżne dowody, nie?
- Powiem to jasno i wyraźnie - rzuciła Roberts głosem, który nie znosił sprzeciwu. - Niech nikt nie waży się pisnąć słowa o Rozpruwaczu poza tą salą, dopóki nie dostaniemy wyników ekspertyz. Skoro O'Donell się uparła, a Flint ją popiera, to chcę się dowiedzieć jak najwięcej o jego wyczynach.
- Świetnie się składa - wtrącił Mark. - Nasza koleżanka już kilka godzin pracuje nad prezentacją. Do dzieła, O'Donell.
Wszyscy patrzyli na mnie. Nie wykręcę się od tego, a poza tym, to mogła być moja szansa, żeby naprowadzić ich na dobre tory i jak najszybciej wrócić do LA.
Wzięłam głęboki wdech i podeszłam do tablicy.
- Kuba Rozpruwacz stał się legendą. To bardzo utrudnia streszczenie tej sprawy, bo trzeba oddzielić fakty od mitów - patrzył na mnie cały wydział zabójstw i przestałam być niewidzialna. - Od tamtych morderstw minęło ponad sto lat i tysiące ludzi na całym świecie, dały się wciągnąć w tę zagadkę. Już w czasach tej sprawy fakty były zmieniane, a potem te błędy powtarzano, aż uznano je za prawdę.
Krzesła szurały po podłodze, ludzie sadowili się wygodniej. Znalazło się tu około dwudziestu funkcjonariuszy i wszyscy słuchali tego, co mam do powiedzenia.
- Przez wiele lat pisano książki oparte na tych błędach. Oficerowie Policji, by je sprzedać, często pisali swoje wspomnienia i zawierali w nich swoje teorie na temat tego, kim mógł być Kuba. Oczywiście, często nie miały one nic wspólnego z faktami - ciągnęłam. - Są tysiące stron internetowych, dziesiątki książek, filmów fabularnych i dokumentalnych poświęconych tym morderstwom.
Gdzieś w tłumie, zadzwonił telefon, a ja przez chwilę odetchnęłam, wdzięczna za ten przerywnik. Od kiedy zaczęłam mówić, wszyscy słuchali mnie bardzo uważnie.
- Jeżeli chcecie przeprowadzić jakąś wiarygodną analizę wydarzeń, należy zignorować te źródła. Obchodzi nas oryginalna dokumentacja. Protokoły funkcjonariuszy i lekarzy, raporty z czynności śledczych, zeznania świadków i zdjęcia. Nie ma tego dużo, ale każdy, kto nie skupi się wyłącznie na informacjach z pierwszej ręki, zacznie błądzić.
Dana przytaknęła, a w ślad za nią poszło jeszcze parę osób.
Odrobinę podbudowana, mówiłam dalej.
- W roku 1888 i na początku 1889, popełniono dziewięć morderstw. Kilka miesięcy później były jeszcze dwa. Wszystkie ofiary to prostytutki, większość z nich w średnim wieku i w fatalnej sytuacji życiowej. Ani ładne, ani zdrowe. Były to kobiety najbardziej narażone na ataki, bo nikogo nie obchodziły - napiłam się wody, którą podał mi Mark. - Kiedy mowa o Rozpruwaczu, jedną z najczęściej powtarzanych fraz jest "bez śladu", bo tak właśnie działał. Policja dokładnie przeszukała całą okolicę i nie znalazła nic. Kilkanaście metrów od miejsca, gdzie zginęła ofiara, ludzie spali i niczego nie słyszeli. Kiedy znaleziono niejaką Polly, jeszcze żyła, mimo tych strasznych ran, więc było jasne, że morderca uciekł dosłownie przed chwilą.
- To cholernie przypomina wydarzenia z piątku - rzucił Tulloch.
- Ale, z drugiej strony, Anderson, Simons, Smith i Jones nie były prostytutkami i nie zginęły nad ranem - zauważył Flint. - Nie dajmy się jeszcze ponieść - spojrzał na mnie. - Kiedy Kuba zaatakował ponownie?
- Chwileczkę - przerwała Roberts. - Czy mogłabym...
Rozległo się pukanie do drzwi. Wszyscy się odwrócili. Zaraz przy wejściu stanął młody kurier, wyraźnie wystraszony ilością śledczych w tym pokoju. Dana wstała i skinęła mu głową.
- Paczka z laboratorium - wyjąkał cicho i podszedł z nią do niej.
Podpisała się i chłopak szybko zniknął.
- Zobaczmy, co my tu mamy. - Rozpakowała kopertę, otworzyła teczkę i na początku czytała w ciszy. Każdy ją obserwował i czekał na jakiekolwiek informacje. - Jest potwierdzenie, że czerwony tusz to...krew.
- Mogę go zobaczyć? - Podeszłam i spojrzałam jej przez ramię.
- To nie jest dobry pomysł.
- Nie utrudniajmy sobie pracy.
- Elisa...
Bez jej pozwolenia wyciągnęłam list, który był zabezpieczony plastikową folią. Był to arkusik płowego papieru w standardowym rozmiarze papeterii. Pismo schludne, czytelne. Czerwone.
Przeczytałam go szybko i zanim dotarłam do końca, zaczęło się we mnie gotować.
- Jak długo zamierzaliście to przede mną ukrywać?! - Spojrzałam wściekła to na Roberts, to na Flinta. - Dobrze wiecie jaką prowadzę teraz sprawę i nie mogę zostawiać Billa samego!
- Przestań dramatyzować - wtrącił Mark. - To dotyczy ciebie i twoja obecność może nam pomóc.
- W dupie mam to, co się dzieje w Londynie! - Rzuciłam list na kolana Dany. - Leję na waszego mordercę, bo ten, który jest w Los Angeles jest dla mnie priorytetem!
- Uspokój się.
- Nie mów mi Flint, co mam robić!
W pośpiechu zebrałam swoje rzeczy, założyłam płaszcz i opuściłam centrum operacyjne, trzaskając drzwiami.

Droga Szefowo,
wciąż słyszę, że Sprośny Kubuś wrócił. Ale się uśmiałem. To prawda? Jeśli tak, to mam nadzieję, że ty i twój zespół jesteście na właściwym tropie.
Proszę serdecznie pozdrowić Elisabeth O'Donell - ucieszyła się z tego, że jej wyrodna matka dostała odpowiednią karę? Nie miałem czasu by zadać jej więcej męki, ale jeszcze przyjdzie pora na inne zabawy. Teraz muszę się lepiej zająć tym marnym grajkiem, który chce się jej dobrać do majtek.
Szczerze oddany
(Nie)przyjaciel.
Mam nadzieję, że lubicie czerwony kolor.


7 komentarzy:

  1. Uwielbiam ci zawracać gitarę ;*
    A tak na poważnie.
    Ja czytam i przeskakuje linijki xD czytam to z priv i zapamiętuje i w chuj nie mogę przeczytać tego jeszcze raz bo mi się wszystko myli xD logika.
    no ale tak. O liście nic nie wiedziałam! Albo skleroza. Whatever. Ale, że krew?
    Misia, spróbuj wykastrować Billa to cie kopnę :-:
    Leć Eli z wiatrem! Wracaj do kochasia.
    (Bill nie był na dziwkach :( )
    DeBill musi być cały, Toma sobie pokrychaj! Ten rozpruwacz, to chuj z nim xd
    i leżę w łóżku i tule psa i przyszło mi do glowy, że Eli powininna na party przebrać się za kota.
    "-Bill....Mmmr...
    -Bierz mnie kociaku! "
    No więc no.
    mówiłam, że uwielbiam jak piszesz? I to co piszesz... moja Klaudia tak bardzo utalentowana <3
    znając życie za czymś następnym sobie poczekam a o dodaniu tego na bloga to Niee wspomnę...
    ale nevermind to od dzisiaj mój ulubiony odcinek.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytam od jakiegoś czasu lecz komentuję pierwszy raz. Piszesz świetnie, opowiadanie jest bardzo ciekawe. Słodko, że ten Bill tak za nią tęskni <3 Czekam na następny! :D

    OdpowiedzUsuń
  3. No kochana, postarałaś się! przez chwilę nie mogłam się połapać czytając 5 blogów na raz ale jakoś dałam radę. Jeremiah jest wredny! zasatnawiam się skąd on wie, że Elisa jest w Londynie? I coś czuję, że to on stoi za tymi zabójstwami jako Kuba Rozpruwacz. Świenie sobie poradziłaś z oba odcinkami. Czekam z wytchnieniem na kolejne :P I może podrzucisz mi znów trochę weny? :D Mi brak... Pozdrowienia :d

    OdpowiedzUsuń
  4. Wielowątkowość tego opowiadania bije mnie na łopatki, dosłownie. Czytałam rozdziały z zapartym tchem, ale dopiero dziś, gdy odetchnęłam pełną piersią po pogoni ostatnich miesięcy, jestem w stanie coś naskrobać i obiecuję, zajrzę tu częściej. Nie lubię Jeremiah, nie lubię Basi, nie lubię Lucasa; mam wrażenie, że on chcę zgarnąć Elisę dla siebie, dlatego wysłał ją podstępem do Londynu, żeby Jeremiah mógł bez problemu sprzątnąć Billa. No ale nie wiem. Wątek Kuby Rozpruwacza jest dobry i szczerze mam nadzieję, że jeszcze go długo pociągniesz. Zdziwił mnie list, ciekawe jak długo utrzymywali w tajemnicy fakt, że wiedzą o rozpruwaczu. Dziady jedne. Czekam na nowość, ściskam i życzę weny.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jezu Kuba Rozpruwacz... Ellie w Londynie, tajemniczy list... kobieto Kocham Cię!! Jak ty to wszystko wymyślasz tak doskonale. ? Koleżanka z góry ma rację, ja też myślę, że to sprawka tej trójki i to oni chcą zabić Billa... jeśli tkniesz Toma zabiję!!!
    Przepraszam za długą nieobecność w komentowaniu :p
    Pozdrawiam WikkiNikki "{{{

    OdpowiedzUsuń
  6. Napisałam komentarz, który się usunął i jestem wściekła, bo muszę pisać ponownie!
    Po pierwsze: To niesamowite, że mamy ze sobą coś wspólnego - to dla mnie nowość, zazwyczaj to ja jestem tą, która myśli, zachowuje się i postępuje inaczej, ale to nawet całkiem miłe uczucie ;)
    Po drugie: Przesadzasz z tą moją książką. Zawsze jak czytam to, co piszą inni myślę sobie: Kurczę, ale mam braki!
    A teraz część najbardziej Cię interesująca: 'Obiecałaś' - to słowo najbardziej mnie poruszyło. Ten dziewięcioliterowy wyraz zawiera tyle emocji, uczuć. Jest jasnym przekazem, którego Elisa nie dostrzega, krzykiem: 'Jesteś dla mnie ważna!', a może i nawet najważniejsza?...
    Ściskam i do przeczytania.
    P.S. Może i napisałabym Ci dłuższy komentarz, ale nic dzisiaj nie ogarniam łącznie z tym, że zamiast się uczyć na jutrzejszy sprawdzian zajmuję się Twoim blogiem (chociaż to czysta przyjemność porównawszy z moją znienawidzoną historią).

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten rozdział właściwie już czytałam po publikacji, ale oczywiście prawie go nie pamiętałam.
    Mam nadzieję, że Elisa rzuci ten Londyn w cholerę i wróci do LA, bo przecież Bill, ciota stulecia, zaraz będzie martwy x_x

    OdpowiedzUsuń