poniedziałek, 29 września 2014

Paragraf 22



Freiheit - A ty ciągle słodzisz i słodzisz. Doczekałaś się odcinka :)
Nivery - Cieszę się, że Ci się podoba i postanowiłaś dać znać, że czytasz. Tęskni, ale nie zapominajmy, że to jednak rozwiązły facet...
attentionTH - Staram się jak mogę, dlatego czasami te odcinki pojawiają się po dłuższych przerwach. Czytaj, powinno się wyjaśnić, a ja dalej idę pisać. No i gdybym mogła, to obdarowałabym Cię weną, ale mi samej jej brak ostatnio. Pisałam ten odcinek dwa tygodnie...
Snovi - Lubię jak coś się dzieje, jestem chaotyczną osobą, jeszcze się o tym przekonacie (albo to już wiecie). Nie rozumiem dlaczego wszyscy nie lubią Lucasa? Przecież ewidentnie chce jak najlepiej dla Ellie. Co do reszty, mogę się zgodzić. Nic nie zdradzam, wszystko się wyjaśni. Nie, wątek Kuby miał być krótki, bo jak wpadłabym w szczegóły, to Billa byśmy nie zobaczyły przez dłuuuugi czas, a przecież niektóre z Was na to najbardziej czekają. Również ściskam i mam nadzieję, że ta wena wróci.
WIKKI NIKKI - Ja wiem czy tak doskonale? Czasami stukam się w czoło po tym, jak czytam odcinek któryś raz na blogu, bo dopiero na nim widać coś co wolałabym uniknąć. Co wy się tak uwzięliście na nich? I nie masz za co przepraszać, sama mam braki...
unnecessary - Miałam to nie raz, więc domyślam się, że się wściekasz. Aaaaaa widzisz, nie jesteś jedyna ;) Po drugie - nie przeginaj! :D Owszem, to słowo też ruszyło moje serce, ale pamiętajmy, to tylko słowa. Skąd masz pewność, że są z głębi serca? Przecież Bill to dobry aktor. P.S. - Cieszę sie, że w ogóle coś od siebie napisałaś. Mam nadzieję, że sprawdzian poszedł dobrze ( kurczę, chcę do liceum znowu). Jak można nienawidzić historii? Przecież to po WOS-ie najlepszy przedmiot!






Niektóre kobiety są po to, by je wielbić, inne - żeby je bzykać. Problem mężczyzn polega na tym, że ciągle mylą pierwsze z drugimi.



- Zabiorę ci ten telefon, Bill - westchnąłem i schowałem go do kieszeni spodni. - Jeżeli nie odzywała się do ciebie tyle czasu, to daj sobie z nią spokój, dobrze ci radzę.
- Może masz rację.
- Kalifornijskie kobiety takie są, po trzech latach tutaj powinieneś już to wiedzieć. - Alex podał mi szklankę z drinkiem, którą przyjąłem bez wahania. - Każda z tych suk, które błądzą przy naszym stoliku ma na ciebie chrapkę - wskazał ręką na kobiety, które nas obserwowały.
- Nie chcę już bawić się w szybkie numerki.
- Upadłeś na głowę?! - Niemal zakrztusił się drinkiem, którego szklankę odłożył z hukiem na stolik. - W twojej sytuacji stały związek to obłuda. Jesteś liderem zespołu, laski na to lecą i każda marzy o wyuzdanym seksie z gwiazdą rocka - uniosłem jedną brew. - Odmówisz sobie cipek, bo O'Donell chce rozdawać karty? Daj spokój - machnął ręką i dopił swojego drinka, by zaraz machnąć ręką na kelnerkę. - Powinieneś się zabawić, kiedy ona woli "oswajać się z sytuacją" w Londynie.
Poczułem jak zbiera się we mnie rozgoryczenie, a alkohol zaczyna szumieć mi w głowie. - Dobry pomysł - mruknąłem w odpowiedzi.
Moje oczy przeniosły się do blondynki na parkiecie. Jej ciało idealnie współgrało z rytmem muzyki, krągłości kusiły jeszcze bardziej w świetle kolorowych lamp.
Odwróciła się, jej oczy znalazły moje. Bingo. Uśmiechnęła się z zadowoleniem i bez wahania ruszyła w moim kierunku, sprawnie prześlizgując się przez tłum.
Gdy obserwowałem jej ruchy, podjąłem decyzję. Nie czekałem aż do mnie przyjdzie, ruszyłem w jej kierunku i kiwnąłem głową na drzwi prowadzące do pokoi.
- Bill - blondynka zamruczała, gdy stanęła u mojego boku.
Nie przywitałem jej, ani nie dotknąłem. Wyszedłem na korytarz, wiedząc, że za mną pójdzie.
Zrobiła to.
Korytarz miał wiele zaułków, ale bardzo dobrze znałem jego rozkład.
Czerwone ściany, czerwona podłoga i światło, które nie dawało dużej mocy. Wiadomo było, co to za miejsce.
Poruszałem się szybko, czując jak starała się za mną nadążyć i po kilkunastu sekundach znaleźliśmy się na miejscu. Moje oczy natychmiast udały się do osoby odpowiedzialnej za to miejsce.
- Panie Kaulitz - mężczyzna podał mi klucz. Kiwnąłem mu głową, otworzyłem drzwi i wszedłem do małego pokoju.
Był jak każdy inny, urządzony na bogato. Meble były wygodne, leżanka pokryta miękką tkaniną.
Drzwi zamknęły się za mną i odwróciłem się do kobiety.
- Jestem Sissy - powiedziała niemal bez tchu.
- Co za idealnie śmieszne imię.
Przyjrzałem jej się dokładnie kiedy zamrugała w zdziwieniu, jak i w głupocie. Nie miała pojęcia czy byłem poważny, czy się z nią drażniłem. W tym maślanym spojrzeniu niebieskich oczu, rozszyfrowanie tego zajęłoby o wiele więcej czasu, niż zamierzałem z nią spędzić.
- Chodź tutaj - rozkazałem i ruszyła do przodu. Kiedy była kilka centymetrów ode mnie, stanęła na palcach.
- Zrobię wszystko co zechcesz. - A więc to fanka. Posłała mi nieco skuteczne, oczywiście wyćwiczone, pociągające spojrzenie. - Wszystko.
- Jeżeli masz zamiar robić wszystko, przestań mówić - posłałem jej wymowne spojrzenie. - W ogóle.
Zamrugała w zmieszaniu, które wypełniło jej twarz. Ruszyłem do przodu i w mniej niż sekundę, miałem ją w ramionach.
Moje usta pocierały jej szyję i odchyliłem jej głowę do tyłu, pociągając mocno za włosy. Syknęła cicho, ale nie protestowała, a ja wyczułem jej podniecenie.
Nie łagodziło to tęsknoty za pewną brunetką czy pulsowania w moich spodniach.
Jej ramiona zaczęły owijać się wokół moich i od razu uniosłem głowę, nie kryjąc złości.
- Nie dotykaj mnie - warknąłem. Spojrzała mi tylko w oczy, w których zobaczyłem niepewność zanim moje usta wróciły do jej szyi.
Niczym nastoletni gówniarz, zostawiałem na jej ciele malinki. Wiedziałem jak mogłem popłynąć z tą kobietą. Takie jak ona były bardzo przewidywalne. Dadzą się poniżyć za zabawę z kimś mojego pokroju.
Zakląłem pod nosem i odsunąłem się od niej tak szybko, że upadła na kolana, gdy ruszyłem do drzwi.
Nie mogłem.
To nie był ten subtelny zapach, który utrzymywał się na mojej pościeli, to nie był ten wzrok, który mógł wyczytać ze mnie więcej, niż bym chciał. Nawet nie umiała mi odpyskować, tylko dawała sobą pomiatać.
Od kiedy nie chciałem zabawić się z taką kobietą? Chętną i bez zahamowań.
- To wszystko? - Wyszeptała, a jej ręce wystrzeliły, by potrzymać mnie za biodra. Jej głowa przechyliła się do tyłu, oczy prosiły, a jej rozpaczliwa potrzeba seksu była wymalowana na twarzy.
Źle ją potraktowałem. Przecież to nasza fanka.
To Elisa i frustracja na nią, zrobiły ze mnie takiego dupka. Dlatego też mój ton głosu złagodniał, gdy zapytałem. - A co byś chciała?
Jej oczy śmignęły do moich spodni z powrotem do mnie.
- Wszystko co mi dasz.
Ściągnąłem swoją kurtkę i rzuciłem ją na fotel.
- Wstań i zdejmij sukienkę.
Od razu zrobiła, co jej kazałem, wrócę do domu znacznie później.


Samolot gładko wylądował na Los Angeles International Airport, ale to wcale nie oznaczało, że mogłam odetchnąć z ulgą.
Przez całe trzynaście godzin lotu plułam sobie w brodę, że wyleciałam do Londynu, dając się wciągnąć w pułapkę. Przecież Jeremiah tylko czekał na to, bym zostawiła Billa na dłużej. Nie sądziłam, że to on stoi za tymi morderstwami, a raczej ktoś, kogo wynajął.
W dodatku, zanim wsiadłam do samolotu, próbowałam się dodzwonić do kogokolwiek. Nie dostałam żadnej odpowiedzi. Ani od Lucasa, ani od Billa, Toma czy Q. Miałam tylko nadzieję, że nic się nie stało i kamień spadnie mi z serca.
Stwierdziłam, że nie mogę tak spokojnie jechać do swojego domu. Była niedziela i jeszcze przed piątą rano zajechałam pod dom Kaulitzów.
- Należy się siedemdziesiąt pięć dolarów - burknął taksówkarz, który przez całą drogę był naburmuszony.
- Ciężka noc? - Zapytałam grzebiąc w swojej torebce w poszukiwaniu portfela. - To niech pan sobie wyobrazi, że wracam z Londynu, z pracy, do kolejnej pracy i nie spałam jakieś 40 godzin - podałam mu studolarowy banknot. - Więcej wyrozumiałości do klientów życzę - otworzyłam drzwi, a klapa od bagażnika od razu się podniosła. - Reszta dla pana.
Zanim wysiadł, by pomóc mi z walizką, zdążyłam ją złapać i wejść na schody.
Paru agentów zdążyło mi kiwnąć głową na przywitanie, nie kryjąc zdziwienia moją obecnością. Pewnie wszyscy się spodziewali, że wrócę przynajmniej za miesiąc, a tu taka niespodzianka.
- Nie mówiłaś, że wracasz - drzwi frontowe się otworzyły i Lucas zabrał mój bagaż. - Wysłalibyśmy kogoś po ciebie.
- Dzwoniłam do was w drodze na lotnisko, ale nikt nie raczył odebrać - przetarłam oczy. - Musimy porozmawiać.
- Nie wiem czy to dobry moment - spojrzałam na niego zdziwiona. - W domu kręci się parę osób, znajomych - westchnął. - Przywieźliśmy ich do domu jakieś trzydzieści minut temu.
- Gdzie jest Kaulitz?
- Na tarasie.
- Przekaż mu, że jestem w jego sypialni, nie mam ochoty na imprezę - kiwnął głową i zniknął.
Nie marnowałam czasu i z myślą, że za moment mogę usnąć na stojąco, skierowałam się do pokoi na górze.
Pomijając upchnięte na fotelu ubrania, panował porządek. W powietrzu unosił się zapach jego perfum, a ja poczułam się jakbym wróciła na swoje miejsce. Opadłam na łóżko i przymknęłam oczy.  Taaak, byłam skazana na Los Angeles.

Była czwarta, kiedy wróciłem do domu. Nie sam.
Chyba ześwirowałem, że zgodziłem się na pobyt tych ludzi tutaj. Byłem już zmęczony by dalej imprezować. Pod tym względem LA było dla mnie zabójcze.
I kiedy już kończyłem kolejnego drinka, wśród agentów zauważyłem dezorientację. Częste przykładanie dłoni do słuchawki w uchu nie mogło wróżyć nic dobrego, zwłaszcza, że ich wzrok zaraz skupiał się na mnie.
A już tym bardziej zrobiło mi się gorąco, kiedy Lucas poprosił mnie na chwilę. Nie mogłem przecież zdradzać przerażenia przy znajomych, chociaż serce pędziło jak oszalałe.
- Dlaczego widzę po agentach, że coś jest nie tak, a ty tak na luzie mnie wołasz?
- Co za plotuchy - mruknął, a ja wcale nie byłem spokojniejszy. - Mała niespodzianka.
- Mała niespodzianka? Możesz to sprecyzować? - Zamrugałem szybko powiekami. - Mała to według ciebie bomba w domu, czy prezent w postaci breloczka?
Zbiłem go chyba z tropu, bo zmarszczył czoło i schował ręce do kieszeni spodni.
- Bomba byłaby problemem i nie lubię tego słowa, a breloczek czymś, co miałbym w dupie - cmoknął. - Mówiąc niespodzianka, miałem na myśli to, że Ellie wróciła.
- Gdzie ona jest?!
- W twojej sypialni.
Nie zadawałem więcej pytań, tylko minąłem go i jak najszybciej udałem się do swojego pokoju.
Elisa spała na moim łóżku na boku, a jej dłonie były schowane pod jej policzkiem. Miała na sobie luźne spodnie i bluzkę w pastelowym, niebieskim kolorze, który był niemal identyczny jak jej oczy.
Wyglądała na niewinną i uroczą, jaka czasami była, choć głównie podczas snu.
Podniosłem ją, ale się nie obudziła. Po prostu oparła swoją skroń o moje ramię, wtulając się w moją szyję. Bardziej przycisnąłem jej miękkie ciało, ciesząc się nią po prawie trzech tygodniach nieobecności. Zapełniała pustkę w moim życiu.
Ostrożnie odgarnąłem kołdrę i położyłem ją w łóżku. Szybko zrzuciłem z siebie koszulę i dołączyłem do niej. Musiałem ją czuć.
I zrobiłem to, o co chciałem już dawno, ale chuj wie co mnie blokowało. Przecież ona jest tym, czego szukam od dawna.
Nie zwlekając, moje ręce poszukały jej. Jena ręka na jej piersi, druga przesunęła się prosto do jej spodni. Usta przesunęły się na szyję, a moje zmysły zaczęły wariować na jej ciepło, smak i zapach.
Zakląłem pod nosem, kiedy moje palce pracowały, a ona przebudziła się z miękkim, niskim jękiem.
- Bill? - Jej głos był zaspany, słodki i był melodią dla moich uszu.
- Tak skarbie.
Wciągnęła głośno powietrze, jej ciało opadło i szarpnęła się by uciec. Spodziewałem się tego, więc przytrzymałem ją tam, gdzie była i kontynuowałem.
- Bill! - Przez warkot w jej głosie nie był przyjemny i wcześniej go nie słyszałem.
Dłoń z jej piersi przesunęła się do jej szczęki, obracając głowę i unosząc własną. Wziąłem jej usta w posiadanie, język wślizgnął się do tych wspaniałych ust, gdy palec znalazł się w jej wnętrzu.
Boże, była wspaniała.
Ku mojemu zaskoczeniu, cofnęła głowę z powrotem na poduszkę, by przerwać pocałunek.
Rzadko to robiła. Nawet bardzo. Zazwyczaj była bardzo chętna, wygłodniała tego połączenia.
Jej usta rozchyliły się, oczy rozszerzyły i przyglądałem się, jak rozświetlają się intensywnością, której jeszcze nigdy nie zobaczył.
- Ty...- zaczęła, a ja wycofałem palec, ale nie zaprzestałem pieszczot. Przestała mówić, jej twarz zmiękła, a wzrok stał się oszołomiony.
- Właśnie tak, skarbie - wyszeptałem i znowu pochwyciłem jej usta.
Usłyszałem jęk i jej ciało znowu się rozpłynęło. Moja ręka wróciła do jej piersi, odchylając miseczkę stanika. Palcami potarłem sutek, a jej głowa opadła.
Wiedziałem, że jest już moja, gdy zaczęła kołysać biodrami, ujeżdżając moją rękę. W moich spodniach robiło się nieprzyjemnie ciasno, a mój umysł wypełnił się obrazami, które chciałem urzeczywistnić z nią w roli głównej.
Zadyszała, jej ciało stwardniało, wsunąłem palce w jej wnętrze, pocierając głęboko podczas gdy kciuk pocierał jej guziczek. Jej biodra teraz poruszały się w rozpaczy. Podniosłem głowę by spojrzeć jej w twarz. Chciałem zobaczyć jak dochodziła.
Nie zawiodłem się.
Jej szyja wygięła się z wdziękiem, jej twarz wspaniale się zaczerwieniła, jej oczy powoli się zamknęły a usta rozchyliły w cichym jęku gdy jej gorące powłoki zamknęły moje palce głęboko w swym wnętrzu.
Boże, nie była tylko wspaniała. Była tak bardzo oszałamiająca, że przestałem oddychać, czując i przyglądając się jak dochodziła.
Kciukiem bardziej pchnąłem jej orgazm. Jej palce zacisnęły się na moim nadgarstku w proteście, a następnie uwięziły go gdy wciągnęła kolejny oddech i rozdarły ją dreszcze.
Zaprzestałem swoich ruchów, chwytając jej pierś jedną dłonią. Zadrżała raz, i znowu, aż uspokoiła się pozwalając swemu ciału oprzeć się o moje.
Trzymałem ją blisko przy sobie i wtuliłem twarz w jej włosy, czekając aż jej rozszalałe serce się uspokoi.
Puściłem jej pierś i otoczyłem brzuch, przyciskając ją bardziej. Uniosłem głowę i pocałowałam jakże wrażliwe miejsce pod jej uchem.
- Cieszę się, że wróciłaś. Jak się czujesz? - Nie ruszyła się ani nie odezwała. Podniosłem głowę by na nią spojrzeć. Miała zamknięte oczy. - Ellie, śpisz?
Kiedy się odezwała, nie otworzyła oczu, a jej głos był przytłaczająco cichy, jak i martwy.
- Mogę wyczuć zapach jej perfum na twojej skórze - moje ciało zesztywniało.
- Ellie...
- Zostałam zmuszona do grania twojej dziewczyny, zrezygnowałam ze swojego życia. Sprawiłeś, że mam słaby kontakt ze swoim przyjacielem i wszyscy w pracy mnie wyśmiewają. Poniżyłeś mnie publicznie. Dzisiaj straciłeś moje zaufanie.
- Elisa..
- Wygrałeś - szepnęła, a ja zmarszczyłem czoło. - Wygrałeś tytuł dziwkarza roku.
- Czy ty siebie słyszysz?! - Obróciłem ją na plecy i wsparłem się na łokciu by lepiej na nią spojrzeć. Otworzyła swoje oczy, a z nich wydobywała się pustka. Taka sama, jak wtedy, gdy leżała w szpitalu, po tym, jak widziała swojego męża.
- Mogę zostać zawieszona, bo uciekłam z Londynu do ciebie, nie śpię od czterdziestu godzin - zamknęła oczy w geście porażki, który w jej wykonaniu był jak faul. - A ja na prawdę zaczęłam ci ufać, Bill, chciałam spróbować.
- Kochanie, to tylko damskie perfumy...
- Błagam - przerwała mi. - Nie nazywaj mnie tak, nigdy więcej.
- Mam prawo zrobić sobie zdjęcie czy przytulić fankę.
- Wiem, że masz. Oczywiście, że masz - powiedziała totalnie wypompowana z uczuć. Bardzo mi się to nie podobało. - Masz prawo by zrobić cokolwiek.
Tak nie mogło być, musiałem ją jakoś przekonać.
Ręką delikatnie chwyciłem jej szczękę, a ona się skrzywiła i szarpnęła głową, jakbym ją uderzył. To zabolało.
- Porozmawiamy o tym jutro.
Skinęła głową.
- Masz coś przeciwko abym wróciła do spania?
- Nie musisz mnie o to pytać.
- To twoja sypialnia.
- Do której ty też masz prawo.
- W porządku - odwróciła się ode mnie. - Dobranoc.

Takiego upokorzenia nie chciałam przeżyć jeszcze raz. Nie mogłam do tego dopuścić.
Dlatego decyzję podjęłam zaraz po tym, jak w pokoju zapanowała cisza. To się skończy.
I jeszcze tego samego dnia wcieliłam ją w życie.
Ria była już w kuchni, kiedy zeszłam. Nie skomentowała nic, zaproponowała kawę. Musiała wyczuć co się stało i nie zadawała zbędnych pytań. Zastanawiałam się jak Burnell przyjmie mój pomysł i czy nie zostanę za to wydalona. Przecież wyłamałam się z planu.
- Ellie? - Kiedy spojrzałam na Lucasa, zaczynałam obawiać się jego reakcji. Chociaż nie powinnam, bo jego wzrok złagodniał. - Tak powinno być od początku, przepraszam.
- Za co?
- Za to, że wpakowałem cię w taką rolę - kiwnęłam mu tylko głową i wróciłam do wgapiania się w kubek z kawą.
- Jadłeś śniadanie? Ria zrobiła niesamowite gofry - wskazałam głową na talerz.
- Co ty możesz wiedzieć, skoro zjadłaś ledwo pół gofra? - Skrzyżowała ręce. - Odchudzasz się czy głodzisz? Bo przez te trzy tygodnie sporo zeszłaś z wagi.
- Nie bardzo miałam czas na normalne odżywianie się w Londynie.
- Bardzo gościnni ci brytole - mruknęła i nałożyła kolejną porcję ciasta na gofrownicę. - Nie lubię tego kraju. Wszyscy są zimni, ospali.
- Nie prawda, Alan jest cudowny - sprzeciwiłam się i oparłam skroń o ramię Lucasa, przymykając oczy. Nie spałam najlepiej.
- Tak, Alan jest wyjątkowy, ale twój strój nie.
Prychnęłam.
Co jej nie pasowało w białej, luźnej koszuli, grafitowych spodniach i czarnych lace - up'ach? Przecież to normalny strój do pracy, w której byłam.
Całkiem błogą ciszę przerwały śmiechy osób, ewidentnie zmierzających do kuchni.
- Oho, imprezowicze wstali - mruknęła brunetka i włączyła ekspres do kawy.
- No i ona myślała, że za laskę zorganizuję jej spotkanie z wami - Andreas... - Śmiać mi się chciało, to była taka totalnie głupiutka dziewczynka, ale w sumie...
Kiedy zarejestrowałam tłuczenie się szkła, automatycznie otworzyłam oczy. Szklanka wypadła Billowi, którego wyraz twarzy zmieniał się jak kameleon. Nie wiedziałam czy wybuchnie i zacznie krzyczeć, czy spanikuje i ucieknie. W tym całym losowaniu, na pewno nie znalazło się uczucie zadowolenia.
- Ellie... - przeniosłam wzrok z Billa na Andreasa, który był w lekkim szoku. - Od kiedy ty nosisz broń?
- Od kiedy pracuję w FBI - wyprostowałam się i dokończyłam swoją kawę.
- Dlaczego dowiaduję się o zmianie w taki sposób? - Zapytał Bill, ściskając nasadę nosa. - Wzięłaś pod uwagę to, co się będzie teraz działo? - Odstawiłam kubek do zlewu, nie zaszczycając go spojrzeniem. - Ręczę za swoich przyjaciół, że nie powiedzą kim jesteś, więc kurwa ściągnij broń i nie odwalaj takich numerów.
- Nie ty ustalasz warunki - syknęłam, kiedy złapał mnie mocno za nadgarstek i przyciągnął do siebie. Burnell już wstał. - Lucas, zostaw, poradzę sobie.
- Nie pozwolę na żadną burzę w mediach, bo ty masz taki kaprys - uśmiechnęłam się do niego perfidnie i pogłaskałam go po policzku, który drażnił moją skórę kilkudniowym zarostem, by po chwili wplątać palce w jego włosy. - Ell...
Przyciągnęłam jego twarz do swojej, by językiem rozdzielić jego spierzchnięte wargi i utonąć w tym. Smakował miętą i papierosami, jak zwykle rano. I mogłabym tak trwać i trwać, gdyby nie zaistniały fakt i poczucie klęski, która nie opuści mnie szybko. - Ja nie, ale niejaka Sissy, której udało się strzelić fotkę z waszej schadzki - puścił moją rękę, a ja się odsunęłam. - A teraz idę na obchód, gdyby coś się działo, to dzwoń.

5 komentarzy:

  1. kaulitz! one serio polazł z tą faneczką. kretyn. ale widzę, ze mi wynagradzasz xDsłodka pobudka. idiota się nie wykąpał!? kurwa mać! oni mają być razem !on ma dostarczać jej orgazmów, być jej przyacielem, kochankime, męzyem ojcem jej dzieci! , ma powodować uśmiech na jej twarzy i łzy podczas wyjątkowo silnego orgazmu, ma ją wspierać kochać i czcic !

    aż sie wzięłam i zaplułąm przy czytaniu! dawaj szybko nexta! Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
  2. No kurwa mać. Pierdolony Kaulitz.

    OdpowiedzUsuń
  3. No nie wierzę, że on poszedł do łóżka z tą fanką! Co za kretyn! Ciekawe co to teraz będzie... Czekam na następny <3

    OdpowiedzUsuń
  4. no to się porobiło .. tia słabość i pierniczona ochota jego .. no to peszek

    OdpowiedzUsuń
  5. Zanim doczytałam wątek do końca, zastanawiałam się: przeleci tą Sissy, czy nie przeleci? I już się ucieszyłam, jak ją odsunął, bo pomyślał o Elisie, no ale czego ja sie spodziewałam, to tylko wyposzczony facet... No i ma za swoje, może następnym razem pomyśli zanim wypuści billacondę ze spodni.
    A Elisa musi czuć sie okropnie.... W sumie to nie wiem, czy na jej miejscu chciałabym mieć z nim jeszcze coś wspólnego, poza ochroną jego życia... Zrobił jej świństwo...

    OdpowiedzUsuń