środa, 29 października 2014

Paragraf 25



Engel DerNacht - No szkoda, że nie widziałam, zawsze to jakaś nagroda dla mnie :). Nie oddam go, jest mój! Tak, do tego dążyłam, żeby w końcu nie wytrzymali tego ciśnienia i zerwali z siebie ubrania! Ale skutki tego wyszły raczej katastrofalne - właśnie przez miejsce, czas i zachowanie samego Kaulitza. Sama nie wiem, co bym zrobiła, gdybym została tak potraktowana. Czy się ułoży? Na razie nie mam tego w planach, ale kobieta zmienną jest, może mi się odwidzi. Z GGAG? Może trochę xD, patrz, ściągnęli ode mnie! I mam nadzieję, że już wyzdrowiałaś, bo ja dalej męczę się z katarem i skończyłam brać antybiotyki ;x. Nie wróciłam szybko, bo praca, studia itd, itp, ale na pewno Was nie zostawiam.
Freiheit - Zdarza się i tak, ja mam to często :D Powiedziałam, że będzie party, ale nie powiedziałam jaki będzie tego skutek. Ona ma się jego bać? Nie jego będzie się bała, wierz mi, ma przechlapane. Muszę się uczyć i pogodzić wszystko, staram się. Dzisiaj zmusiłam się żeby to dokończyć, zamiast iść grać. Może będę miała więcej Toma w planach? A ja Alana kocham i będzie cacy. No i wszyscy poszli się jebać i wszystko w pizdu! Ty lepiej poprawiaj oceny! :D
Nivery - No przestań, nie mów, że się popłakałaś! Ja często śmieję się z tego co napisałam, ale cieszę się, że Ci się spodobało. Staram się pisać dłuższe, ale nie zawsze wychodzi. Tydzień? W sumie to nie pilnuję tego, kiedy coś dodaję, bo piszę jak mam czas i chęci, a ostatnio ich zabrakło. A masz ten rozdział! :D
Ka. - Kochana! Twój komentarz najbardziej podbił moje serce! Nie spodziewałam się tyle jadu na Kaulitza. "Zjebane serduszko", no cacy, hahaha. Och, przepraszam i mam nadzieję, że jednak zjadłaś. Dzisiaj nie musisz się obawiać.
unnecessary - Ja historii mam teraz nadmiar, to jeden z moich przedmiotów na kierunku. Może tak, lubię słuchać i niekoniecznie zdradzać dużo o sobie. I patrz, jednak ze mną rozmawiasz, czyli potrafisz! A ja nie przestrzegam reguł, bo jak zawsze mawiam - najebana ale dama. W sumie to byłoby mi miło, gdybyś do mnie napisała na fb i myślę, że wtedy lepiej rozwiążemy tą sprawę. Ty przerażona? Ja cztery dni temu skończyłam dwadzieścia lat, to mnie przeraziło. Tak, lubię mieszać w życiu, jak każda babka. I powiem Ci, że Twoje wnioski są jak najbardziej trafne i żadna z czytelniczek nie ujęła tego lepiej. Jestem pod wrażeniem. I czekam na kontakt.
attention TH - No dzieje się, dzieje. Nie chcę Was zanudzać. To całe "zakochanie" ma swoje skutki, bo komuś zaszkodzi w karierze. Wcale nie jak burza! Nie było mnie 3 tygodnie! Obiecuję, że zaraz zacznę do Was zaglądać na blogi, bo miałam za dużo na głowie by zajmować się komentowaniem.
Sadness - Ależ nie masz za co przepraszać, sama często tak zaczynam. Nie, Kaulitz nie jest normalny, czy jako fikcyjny bohater, czy jako prawdziwa osoba. Wszyscy o tym wiedzą, a ja nie robię z niego ideału. Dlaczego od razu zabijać? Za dużo papierkowej roboty by potem Ellie miała ( i w sumie broni też nie miała). Może naprawi swój błąd. Trzymajcie kciuki. Cieszę się, że zajrzałaś i zostawiłaś po sobie ślad.
Quercia - Dziękuję :)

Przepraszam za tak długą przerwę - praca, studia, chorowanie itd. Doba jest za krótka.



I ściągasz bieliznę
I wciągasz bieliznę
On z łóżka cię strząsa jak z peta popiół
I cichnie
- Musimy wstawać.
Delikatny dotyk na plecach, sprawił, że zacisnęłam mocniej powieki.
Był już ranek, a chowanie się pod kołdrą nie sprawiło, że zapomniałam o nocy. Tak jakby ta cała sytuacja była błędnym kołem, z którego nie miałam szansy uciec.
- Ellie, za dwie godziny masz komisję.
- Nie chcę tam iść - szepnęłam, mając nadzieję, że mnie zostawi. - Jestem dziwką.
- Przestań tak mówić!
Kiedy Alan zerwał ze mnie kołdrę, zwinęłam się w ciaśniejszy kłębek. Nie chciałam wstawać, nie miałam po co. Moja godność leżała na podłodze w Madhouse, gdzie każdy ją podeptał i opluł.

I rano, jak wyjdziesz on przepije drinem twą cipkę
Wyjdziesz na dziwkę
I w domu, zgrywając świeżynkę
Siądziesz przy hymnie dla straconych istnień*

- W tej chwili masz wstać, ogarnąć się w łazience i zejść na śniadanie - podniosłam głowę, by w całej okazałości zobaczyć Cavilla.
Stał z założonymi rękami i gdyby oczy nie zdradziły tego, że się martwi, mogłabym powiedzieć, że jest śmiertelnie poważny.
Westchnęłam głośno i nie przejmując się tym, że sukienka, którą miałam wieczorem jest totalnie wygnieciona, że wyglądam jak dziwka, która zasnęła w ubraniach do pracy.
W drodze do łazienki, zrzuciłam z siebie ubranie i kopnęłam je w kąt pokoju, a zaraz po niej, wylądowała moja bielizna. Przy najbliższej okazji będę musiała to spalić, byleby nie wracać do tego, co było.
Nawet moje odbicie w lustrze, sprawiało, że czułam się jeszcze gorzej. Rozmazana, czerwona szminka, tusz, który oznaczył ślady łez, przekrwione oczy.
Tak, to była ta noc, w którą dałam upust wszystkim emocjom.
Wiedziałam, że prędzej czy później te wszystkie sprawy odbiją się na mnie, ale nie sądziłam, że stracę przez to całą noc i część poranka.
Wszystkie czynności wykonywałam mechanicznie. Odkręć kurek z wodą, wejdź pod prysznic, umyj włosy, umyj ciało, wytrzyj się ręcznikiem, nakremuj twarz, umyj zęby. Miałam już pustkę w głowie i wiedziałam, że nie zabłysnę na komisji.
Ubrana już w czarną koszulę, spodnie i żakiet, wysuszyłam włosy i zebrałam je w koka. Alan zdążył się wyszykować wcześniej i malowanie zostawiłam jemu.
Nawet nie zdajecie sobie sprawy z tego, ile musiałam się namęczyć przy tym, a by on mógł zamaskować na mojej twarzy wszystkie zmartwienia, łzy i cholernie złe samopoczucie. Z resztą...jakby to było w ogóle możliwe.
Korektory, biała kredka, jasne cienie...to i tak nie bardzo mi pomogło, bo to, co czułam, wymalowało się na mojej twarzy, jakby było wytatuowane.
- W kuchni jest kawa i bajgle.
- Nie przełknę nic - poprawiłam broń i schowałam do torebki odznakę.
- Musisz coś zjeść.
Ten ton głosu nie znosił sprzeciwu. Przez chwilę mierzyliśmy się spojrzeniami, aż odpuściłam i zabierając swoją torbę, poszłam do kuchni.
Owszem, kawą pachniało już w salonie i czekała na mnie w dzbanku, a bajgle z serkiem i pomidorem wyglądały apetycznie, ale nie czułam się na siłach by to zjeść. Kawa jakoś przeszła mi przez gardło, ale bułka niekoniecznie. Już po pierwszym kęsie miałam ochotę ją zwrócić.
- Lucas napisał, że masz podjechać do bliźniaków po komisji - odłożył telefon i zajął się swoją porcją. - Napisałem, że to nie jest dobry pomysł.
- Dlaczego on w ogóle pisze do ciebie, zamiast do mnie?
- Mnie się pytasz?
- Nie ważne - schowałam talerz z jedzeniem do lodówki, a kubek po kawie do zmywarki. - Jedźmy już, nie chcę się spóźnić.
Chciałam mieć to za sobą i Los Angeles chyba też, bo praktycznie nie trafiliśmy na żadne korki. Nawet szybko zostawiliśmy samochód na parkingu dla interesantów jednostki, co zawsze graniczyło z cudem.
Wszystkim których mijałam, a których znałam, odpowiadałam na powitanie kiwnięciem głowy. Mogłabym przysiąc, że niemal wwiercali we mnie zaciekawione spojrzenia i nie kryli się z gapieniem, a potem plotkowaniem na mój temat. Brzydziłam się takim zachowaniem, jak sobą.
Ile jeszcze musiałam znieść żeby powiedzieć: "tak, jestem szczęśliwa"? Ile razy miałam jeszcze zbłądzić, żeby dojść do czegoś, co da mi radość życia?
Czy ta praca mnie wypala? Jeszcze jakiś czas temu nie widziałam innej możliwości, przecież kochałam to, co robiłam. Pościgi, strzelanie, ciągłe zastrzyki adrenaliny.
A teraz stałam przed ławą, trzymając jedną rękę w górze, a drugą na Biblii, jakby jej przesłanie miało mi pomóc przetrwać.
- Przysięgam mówić prawdę, całą prawdę i tylko prawdę...- spojrzałam na swoją lewą rękę, która spoczywała na księdze. - Tak mi dopomóż Bóg.
Lekceważące spojrzenie pani psycholog wcale nie ułatwiało mi sprawy. Kobieta, która gardziła wszystkimi naokoło wcale nie była dobrym znakiem dla mnie.
Zabrano Biblię i pozwolono mi usiąść.
- Czy wie pani dlaczego została zwołana komisja? - Jako pierwszy zabrał głos szef główny FBI. Kiwnęłam twierdząco głową. - Przysięgała pani wykonywać powierzone zadania, pilnie przestrzegać prawa, przestrzegać dyscypliny służbowej...
- Wykonywać rozkazy i polecenia przełożonych. Ślubowałam również strzec tajemnic związanych ze służbą, honoru, godności i dobrego imienia służby oraz przestrzegać zasad etyki zawodowej - dokończyłam za niego. - Przysięgę znam na pamięć i do końca życia jej nie zapomnę panie Mueller.
- Najwyraźniej sporo pani umknęło, pani O'Donell - wtrąciła psycholog. - Czy wykorzystywanie świadka, a zarazem ofiary nie jest łamaniem przysięgi?
- Jakie wykorzystywanie?! - Przesunęłam wzrokiem po wszystkich zebranych. - Z tego co mi wiadomo, komisja miała się zebrać w sprawie mojego wyjazdu z Londynu, bez zgody przełożonego, więc skąd ten przeskok na rzekome wykorzystywanie świadka?
- Dzięki raportowi, który pani dostarczyła oraz sprostowań z Londynu, potraktowaliśmy to jako słuszny powrót, na który zgoda powinna zostać bezzwłocznie dana.
- Nie zostałam poinformowana o zmianie oskarżenia, a co za tym idzie, nie mam pojęcia co znajduje się w protokole, więc jak mam cokolwiek wytłumaczyć?
- Ma pani coś do ukrycia? - Zapytała rudowłosa, a we mnie aż się gotowało.
- Nie mam.
- W takim razie bardzo proszę o udzielenie kilku odpowiedzi.
A może mam?
 
*

 Racjonalność budziła strach w oczach innych. Kochałem swoją perfekcyjność, uporządkowanie. W każdej sytuacji miałem gotową odpowiedź na każde pytanie.
Wystarczył alkohol, trochę prochów, bym przekreślił wszystkie zasady postępowania. Po wytrzeźwieniu czy zejściu, nie żałowałem niczego, a styl życia zmienił się diametralnie. Czy aby na pewno dobrze robiłem?
Przecież nikt nie zabroni mi spontaniczności, ale granice rozsądku powinny być zachowane.
Dopiero jej osoba pomogła mi otworzyć oczy. I to dzięki niej chciałem być lepszy. Tylko czy czułem się tak, skoro ją zraniłem? Wykorzystałem na zapleczu klubu i zostawiłem, jak każdą kobietę.
W stanie zawieszenia byłem odkąd wróciliśmy do domu. Brak snu dawał się we znaki, bo cholerne wyrzuty sumienia dawały mi tylko płytki sen, który przerywało nawet pieprzone zapalanie się reflektorów na terenie domu.
Kolejna kawa, kolejny papieros.
Nawet Lucas był dzisiaj myślami gdzie indziej. Siedział na wprost mnie, przy ogrodowym stoliku, trzymając w rękach gazetę. Nie umknęło nikomu to, że czytał ten sam artykuł od godziny, przerywając to na papierosa. Telefony milczały, krótkofalówki też.
- Czy ona wróci do pracy?
Zdobyłem się na to by w końcu zadać mu pytanie, które dręczyło mnie już od kilku godzin. Tylko sam nie wiedziałem czy próbowałbym walczyć, czy pozwolił jej pracować nad sprawą w spokoju.
Burnell nawet na mnie nie spojrzał i odpalił papierosa.
- Dobre pytanie - wypuścił z ust dym. - To zależy od komisji.
- Przecież dopiero co miała egzaminy i wszystko było w porządku.
- Wydawało mi się, że jesteś bardziej ogarnięty - spojrzał na mnie pierwszy raz odkąd dosiadł się do stolika. - Można powiedzieć, że byliście ze sobą najbliżej, a to co wie każdy, powinieneś wiedzieć jako drugi...albo pierwszy.
- Jakbyś nie zauważył, ostatnio kontakty nam się ochłodziły.
- Jestem bardzo dobrym obserwatorem, Kaulitz. - Przez chwilę mierzyliśmy się spojrzeniami. - Dlatego tak szybko awansowałem.
- Może to było po prostu szczęście.
- Szczęście?! Nie powiedziałbym. - Odrzucił gazetę na bok. - Odkąd przejęliśmy sprawę, jej pewność siebie spadła. To jest typ, który chce uratować cały świat, sprowadzać ludzi na dobrą drogę. Czy tak nie było między wami? Nie próbowała wyciągnąć cię z ćpania? Nie tłumaczyła ci, że porwanie Bian to nie twoja wina? Ona staje na rzęsach żeby Jeremiah cię nie dorwał, chociaż ty tego nie widzisz. W sumie to nie widzisz niczego poza czubkiem swojego nosa. - Zacisnąłem dłonie w pięści. Nie jest łatwo słuchać krytyki, zwłaszcza teraz. - Chciałbym żebyś jej się odwidział, żeby zobaczyła jaki jesteś naprawdę. Nie rozumiem tego, co ona widzi w tobie, że łamie przysięgę policyjną, by pilnować twojej gównianej osoby.
-Nie...
- Wiesz gdzie ona teraz jest?! - Przerwał mi. - Na komisji dyscyplinarnej, bo wróciła do Los Angeles bez zgody przełożonego. Mogą to uznać za dezercję i jej kariera w jakichkolwiek służbach będzie niemożliwa. Dzięki tobie.

-Lucas, Elisa z Alanem są na terenie posesji. Nie wygląda to najlepiej.

*
  
- Według raportu, jaki dostaliśmy, dopuściła się pani do seksualnego wykorzystywania świadka. Wie pani, że karalne jest doprowadzenie do obcowania płciowego za pomocą przemocy, groźby bezprawnej lub podstępu?
- Chce mi pani powiedzieć, że mój świadek jest ofiarą przemocy na tle seksualnym?!
- Chcę powiedzieć, że wygląda to na wykorzystywanie swojej pozycji w tym celu.
- To jest kpina! - Podniosłam głos, chociaż to wcale mi nie pomagało. - Na jakiej podstawie to zostało stwierdzone? Poprzez artykuły w gazetach? Przez wątpliwy raport, do którego nie miałam wglądu? - Oparłam czoło o dłoń. - Przecież mój rzekomy związek z panem Kaulitzem był tylko przykrywką. Przykrywką, której już nie praktykujemy.
- Zadam proste pytanie, na które wystarczy odpowiedzieć tak lub nie. - Podniosłam głowę na panią psycholog, żeby nie stwierdziła, że coś ukrywam. - Czy obcowała pani ze świadkiem, Billem Kaulitzem?
I co miałam odpowiedzieć? Skłamać? Zacząć płakać, że to nie jest tak, jak wygląda? Że to ja zostałam uwiedziona i wykorzystana? Przecież to zabrzmi dla nich śmiesznie, stwierdzą, że nie nadaję się już na agenta, skoro dałam się tak otumanić.
- Tak.
- Wydaje mi się, że to wszystko, co chcieliśmy usłyszeć i możemy przystąpić do narady.
- A może pani O'Donell ma jeszcze coś do powiedzenia? - Wtrącił mój szef, patrząc na mnie wyczekująco. Dawał mi szansę na wytłumaczenie się z tego? Czy chciał żebym bardziej się pogrążyła? - Śmiało - zachęcił mnie.
- Każdemu zdarza się popełnić błąd. Tym bardziej jeżeli chodzi o kontakty damsko-męskie. Śmiem nawet stwierdzić, że to ja zostałam wykorzystana i padłam ofiarą uroku mężczyzny, który jest w stanie dotrzeć do każdej kobiety. Nie miał nikt z państwa takiej sytuacji? - Spojrzałam na każdego z osobna.
- To nie pogawędka przy kawie - psycholog chyba miała dość tej rozmowy.
- Chciałam jeszcze dodać - nie zwróciłam uwagi na jej wypowiedź, co ona skwitowała tylko westchnięciem. - Że do tego, jak pani ujęła, przestępstwa, doszło wtedy, kiedy nie byłam na służbie i skłoniłabym się do terminu "obcowania za obupólną zgodą". Co idzie za tym, że nie dopuściłam się przestępstwa na tle seksualnym i nie wykorzystałam do tego swojej pozycji.
- To wszystko?
- Tak, to tyle z mojej strony.
- Wynik zostanie ogłoszony po naradzie, ogłaszam dwadzieścia minut przerwy.

 *
- Jesteś pewna, że chcesz tam wejść? Mogę zawrócić i zadzwonię do Lucasa by go poinformować.
Staliśmy przecznicę od domu Kaulitzów, a ja zastanawiałam się czy w ogóle dobrze robię, pokazując się tam. Teoretycznie nie powinnam się pokazywać, dla własnego dobra. A może dla dobra kolejnej komisji?


- Dyskusja na pani temat była zacięta, a decyzje były podzielone. Jedynym werdyktem, który miał zgodę większości, jest zawieszenie pani w obowiązkach na czas nieokreślony. Proszę zdać broń i odznakę.
- Chciałem zadeklarować - wtrącił się mój szef. - Że zamierzam odwołać się od tej decyzji.
Wyciągnęłam broń z kabury i zdjęłam odznakę, by położyć ją na stół.
- A druga? - Psycholog wskazała na pistolet, którego nie odłożyłam.
- To moja, mam pozwolenie.
- Jeszcze dzisiaj napiszę podanie w sprawie badań psychologicznych.
- Nie sądzę, że to będzie konieczne. - W mojej obronie stanął naczelnik działu, do którego byłam przypisana. - Badania wyszły bardzo dobrze i były robione niedawno. Nie ma żadnych zastrzeżeń.
- Podważa pan mój autorytet?
- Raczej odnoszę wrażenie, że kieruje panią niechęć do pani O'Donell, dlatego podpiszę się pod podaniem odwołującym się od decyzji.


- Tak, muszę porozmawiać z Lucasem.
- Czemu mam wrażenie, że zamierzasz prowadzić śledztwo na własną rękę?
- Być może tak będzie, jedź już.
Kiedy zobaczył nas jeden ze strażników, natychmiast otworzono bramę. Myślałam, że będą z tym jakieś problemy. Najwyraźniej decyzja komisji nie została jeszcze przekazana.
Alan zatrzymał auto zaraz pod drzwiami wejściowymi, przed którymi czekał już Lucas.
Otworzył mi drzwi i pomógł wysiąść.
- Nie mów mi tylko...
- Zmienili oskarżenie - spuściłam głowę. - Ktoś napisał raport o tym, że dopuściłam się seksualnego wykorzystywania świadka.
- Chcesz mi powiedzieć, że ktoś od nas donosi?
- Tak i jeszcze dzisiaj będę miała do niego wgląd...ty też.
- Przecież nie mogą zmienić oskarżenia w ciągu godziny i nie dać ci wglądu do zeznań czy dowodów!
- Stwierdzili, że skoro nie mam nic do ukrycia, to nie muszą - położyłam mu dłoń na ramieniu. - Lucas...zostałam zawieszona, oficjalnie nie mam wglądu do sprawy, nie wiem nawet czy mogę się tu pokazywać...
- Kurwa mać! - Odsunął się ode mnie i rzucił krótkofalówką o ziemię. Jakby to ona była winna temu wszystkiemu, a jej roztrzaskane części miały być karą. - Nie mogą tego zrobić!
- Lucas - złapałam jego twarz i zmusiłam by na mnie spojrzał. Jego ciało trzęsło się z nerwów, a klatka piersiowa unosiła się i opadała w zaskakująco szybkim tempie. - Proszę cię, uspokój się - pogłaskałam go kciukiem po policzku. - No już, oddychaj.
- Ellie, wiesz, że teraz zrobi się źle...
- To moja wina.
- Nie, to jego wina.
- Moja, pozwoliłam mu na to - odsunęłam się od niego o krok. - Obiecaj mi, że nie zrobisz nic głupiego - schowałam ręce do kieszeni. - Chociaż ty.
- Nic takiego ci nie obiecam, nie po tym co się dzieje przez niego.
- Postaram się wam jakoś pomóc, dlatego proszę cię abyś zdawał mi relacje z tego, co się dzieje - kiwnął twierdząco głową.
Sięgnęłam do kieszeni swojej marynarki i wyciągnęłam z niej kopertę.
Nie miałam wątpliwości, że Bill podgląda nas przez okno. Nawet firanka nie była w stanie go osłonić przed moim okiem. I właściwie to dzięki mojemu przekonaniu iż nie pojawi się przede mną, zadecydowałam, że tu przyjadę. Bał się konfrontacji ze mną i nie miałam żadnych złudzeń, co do tego, że chociaż zejdzie mnie przeprosić. To nie ten typ faceta.
- Co to jest?
- List, który powinien trafić do niego - wskazałam głowo na okno, w którym stał, ale zniknął zaraz po tym, jak Lucas tam spojrzał. - Przekaż mu to, bardzo cię proszę.
Wsiadłam do samochodu, ale brunet przytrzymał drzwi.
- Będziemy w kontakcie, uważaj na siebie.
- A ty na siebie, w końcu to ja byłam tarczą - uśmiechnęłam się delikatnie, a on zamknął drzwi od samochodu.
Zapięłam pas bezpieczeństwa i wygodniej rozsiadłam się na fotelu.
- I co zamierzasz teraz robić?
- To się okaże - Alan odpalił silnik akurat w tym momencie, kiedy Bill wyszedł z domu. - Nie zatrzymuj się i jedź.
- Jak sobie życzysz.
*

- Co się dzieje? - Zapytałem Lucasa, kiedy po obecności Elisy zostały tylko ślady opon i kurz po gwałtownym ruszeniu auta. - Lucas?
- Nie chce mieć z tobą do czynienia jeżeli to nie jest konieczne - wcisnął mi w ręce białą kopertę. - Coś dla ciebie. O ile się nie mylę to list od Bian, który miała przekazać ci na ostatnim spotkaniu - zebrał roztrzaskane części krótkofalówki z ziemi. - Mam nadzieję, że zeżrą cię wyrzuty sumienia.

"Drogi Billu,

W sumie to nie wiem po co do Ciebie piszę zamiast Ci o tym powiedzieć. Może to strach przed Twoją reakcją? A może to dlatego, że listy czasami mówią więcej niż słowa? Nie wiem, w każdym razie czułam, że powinnam Ci wyjaśnić całą sytuację jaka miała miejsce kilka lat temu.
Pamiętasz ten dzień, w którym bardzo się pokłóciliśmy, a nawet poszarpaliśmy? Zamknęłam się wtedy w pokoju, wmawiając wszystkim, że się czymś zatrułam. To nie było to.
Od kilku dni wymiotowałam, źle się czułam. Byłam pewna, że to było spowodowane zejściem, bo przecież lekkich dragów nie brałam...chyba wiesz o czym piszę...
Tak, byłam w ciąży z Tobą.
Gdybym skończyła z ćpaniem, piciem i takim trybem życia, nasze dziecko miałoby 4 latka.
Wylądowałam w szpitalu gdy było już po wszystkim. Tak po prostu poinformowali mnie, że poroniłam, a ja poczułam się nikim.
Musiałam wyjechać z ojcem do Stanów, stanąć na nogi, zerwać z tym wszystkim. I udało mi się.
Terapie poszły zgodnie z planem, skończyłam szkołę, ukończyłam świetne kursy, poznałam Adama...w moim życiu zaczęło układać się jak w bajce. Ale wiadomo, że wszystko co dobre kiedyś się kończy...a może i nie? Może to była kara za to co zrobiłam?
Nie chcę żebyś się obwiniał za cokolwiek, bo nie taki cel ma ten list. Mam po prostu nadzieję, że inaczej spojrzysz na swoje życie, na to co robisz, bo może dostrzeżesz, że błądzisz i uda Ci się naprawić to.
Możesz rozpamiętywać i ubolewać w nieskończoność, ale nie cofniesz czasu. Jedynie na co masz wpływ, to przyszłość.
Żyj tak, jak zawsze tego chciałeś, a nie tak, jak mówią i oczekują od Ciebie inni, bo i ja teraz robię to samo.
Wiesz, mówią, że kiedy pożegnasz się z osobą, którą byłeś kiedyś, odkryjesz osobę, którą jesteś dziś i osobę, którą chcesz się stać. To się sprawdza.
I mam nadzieję, że kiedy spotkamy się następnym razem, powiemy sobie, że znaleźliśmy tą drogę, która daje nam szczęście i oboje będziemy z tego dumni.
Bian."


*Sarius "Delirium" - zmieniłam trochę tekst na potrzeby odcinka.

7 komentarzy:

  1. No mówiłam, że potraktował ją jak dziwkę i jeszcze biedna dziewczyna sobie wmówiła, że nią jest... w dodatku się jej przyczepili. Wykorzystała go seksualnie!? I to wbrew jego woli? WTF. Ktoś po prostu bardzo nie lubi Elisy i chce się jej pozbyć. Bo, żeby uwierzyć w takie brednie... -.- No na Boga. Yhh...
    Jakoś szybko ten odcinek mi minął, nie wiem czemu xd Bill nadal mnie.... wyprowadza z równowagi.. :)) Delikatnie to ujmując. I nie chcę, żeby zginął tylko dlatego, że Tom będzie po nim płakał!
    Czekam na ciąg dalszy z nadzieja, że ta cała sytuacja się jakoś naprostuje... choć zapewne skomplikujesz ją jeszcze bardziej xD
    Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Udało Ci się <3
    Dzielna dziewczynka.
    Cóż...w sumie ja się cieszę, że ją zawiesili. Łotewa xd
    Alan jeeeezu zabierzcie go, oki?
    Jeżeli chodzi o to z Kaulitzem i takie tam, to mógł ruszyć tą dupę i zejść do niej kiedy przyjechała. Co to za facet...
    Tchórz jeden, ja idk czemu ale jestem zdania, że on powinien się jebutnąć w łeb tak, że mu się oranżada z komunii przypomni. Jak ją kurde kocha, KOCHA to niech jej to powie i srutututu
    Teraz pewnie będą znowu, dziwki i chlanie czy coś w ten deseń.
    Cóż...więceeeeej Tooooomaaaaa.
    Nawet, niech zacznie wspierać Ellie i niech ją pcha w ramiona Wypłosza.
    Jeju nadal przeżywam, że wziął ją jak dziwkę...
    No to eh zgubiłam wątek i w sumie jak sobie coś przypomnę to dopiszę.
    Kosiam Cię Klaudynka, weny, zdrowia i tam pilnie chódź na te wykłady czy coś. <3

    OdpowiedzUsuń
  3. O mamusiu biedna Elisa... Oby w miarę szybko przywrócili ją do służby. Albo, żeby Bill w tym czasie wszystko sobie z nią wyjaśnił :D Przez chwilę przyszło mi do głowy, że to kabluje Ria :P Ale mam nadzieję, że nie bo póki co wydaje się być ok. Kocham to opowiadanie... Czekam na następny rozdział z niecierpliwością!!! <3

    OdpowiedzUsuń
  4. No to się dzieję. mój problem polega na tym, że nawet nie wiem co napisać. nie podoba mi się to, że zmienili jej oskarżenia i tak samo nie podoba mi się, to, że została zawieszona, ale prawa natury...
    Jestem ciekawa tylko kto podkablował biedną Elisę?
    Mam nadzieję, że wszystkiego dowiem sie w kolejnym odcinku :D
    Pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń
  5. No stęskniłam się już za Twoim niegrzecznym, zepsutym Billem xD Chociaż w tym odcinku, akurat nie jest niegrzeczny :D Ale od początku.
    Ale, że jak nie masz w planach tego, że się ułoży?! Ja chyba nie rozumiem co Ty do mnie piszesz! xD Masz na myśli, że się nie ułoży między nimi? Tak wcale nie masz tego w planach? Że nigdy?! Nie może być! Złamiesz mi tym serce,więc lepiej niech Ci się odwidzi!
    A w ogóle to nie chcesz dać Elisie Billa, tzn ułożyć między nimi, a Billem i tak się nie chcesz podzielić! Ty zła kobieto! xD
    Teraz co do odcinka...
    Rzeczywiście skutki są katastrofalne, patrząc na to... Nie dziwię się Elisie, że czuje się jak dziwka, po tym jak ją Bill zostawił. Mając świadomość jaki on jest, jak traktował do tej pory kobiety, na jej miejscu też bym się tak czuła. Wziął co chciał i nie ma żadnych wyrzutów sumienia, tylko, że to nie prawda! Dlaczego on musi być w tym przypadku akurat tak durny? Znalazła się kobieta, która ma na niego pozytywny wpływ, dla której chciał być lepszy, w której się zakochał, a nie ma odwagi z nią porozmawiać i powiedzieć o tym wszystkim. Męczy siebie i rani ją... Co za głupota! Za to akurat to bym mu wpieprzyła :D
    A list, który dostał Bill chyba totalnie go dobije. Nie dość, że ma świadomość iż swoim zachowaniem zranił Elisę, a zdał sobie też sprawę z tego, że się w niej zakochał. Nie ma odwagi jej o tym powiedzieć. To jeszcze teraz ta wiadomość, że Bian była z nim w ciąży... eh
    Szczerze powiedziawszy to już nie wiem kogo bardziej mi szkoda, Billa czy Elisy. Oboje mają cholernie popieprzone życie. Dlatego musisz im to w końcu wynagrodzić! Chociaż na trochę... Chcę ich chociaż chwilę razem w dobrych stosunkach, szczęśliwych. Chociażby chwileczkę, dobra może dłuższą chwileczkę :D
    A jeszcze rozbawiło mnie oskarżenie Elisy o to że wykorzystała Billa! No ja nie mogę. Wykorzystała seksualnie biednego Kaulitza... To ci historia haha Tylko, że raczej było odwrotnie. A panią psycholog żadne fakty chyba nie obchodzą, ona wie najlepiej. Jakaś wredna baba.
    I nie mogę się doczekać spotkania Billa i Elisy. Kiedy staną twarzą w twarz, spojrzą sobie w oczy. Jak się zachowają i co sobie powiedzą, gdy już będą w takiej sytuacji, że nie będą mogli tego uniknąć.
    A z tym GGAG, że ściągnęli od Ciebie pomysł, to zdecydowanie powinnaś coś zrobić. Podkradają pomysły, a nawet nie zapytają, ani nic w zamian nie dadzą. No nieładnie bardzo z ich strony haha :D
    A w ogóle jeszcze tak z ciekawości spytam, czy do końca tego opowiadania jest jeszcze daleko? Czy może już nie tak daleko? :D
    Ja już na szczęście wyzdrowiałam i Tobie też życzę szybkiego powrotu do zdrowia :*
    Czekam na kolejny i życzę weny :)

    OdpowiedzUsuń
  6. No to dupa sie zrobiła .. Eh żal żal żal .. współczuje jej że z powodu tego dupka teraz ma taka katorgę .. ciekawe jak to dalej sie potoczy ..

    OdpowiedzUsuń
  7. Kaulitz, Ty żałosna kreaturo... Ja go w ogóle nie pojmuję. To chyba normalne dla jego osoby.
    No i kto jest kablem?! Chyba nie zazdrosny Lucas, który skrycie kocha się w Elisie i chce w ten sposób przedstawić Billa jako czynnik rozpieprzający jej życie? Chyba nie Ria, bo przecież miała być dobrą kobietą? Chyba nie Tom, bo jest na to za głupi? :o

    OdpowiedzUsuń