wtorek, 4 listopada 2014

Paragraf 26



Ka. - Są tacy mężczyźni, którzy pojawiają się w życiu kobiety by je dokumentnie spieprzyć, czyż nie? Ja jestem zdania, ze psychologowie są bardziej rąbnięci niż pacjenci, o. Fakt, szybko, ale to dlatego, że ja nie lubię długich opisów...a może nie umiem? No cóż, może w tym odcinku Cię troszkę zaskoczę, tymczasem biegnę na Burzę :)
Freiheit - Dlaczego się cieszysz? I zostaw Alana w spokoju! A Kaulitz? Przecież zszedł do niej, a ta zwiała. Dzisiaj pisałam odcinek z myślą o cytacie od Ciebie i wiesz co? Chyba dzisiaj się ucieszysz!
Nivery - Tam biedna od razu, zagubiona. Kiedyś tam wróci do służby, chyba. Domyślaj się, domyślaj, chociaż myślałam, że wskazówkę już macie, a może dobrze to ukryłam? W każdym razie to wyjdzie na jaw.
attention TH - Przechodziłam ostatnio to samo i to jest straszne! Kablowanie to straszna rzecz, ale chyba nie gorsza od przeistaczania faktów. Jak pisałam wyżej, jakaś wskazówka w odcinkach jest, prawdopodobnie mało kto zwrócił na to uwagę :D
Engel DerNacht - No wróciłam po długiej walce. I teraz też w miarę szybko - to zasługa jednej z czytelniczek, a właściwie cytatu, który mi przysłała kiedyś, a który pojawił się dzisiaj. No już, spokojnie, oddychaj - pożartować sobie nie można? xD Wgl to weźmy pod uwagę to, że Ellie się ostatnio bardziej w głowie przestawia i często gęsto ma swoje teorie i ich się trzyma jak tonący brzytwy. Powiem tylko tak - wszyscy błądzimy, a oni jak najbardziej. Jedno i drugie siebie warte.
Mnie też to oskarżenie na początku bawiło i było absurdalne, a jednak takie sprawy się zdarzały. Dasz wiarę - kobieta wykorzystała seksualnie faceta? Jakby mi tak jakiś powiedział, to nie wiem jak bym zareagowała. A co do bloga, to ja sama nie wiem. Pomysłów jeszcze trochę mam, może jeszcze jakieś dojdą, nie wiem. Macie mnie już dość? xD
Quercia - A może to nauczka i nie ma czego współczuć? :D

Tym razem wróciłam do Was szybciej i już zaczynam pracować nad kolejnym odcinkiem. Wena rośnie wraz ze zbliżaniem się do egzaminów, do których już powinnam się zacząć uczyć...whatever :D
Przede wszystkim chciałabym podziękować za nowy, piękny szablon - Margo, jesteś wspaniała! Zapraszam również na jej bloga, świetne opowiadanie, oryginalna i wciągająca fabuła >>TSM<<
 Miłego czytania.

*

- Zacznę więcej ćwiczyć, bo w końcu znajdę czas żeby wyjść na siłownię - odłożyłam kawę na stolik. - Płacę za karnet, a byłam tam może cztery razy.
- Mhmm - zmarszczyłam brwi widząc, że Alan jest znudzony.
- Wszystko w porządku? - Spojrzał na moje odbicie w lusterku. - Odkąd nie pracuję, czyli od tygodnia, mam wrażenie, że coś cię gryzie.
- Ty.
- Ja?!
- Tak, ty - wrócił do prostowania moich włosów. - Zaczyna ci się przestawiać w głowie. Zakupy, lunche, kosmetyczki, zmiana garderoby...
- Powinieneś się cieszyć, w końcu tego chciałeś, żebym wróciła do starego życia.
- Owszem, ale chciałem żebyś robiła to dla siebie, a nie dla zabicia czasu czy nudy - wywróciłam młynka oczami. - Powiesz mi gdzie się dzisiaj wybierasz?
- Jeszcze nie wiem, czekam na wiadomość - w tym samym momencie telefon ogłosił nadejście smsa. - O wilku mowa.
- Z kim się umówiłaś?
- Dostałam tylko informację - sięgnęłam bo telefon. - Bardziej może zainteresować cię to, gdzie się wybieram. - Odczytałam wiadomość i od razu ją skasowałam. - Chcę się trochę pościgać.
Alanowi wypadł z ręki grzebień, a co za tym idzie, w salonie zapadła cisza. Mistrzowi nigdy coś takiego się nie zdarzało.
Odwrócił mój fotel, tak, żeby spojrzeć mi prosto w oczy. I zapewne gdyby nie zebrane tu towarzystwo, wydarłby się na mnie jak na Kaulitza jakiś czas temu.
Nigdy między nami do takiego czegoś nie doszło, przynajmniej w miejscu publicznym, ale przez chwilę się zawahałam - może jednak wybuchnie?
- Chyba sobie żartujesz.
- A wyglądam? Alan, to, że oficjalnie jestem zawieszona w obowiązkach nie znaczy, że zamierzam siedzieć bezczynnie w domu i czekać na to, co się wydarzy.
- Czy Lucas o tym wie? - Wypuściłam głośno powietrze z ust i spojrzałam na sufit.
Przecież to oczywiste, że Burnell nie miał pojęcia w jakich kręgach się teraz obracam, bo urwałby mi głowę przy samej szyi. Im mniej wiedział, tym lepiej spał, prawda?
- Wiem, że będziesz się martwił...- wróciłam wzrokiem do niego. - Albo on dorwie mnie i Billa, albo ja jego, zanim cokolwiek złego zrobi.
- Wolałbym żebyś nie robiła nic, co narazi cię na coś złego.
- To moja praca, Alan.
- Chciałbym zauważyć, że jesteś teraz zawieszona, więc nie masz prawa do własnego śledztwa.
- Nie zabraniaj mi tego.
- Andy! - Alan odłożył prostownicę na wózek, a blondyn natychmiast do nas podszedł. - Dokończ ją czesać, ja muszę zapalić.
Odprowadziliśmy go wzrokiem, a po chwili spojrzeliśmy na siebie.
- Mam nadzieję, że szybko mu przejdzie...mamy dzisiaj kilku ważnych klientów.
- Przejdzie mu jak skończę śledztwo - wypiłam swoją kawę do końca. - Natapiruj mi trochę włosy i zbieram się.
Kiedy wychodziłam, Alan dalej siedział na zapleczu. Najwyraźniej nie chciał już ze mną dyskutować na ten temat.
Wiedziałam, że się martwił. Ostatnim razem, kiedy byłam na wyścigach, szukały mnie chyba wszystkie jednostki z Los Angeles i skończyłam w szpitalu...ale na swoją obronę miałam to, że uratowałam chociaż Bian i jest już bezpieczna. Oddalona o tysiące kilometrów od domu, ale jednak przeżyła.
W drodze powrotnej zatankowałam samochód do pełna i oczywiście kupiłam kolejną paczkę papierosów, chociaż smog, jaki towarzyszył temu miastu był sam w sobie zabójczy.
Alan nie wrócił do domu. Cisza, jaka panowała w tym mieszkaniu była przerażająca, nie znosiłam jej. Chociaż to już było kwestią tego, że podczas pobytu u Kaulitza ciągle coś się działo. Co chwile przychodzili jacyś znajomi, kręciło się sporo ludzi, z którymi mogłam pogadać chociaż pięć minut...zaczynało mnie to dołować i chyba szukałam wrażeń.
Żeby zwrócić na siebie uwagę, musiałam się trochę namęczyć podczas przygotowań. Założyłam chyba najkrótsze jeansowe spodenki z wysokim stanem i top, który odsłaniał więcej niż bym tego chciała. Do tego musiałam znieść kilkunastocentymetrowe szpilki od Louboutina w wężowy wzór. Miałam tylko nadzieję, że nie będę miała większych problemów z prowadzeniem auta. Nie byłam przyzwyczajona do kierowania w takich butach, zwłaszcza, że praktykowałam samochody z manualną skrzynią biegów. O tak, Amerykanka bez automatu - szok kulturowy dla większości.
Noc zapadła szybciej, niż się tego spodziewałam. Miasto zaczynało tętnić życiem, a z każdym mijanym kilometrem, serce podchodziło mi do gardła.
Właściwie to sama nie wiedziałam, czego się bałam i czy aby na pewno to był strach, bo wydawać by się mogło, że to niepewność. Przecież nie miałam za sobą ludzi, byłam sama, mogło stać się cokolwiek i nikt by mnie nie szukał.
Zjechałam gwałtownie na prawy pas i cudem uniknęłam zderzenia z autem za mną. Facet mnie strąbił, ale nie zareagowałam na to i wjechałam na parking jakiegoś baru z fast foodem. Kilka osób rzuciło na mnie ciekawskie spojrzenie, kiedy to trzasnęłam drzwiami i odpaliłam papierosa, siadając na masce auta.
Od kiedy się boisz, co masz do stracenia?
Nie znałam odpowiedzi na te, jak i inne pytania.
- Mówią, że Los Angeles jest tak wielkie, że praktycznie nie ma szans spotkać po raz kolejny kogoś przez przypadek.
Otrząsnęłam się z zamyślenia, zaciągając się papierosem.
- Chyba jestem na was skazana - spojrzałam w prawo i posłałam brunetowi słaby uśmiech. - Co tu robisz?
- Astro Burger - spojrzałam na bar za sobą. - Nie było chętnego żeby coś ugotować.
Po szybkim przeskanowaniu budynku, dojrzałam całą grupkę znajomych i dwie nowe twarze. Ewidentnie korciło mnie, żeby zapytać kim jest kobieta i mężczyzna, których wcześniej nie widziałam, ale nie sądziłam, ze to dobry pomysł.
- A dlaczego jesteś tu, a nie tam? I gdzie jest twoja obstawa?
- Szedłem do auta po papierosy, a twojej beemki nie da się przeoczyć, więc podszedłem - wyciągnęłam w jego stronę paczkę papierosów i zapalniczkę. - Dzięki.
- Wiem, że nie mam prawa pytać...
- Masz, to że zrezygnowałaś ze sprawy nie oznacza, że nie możesz zapytać co u nas - spojrzałam na niego marszcząc brwi. - Przykro mi, że doszło do tego.
- Nie zrezygnowałam ze sprawy, Tom. Kto ci to powiedział?
- Bill... - Pokiwałam głową i zaśmiałam się. Dobre sobie. - Dlaczego się śmiejesz?
- Z niczego, tak po prostu - rzuciłam niedopałek i zgasiłam go swoim butem. - Muszę już jechać.
- Ellie, wytłumacz mi o co chodzi, bo już się w tym gubię.
- Ale co ja mam ci tłumaczyć? - Stanęłam na wprost bruneta, który ani myślał wstać z maski mojego samochodu. - Jestem zawieszona przez Billa - wzruszyłam ramionami. - A właściwe przez swoją głupotę, bo mu uległam.
- Mówił, że pokłóciliście się jeszcze bardziej w Madhouse.
- A mówił ci wszystko?
Chyba nie był tego pewien. Odnosiłam wrażenie, że ta ich więź mogła się poluzować i oboje mieli przed sobą tajemnice. Czy to była ta braterska miłość? Czy jak oni to nazywali, jedna dusza w dwóch ciałach? Bo odkąd przekroczyłam próg ich domu, jakoś tego nie dostrzegłam. Mieszkali razem, pracowali, chodzili na imprezy...a jakby byli osobno.
Spojrzałam ponad niego. Agenci zrobili się dość nerwowi, zaczęli krążyć przy Astro Burger, a sam Kaulitz, rozmawiając na boku z Lucasem, żywo gestykulował.
- Szukają cię - wskazałam ręką w stronę baru, a on powiódł wzrokiem w tamtą stronę i zaraz się odwrócił.
- Poczekają - rzucił papierosa i spojrzał na mnie uważnie, najwyraźniej oczekując wyjaśnień.
- W Madhouse ja i twój brat...zaliczyliśmy szybki numerek - zaczęłam. - Sama nie wiem czemu ci to mówię, bo to jeden z najgorszych epizodów w mojej karierze - wlepiłam wzrok w migający neon, który miał zachęcić ludzi do odwiedzania tego miejsca. - W każdym razie to skończyło się po jego myśli, zaliczył, zostawił, nieważne zresztą.
- Ell...
- Następnego dnia miałam zebranie z komisją dyscyplinarną. Miała to być sprawa dotycząca mojego wyjazdu z Londynu bez zgody przełożonego. Złamałam prawo.
- I dlatego cię zawiesili?
- Nie, moje raporty mnie uratowały - wysiliłam się na delikatny uśmiech. - Ktoś doniósł o tym, co stało się w Madhouse i postawiono mi zarzut wykorzystywania seksualnego świadka czy ofiary, jak kto woli. To nie jest błahe oskarżenie, bo oprócz utraty pracy może grozić mi więzienie.
- Przecież to bzdura!
- My o tym wiemy, ale psycholog się na mnie uparła i wie swoje - wyciągnęłam telefon i wybrałam numer do Lucasa. - Dostaną zaraz zawału.
- Elisa, nie teraz...
- Tom jest ze mną, białe BMW - kiedy spojrzał przez szybę, pomachałam mu. - Zaraz wróci do baru.
- Zaraz podejdę tam, zaczekaj chwilę.
Schowałam telefon do kieszeni kurtki. - Nawet jeżeli nie ma mnie z wami oficjalnie, to nie siedzę bezczynnie. Chcę go dopaść zanim on to zrobi.
- Nie powinnaś działać na własną rękę, dobrze wiesz jak to skończyło się ostatnim razem.
- Zrobiłam w ten sposób więcej, niż byś się spodziewał - poklepałam go po ramieniu. - Czy Bill dostał list? - Kiwnął głową twierdząco. - To dobrze, Bian mnie o to prosiła.
- Chyba coś w nim pękło, zachowuje się trochę inaczej. Po ostatnich zdarzeniach jest odrobinę przygaszony.
- Miej na niego oko.
- Elisa, wtedy w Madhouse...ja nie chcę się za niego tłumaczyć...
- To nie rób tego - zmrużyłam oczy.
- Po prostu nie widziałem go bardziej zagubionego niż wtedy - spuścił głowę i potrząsnął nią tak, jakby chciał wyprzeć ten widok ze swoich wspomnień. - Za późno coś do niego dotarło, a kiedy się wrócił, ciebie już nie było.
W naszą stronę już kierował się Lucas, agenci i Bill z resztą, przyglądali się w skupieniu naszej trójce, a nasza rozmowa musiała dobiec końca. Nie było potrzeby roztrząsać tego publicznie.
- Tom, możesz nas zostawić? - Burnell zacisnął usta w cienką linię i skrzyżował ramiona.
- Jasne - Gitarzysta wstał z mojego samochodu i objął mnie przyjaźnie. - Uważaj na siebie.
- Jak zawsze. Ty też uważaj na was, miej oczy i uszy dookoła głowy.
Kiedy Tom się oddalał, podążyłam za nim wzrokiem. Agenci się uspokoili, jego przyjaciele odrobinę odetchnęli. Kiedy dotarł do środka, spojrzałam na Lucasa. Nie był zły, tylko zaniepokojony. To do niego nie pasowało. To on jest tym twardzielem w dopasowanych garniturach, który ostrym zapachem ostrzegał, że może sprawić komuś kłopoty. Na pewno nikt, nigdy by go nie posądził o to, że się martwi.
- Jak się czujesz? - Wzruszyłam ramionami i spojrzałam na swoje buty. - Czemu węszysz w kartelach Raula? - Gwałtownie uniosłam głowę i spojrzałam na niego. - Nie myśl, że nie znam twoich ruchów. Jego ludzie tylko na ciebie czekają i nie sądzę, że zaproponują ci herbatkę.
- Raczej nie piją takich rzeczy.
- Nie żartuj ze mną! - Cofnęłam się tak, że zderzyłam się plecami z autem, a on zagrodził mi drogę z obu stron. A jeszcze przed chwilą byłam pewna, że będzie to luźna pogawędka o tym jak mi się żyje poza służbą. - Po co tam węszysz?
- Bo jestem pewna, że Raul go kryje, ot co.
- Sprawdzimy to - obejrzał mnie od dołu do góry. - A ty gdzie się wybierasz?
- Na imprezę - skłamałam bez zająknięcia. - Nie wolno mi?
- Od kiedy to na imprezę jeździsz autem, hmm? - Nachylił się nade mną jeszcze bardziej. - Wydaje mi się, że wybierasz się na wyścigi, o których wiesz od informatora.
- Odsuń się albo zacznę krzyczeć.
- Nie pojedziesz tam.
- Nie mów mi co mam robić - odepchnęłam go mocno i szybko wsiadłam do auta. Zanim dotarło do niego, co się dzieje, ruszyłam z piskiem opon.
Musiałam się tam dostać.
Raul był agentem międzynarodowej grupy antynarkotykowej. Dobre słowo, był. Tak, jak każdego, skusiła go władza i pieniądze. Jako agent wniknął w szeregi mafii, połączył wpływy południa i wschodu. Raul zdominował mafię cypryjską i rosyjską, którą miał rozbić, a tego nie zrobił.
Dzięki mojemu dochodzeniu byłam pewna, że Jeremiah był jego prawą ręką, bo wstąpił do FBI, kiedy Raul jeszcze dla nas pracował. Musieli mieć jak najwięcej wtyk.
Wszystkie kluby, kasyna czy posiadłości, których oficjalnie właścicielem byłam ja, zostały zakupione za pieniądze z ich interesów. Zaczynałam się ich pozbywać żeby w nic mnie nie wmieszano, tym bardziej, że cała kadra zarządzająca i prawnicy się nie zmienili się po odejściu Jera.
Jeszcze tego by brakowało, żeby posądzili mnie o współpracę z mafią.
A może jednak nie powinnam go szukać w takich miejscach? Jeżeli wiedzieli, że byłam jego żoną, to pewnie wiedzą też, że pracuję dla FBI. Jest sens by sprawiać sobie większe kłopoty?
Uspokój się.
Myśl logicznie, racjonalnie.
Czerwone światło, które witało mnie na każdym skrzyżowaniu dało mi do myślenia. Powinnam wrócić do domu. Dudniąca muzyka i odgłos palonej gumy coraz bardziej do mnie docierał.
Na najbliższym skrzyżowaniu zawróciłam auto. Czym ja się właściwie kierowałam? Ostatnio o zdrowy rozsądek było trudno i najwyraźniej coś mi o tym dawało znać.
W każdym miejscu łamałam przepisy, przyspieszając na tyle, na ile pozwalały mi warunki na drodze, byleby nie zawrócić, byleby się nie złamać. Przecież mogłam stracić pracę.
Zaparkowałam swoje auto, obok Alana. Więc jednak był w domu!
W biegu zbierałam swoje rzeczy, a potem rzuciłam się w stronę windy parkingowej, by dostać się na górę. Musiałam z nim porozmawiać, przeprosić go. Chciał dla mnie dobrze, jak zawsze, a ja byłam tak zaślepiona rządzą dopadnięcia Jeremiaha, że tego nie widziałam. Może w końcu uda mi się złapać równowagę w życiu. Przecież on był dla mnie najważniejszy, praca również i nie mogłam kopać pod sobą dołków.
- No szybciej - mruknęłam pod nosem, kiedy winda ruszyła, a cyferki na wyświetlaczu zmieniały się od niechcenia.
Wypadłam z niej niczym burza, szukając w torebce klucza od drzwi. Nie groziło mi spotkanie wścibskich sąsiadów, ponieważ na tym piętrze mieścił się tylko nasz apartament.
Otworzyłam drzwi i zamknęłam je kopniakiem kierując się do salonu.
- Alan?
W domu panowała cisza. Cisza i pustka, która ostatnio panowała też w moim sercu.
W pokoju unosił się jeszcze dym, świadczący o niedawnej wizycie przyjaciela w mieszkaniu. Surowe wnętrza nie zachęcały do zostania w tym miejscu samemu i chyba on myślał podobnie.
Rzuciłam torebkę na sofę i podeszłam do stolika, na którym leżała kartka, oparta o wazon z kwiatami.
- Błagam, nie zostawiaj mnie, nie chciałam...
Drżącymi rękami sięgnęłam po kartkę i otworzyłam ją.
Schludne pismo nie należało do Alana, tak jak tekst, który był na niej zapisany. Wypuściłam powietrze z ust i usiadłam na kanapie, przyciskając ją do serca, którego dudnienie odczułam na całym ciele.
Dopiero krople łez sprawiły, że ocknęłam się ze swojego letargu i automatycznie sięgnęłam po telefon.

"Jestem w domu"

Co więcej mogłam napisać i wysłać na numer, który zachował się w mojej głowie, niczym uparty chochlik? I na odpowiedź nie musiałam długo czekać.

"Jadę do Ciebie."

Uśmiechnęłam się delikatnie i otarłam z policzków łzy, nie zwracając uwagi na rozmazany tusz.
Miał mnie, ewidentnie mnie miał. Powinnam przyjąć to do wiadomości, a nie się z tym kłócić. To było oczywiste od początku, a ja tą myśl odpychałam od siebie.
Spojrzałam raz jeszcze na kartkę, a moje serce zabiło rytmem, którego potrzebowałam od dawna. Rytmem, który dawał mi nadzieję na to, że nie wszystko jest skończone, że jednak moje serce może zabić jeszcze dla kogoś. I sprawiło to tylko jedno zdanie, które zostanie ze mną do końca.

Jesteś kobietą mojego życia i jeśli o mnie zapomnisz nie widzę już sensu niczego.


8 komentarzy:

  1. O kurwa... Po pierwsze, dzięki za ten odcinek, bo wiadomość o nim skutecznie poprawiła mój humor :) A po drugie - wyobraziłam sobie tego zgaszonego Billa, który przy każdej możliwej okazji wspomina jak cudownie było mu z Ellie i jak żałuje swojego postępowania.

    Skończyłaś w takim momencie, no! Cieszę się, że Kaulitz się zmienia i dostrzega to, co widoczne gołym okiem od dawna. Czekam na więcej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS. Zajebisty szablon, cholernie działa na wyobraźnię xD

      Usuń
  2. Nie, nie czytałam. Dobrze o tym wiemy. Ciesze się, że się szablon podoba i dziękuję za reklamę i kocham Cię. ♥

    OdpowiedzUsuń
  3. Mamusiu kochana, cudownie! W końcu Bill zachował się jak prawdziwy facet!! Szczerze to już się bałam o Alana, że go Jer porwał albo coś :o Szablon świetny, aczkolwiek poprzednie zdjęcie było cudowne i miało w sobie to coś :D Pozdrawiam i czekam na następny! <33

    OdpowiedzUsuń
  4. No ładnie, Bill zajechał romantykiem xD Nie będę dziś na niego gadać, może dlatego, że niewiele było go w tym odcinku. ale za to jak już się pojawił, to nie powiem... Eleganckie, mocne wejście xD No cóż... Mam rozczulający nastrój więc nawet i Kaulitz mnie dziś rozczulił. Może jeszcze coś z niego będzie! Będę trzymać za to kciuki ^^
    Oby tylko nie spieprzył, oby tylko nie spieprzył. Znowu. Liczę, że w kolejnym odcinku będzie równie milusi :D Czekam niecierpliwie!
    Pozdrawiam ;**

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie wiem co mam ci napisać.
    Ten szablon to kocham.
    Eh... Ellie zaczyna mnie wkurwiać. No bo eh, wiesz. Tyle razy wyobrażałam sobie koniec tego i nie wiedziałam, że to będzie tak szybko. Proponuje kontyunację tego :D bo w sumie to też jest kontynuacja i łotewa xD kontynuacja kontynuacji.
    Moje cytaty tak bardzo mądre! Wiedziałam, że ten francuski czasami się przyda. 
    La femme est tout ce que l'homme appelle et tout ce qu'il n'atteint pas. 
    Czyli w sumie oki. Pełno cytatów i nawet z sensem. Ale nadal francuskiego nienawidzę.
    I tego owego, nadal chce WIĘCEJ TOMA. Ha i czapek nie ma! Ale będą.
    Powiem Ci, że marzą mi się dzieci. No nie moje bo ja dzieci nienawidzę, ale taki tata Kaulitz to by było coś. Wspominałam kiedyś chyba o tym. Spełnij moje kolejne marzenie. Boże robi mi się żal DeBilla coraz bardziej xD
    Resztę mojego zdania już znasz.
    :*
    ( nadal nie lubię Alana )

    OdpowiedzUsuń
  6. Oh :D jak słodko hihih <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Proszę, proszę, jaki facet z tego Billa! Mam tylko nadzieję, że to nie jest żaden podstęp, bo Cię uduszę... No niech już będzie chociaż między nimi dobrze, niech będą w tej całej sprawie razem...
    Mam nadzieję, że nie wejdzie do jej mieszkania owszem, Bill, ale z lufą przy skroni, prowadzony przez Jeremiaha... Nie no, ja czuję, że Cię uduszę...

    OdpowiedzUsuń