sobota, 8 listopada 2014

Paragraf 27



Martie - Nie ma za co, cieszę się, że poprawiłam Ci humor. W sumie to już nie musisz sobie go wyobrażać, tylko czytaj odcinek! W takim momencie? To jak zawsze, lubię zostawiać niedosyt :) PS. Wieeem, jak zobaczyłam to zdjęcie to musiałam je mieć na blogu i kropka.
Miss Margaret - Tak, wiem, podziwiałaś swój szablon i reklamę :D A i tak wiem na co czekasz! :D
Nivery - Widzisz, jednak potrafi. Nie, nie, Alana w to nie mieszamy, bo co po nim? :) Trochę zmian nie zaszkodzi, poza tym, jak zobaczyłam to zdjęcie, to wiedziałam, że MUSI tu trafić :)
Ka. - Moja Droga, teraz to zajedzie romantykiem. Zebrało mi się na plusz teraz, więc będę Was rozczulać. Chyba...nie wiadomo co mi znowu do głowy przyjdzie. Będzie milusi? To sprawdź :)
Freiheit - Nigdy nie wiesz, a Twoje komentarze i tak są chyba jednymi z dłuższych. Ja jeszcze nie kończę! Już mnie skreślasz? :( Tak, Twój francuski mi się przydał, nawet bardzo. Tak, tak, zakodowałam dawno, więcej Toma.  Fakt, coś z Billem "tatusiem" będzie...ale to jeszcze chwilkę i na pewno trochę w innym sensie niż pewnie myślisz.

Odcinek miałam wstawić w następnym tygodniu, ale plany się zmieniły. Nie sądzę, że wrócę do Was przez najbliższy tydzień, mam pełno nauki na studiach, zaczyna mi się lektorat z niemieckiego i między tym wszystkim pracuję, więc będzie ciężko.
Tak w ogóle to chyba mój ulubiony odcinek jak na razie.
Miłego czytania :)
Ps - Szykuję się do pracy, więc nie zdążyłam tego sprawdzić i poprawić błędy, wybaczcie.


Nawet nie wiem ile czekałam. Kwadrans, pół godziny czy godzinę. To wszystko traciło znaczenie, bo w mojej głowie raz po raz przewijało się to jedno zdanie. Pochłonęło moje myśli do tego stopnia, że nawet nie zwróciłam uwagi na to, że pojawił się w mieszkaniu.
Karteczki w mojej dłoni strzegłam jak największego skarbu i zaciskałam ją, jakby była moim wybawieniem.
A może i nim była?
Dzięki niej poczułam, że jednak wyjście z tej feralnej sytuacji mogło być nawet dobre, a nawet zmieniło coś w moim spieprzonym postrzeganiu wielu rzeczy. Chociażby to, że dzięki niej dotarły do mnie słowa Toma.
Wokalista stanął przede mną, lekko zgarbiony, strapiony. Włosy miał potargane, jakby dopiero wstał z łóżka, a cienie pod oczami w ogóle do niego nie pasowały. Biały, luźny t-shirt, który był fabrycznie podziurawiony w niektórych miejscach i szare, obcisłe spodnie jakoś nie sprawiały wrażenia, że ich właściciel jest pewny siebie. W tym momencie wyglądał jak facet, który jest zagubiony.
Odłożył swoją koszulę w czerwoną kratkę na stół i odwrócił krzesło by usiąść przodem do mnie. Nie odezwał się, czekał na mój ruch, a ja nawet przez sekundę się nie zastanawiałam nad tym, co robić. Wstałam z sofy i podeszłam do niego, nie mogąc znieść już tej samotności. Blondyn się wyprostował, a ja skorzystałam z okazji i usiadłam na jego kolanach, przodem do niego. Oparłam głowę o jego obojczyk, nosem stykając się z jego szyją. Zapach jego perfum zmieszał się z dymem papierosowym, a ja zaczęłam się od tego uzależniać. W dodatku dłonie, które mnie objęły, dawały ciepło, którego ewidentnie mi ostatnio brakowało.
Odsunął moje włosy na bok i złożył delikatny pocałunek na skroni.
- Czasami śnią mi się niedźwiedzie, rekiny i drapieżne dinozaury, a niekiedy tonę - zaczął tak cicho, że tykający zegar mógłby go zagłuszyć. - I tylko jedno się nie zmienia: zawsze jestem sam.* - Podniosłam głowę by na niego spojrzeć, a jego dłoń od razu znalazła się na moim policzku. - Nie chcę być sam, Elisa. Tego najbardziej się boję i wiem, że nie zniósłbym samotności. Nie kiedy ty żyjesz gdzieś obok.
Po moich policzkach po raz kolejny tego wieczoru popłynęły łzy, które znikały pod jego gorącymi ustami. Ustami, które znalazłam w ułamku sekundy i nie chciałam się z nimi rozstawać.  Przysunęłam się bliżej jego ciała, jakbym bała się, że zaraz ucieknie, że to tylko sen.
Obejmował moje usta swoimi, jakby chciał powiedzieć: jeśli masz krzyczeć, krzycz we mnie. Tylko, że moim ciałem wstrząsały co chwile spazmy płaczu.
- Nie płacz, proszę - oparł swoje czoło o moje i przymknął powieki. - Przepraszam cię za wszystko, zgubiłem się w tym wszystkim, ciągnąć nie tylko Bian, ale i ciebie w dół.
- Przepraszam za bycie jędzą - parsknął śmiechem i odsunął się troszeczkę ode mnie. - No co? - Uśmiechnęłam się delikatnie i pogłaskałam go po policzku, drażniąc wierzch dłoni jego zarostem.
- Nic - uniosłam jedną brew, a jego uśmiech się poszerzył. - Chyba za bycie tą jędzą cię uwielbiam.
Bo przecież nie kochasz...
- Chodź, widzę, że jesteś zmęczony - podniosłam się z jego kolan i trzymając za rękę, poprowadziłam do sypialni.
Pierwszy raz znalazł się w niej proszony. To było dziwne uczucie, zwłaszcza, że oprócz Alana, nikt w niej nie gościł na dłużej.
Sypialnia nie wyglądała najlepiej, bo przed wyjściem zrobiłam w niej bałagan. Na biurku walało się pełno papierów, a nawet broń, którą szybko schowałam. Komoda też zostawiała sporo do życzenia, bo szuflady były pootwierane, a ubrania nie były ładnie złożone, tylko wrzucone byle jak.
- Nie musisz sprzątać, nie przyszedłem na rewizję.
Zmarszczyłam brwi i zamknęłam szafki. No cóż, sprzątanie nie było moją najlepszą stroną, ale mimo tego bałaganu, wiedziałam, gdzie wszystko leży. Nawet pedantyczny Alan nie mógł mi nic sprzątnąć, bo wiedział, że skończy się to awanturą.
- Kto cię przywiózł?
- Zmianę przejął Max - usiadł na łóżku. - Większość jest wkurzona tym, że jesteś zawieszona, bo mają więcej roboty.
- Gdyby nie numer w Madhouse, dalej bym z wami była - mruknęłam, wyciągając ręczniki. - Zostajesz na noc? - Kiwnął twierdząco głową i poszedł za mną do łazienki. - Przynieść ci jakiś żel Alana czy zadowolisz się damskim zapachem?
- Zadowolę się tobą - odkręcił kurki w kabinie i zaczął się rozbierać. - Spokojnie, nie zrobię nic, czego nie będziesz chciała. Nie będzie powtórki z zeszłego tygodnia.
- Okej.
Nie powiem, że nie był to fajny widok. Usiadłam na brzegu wanny i z uśmiechem przyglądałam się temu, jak ściągał z siebie koszulkę, spodnie i skarpetki. - No co czekasz?
- Na oklaski? - Zaśmiałam się, kiedy wzniósł oczy do sufitu, a po chwili podszedł do mnie, klęknął i zaczął ściągać moje szpilki.
Jaka ulga.
Wspierając się na jego ramieniu, wstałam i pozwoliłam by pozbył się moich szortów, tak, że zostałam w samych stringach. Na kupce ubrań, wylądował zaraz mój top.
I na tym chyba by się skończyło, bo nie był pewien czy może sobie pozwolić na więcej. Podjęłam decyzję za niego i ściągnęłam bieliznę, wchodząc pod ciepły strumień wody. Wszedł zaraz za mną, więc przesunęłam się tak, by dusze skierowane były również na niego.
- Mydło?
Podałam mu żel pod prysznic i za wszelką cenę starałam się nie patrzeć na całe jego ciało. Boże, przecież to chodzący grzech. Przez chwilę zastanawiałam się czy dobrze robię, ale Bill namydlił sobie dłonie.
- Ręce.
Dotykał ich powoli, przesuwał po nich swoimi silnymi dłońmi, jakby bał się zrobić mi krzywdę. Zaczął od barków, potem ramiona, ale minął piersi i zbliżył się do brzucha. Ten dotyk sprawiał, że płonęłam i mało brakowało, a jęczałabym z pragnienia. I po raz kolejny tego wieczora przede mną ukląkł. Zagryzłam usta, patrząc jak w skupieniu marszczy brwi, jakby mycie mnie było najważniejszą sprawą na świecie.
Kiedy uznał, że wszystko mam już czyste, znieruchomiał dłońmi na moich udach. Chyba zorientował się, że dalsze posunięcie mogłoby się skończyć kolejnym numerkiem, a tego chyba nie chciał. Niemal czułam na sobie jego spojrzenie, oddech na skórze. Byłam tak podniecona tym, że wystarczyłby jeden dotyk, a rozpadłabym się na kawałki.
Ale on tego nie zrobił.
- Chyba jest dobrze.
Dobrze? Nie, nie było dobrze.
Przesunęłam się, żeby mógł zakręcić wodę i wzięłam ręcznik, który wysiał zaraz przy wyjściu z kabiny.
Odchrząknął.
- Wezmę prysznic.
- Jasne - skinęłam głową. Chyba musiałam się znaleźć jak najdalej, zanim zrobię coś głupiego. Na przykład rzuciłabym mu się na szyję i zaczęła błagać, żeby znowu doprowadził mnie do takiego stanu, jaki przeżyłam w Madhouse. - Poszukam ci czegoś do ubrania.
Może dzięki temu opanuje swoje rozszalałe hormony, przez które znowu czułam się jak nic niewiedząca nastolatka.
O ile dobrze pamiętałam, gdzieś w szafie miałam stare dresy Jeremiaha. Wyszłam, starając się nie zwracać uwagi na nagiego mężczyznę w mojej łazience.
Boże dopomóż.

Wszedłem pod prysznic, odkręcając zimną wodę, mając nadzieję, że to mnie uspokoi. Wspomnienie tego, jak pochłaniała mnie pod prysznicem swoim wzrokiem, gdy ją myłem, wcale mi nie pomagało. Ledwo nad sobą panowałem.
Mało brakowało, a dałbym sobie spokój z ostrożnością i zajął się nią, tak jak chciałem. Kto by się temu dziwił? Elisa była jak wszystkie pragnienia mężczyzny i jeszcze więcej. W dodatku jej ciało był tak blisko i drżało pod moim dotykiem. Miałem pod nosem wszystko, czego pragnąłem. Wystarczyło musnąć ustami jej brzuch, a ona by nie protestowała. Ba, nawet błagałaby o więcej.
Obiecałem, że jej nie wykorzystam i zależało mi by dotrzymać słowa.
Ściągnąłem z wieszaka puszysty ręcznik i zakląłem pod nosem.
Kaulitz, jesteś dorosłym facetem, przecież możesz przebywać z nią w jednym pomieszczeniu bez ciskania jej na ziemię i kochania się z nią do upadłego.
Wyszedłem z łazienki powoli, żeby miała dość czasu na ochłonięcie i zdążyła usłyszeć, że nadchodzę.
- Ellie?
- Tu jestem!
Kierując się jej głosem, zajrzałem do małej garderoby w sypialni. Przepełniały ją różne kobiece drobiazgi, których chyba nie nosiła zbyt często, chowając się pod szerokimi ubraniami i prostymi dodatkami.
Udało jej się znaleźć jakieś stare spodnie od dresu, które trzymała dumnie. Ale ja widziałem tylko ją, ubraną w króciutkie szorty. Podniosłem głowę, ale nie dotarłem do jej twarzy. Koszulka na ramiączka była niemal przeźroczysta i nie dało się nie zauważyć, że nie ma na sobie stanika. Czemu do cholery?! Zimny prysznic nie był dla mnie wystarczający? Nie, ta kobieta chyba chciała mnie ukarać za samcze instynkty.
Włosy miała rozpuszczone i jeśli dodać do tego twarz bez odrobiny makijażu, była ucieleśnieniem dziewczyny z sąsiedztwa. Bardzo seksownej.
- Bill?
Po raz kolejny zakląłem pod nosem, wziąłem od niej dres i wróciłem do łazienki. Zawieszenie broni było zbyt kruche, by ryzykować.
Ubierałem się powoli. Dres był na mnie za duży. Szary, sprany i na pewno nie jej. Więc czyj? Byłego chłopaka? Jeremiaha czy Alana? Nie spodobała mi się myśl, że trzyma go przez sentyment. Za to spodobała mi się myśl, że rozpalam ognisko w ogrodzie i one giną w ogniu. Niezbyt oryginalne, ale zawsze to jakieś pocieszenie.
Kiedy się ubrałem, byłem już opanowany, ale to nie zmieniało faktu, że szykuje się ciężka noc. Nie tylko dlatego, że Ellie paradowała w tych krótkich szortach, ale musieliśmy też sobie wyjaśnić parę spraw. Właściwie to nie wiem czemu na początku nie wywaliliśmy kawy na ławę. Może potrzebowaliśmy trochę bliskości zanim zaczniemy poważną rozmowę.
Już miałem wychodzić z łazienki, gdy ze sterty ubrań dobiegło ciche brzęczenie. Kto do mnie dzwonił o tej porze?
- Halo?

Zdążyłam zmienić pościel na nową, kiedy Bill zniknął w łazience i rozmawiał przez telefon. Nawet nie starałam się zrozumieć co mówił, bo mój niemiecki nie był tak płynny. Pewne było to, że nie jest szczególnie zadowolony z tego telefonu, dlatego poszłam do kuchni.
Wyjęłam z szafki dwa talerze, kładąc je na stół i kubki, do których wrzuciłam herbatę. Z lodówki wyjęłam półmisek z wędliną oraz jakieś serki. Teoretycznie Bill był wegetarianinem, ale zauważyłam, że czasami jadał jakieś mięso. Z resztą, kto go tam wie.
Pokroiłam pomidora w plasterki, ułożyłam to na talerzyku i zalałam herbatę, a on jeszcze się nie zjawił. Nie powiem, że nie interesowało mnie to z kim rozmawiał, bo trwało to już jakieś dziesięć minut, więc sprawa musiała być ważna. Zwłaszcza, że było już po pierwszej w nocy.
Wyciągnęłam z szafki papierosy i odpaliłam jednego, włączając okap.
- Przepraszam, miałem ważny telefon.
- Jakieś problemy? - Zapytałam i strząsnęłam popiół do zlewu.
- Praca, nic takiego - uśmiechnęłam się pobłażliwie. Tak Kaulitz, bardzo ciężka ta praca. - Wytwórnia odrzuciła sporą część materiału i musimy poprawić kilka piosenek.
- Nie wiedziałam, że już skończyliście.
- Jesteśmy blisko - usiadł przy stole. - Ale to nie istotne, interesuje mnie to, co jest z twoją pracą.
- A co ma być? Już rozniosłeś wiadomość, że zrezygnowałam ze sprawy.
- Taką dostałem informację od Maxa, bo Lucas ze mną nie rozmawia, co nie jest ostatnio nowością - sięgnął po kromkę pieczywa i zaczął smarować ją masłem. - Basi ostatnio nie widuję, podobno ma problemy z dzieckiem, więc kto inny może udzielić mi informacji?
- Z niczego nie zrezygnowałam, zostałam zawieszona - odłożył kanapkę na talerz i spojrzał na mnie z nieukrywanym zdziwieniem. - Przez ciebie, a właściwie to przeze mnie.
- To o tym chciał ze mną porozmawiać Tom w Astro - mruknął pod nosem. - Nie rozumiem co mam z tym wspólnego.
- Ktoś na mnie doniósł - odkręciłam wodę, gasząc papierosa i wyrzuciłam go do śmieci. - Doniósł o tym, co stało się w Madhouse.
- Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że media cokolwiek widziały.
- Nie - zaczęłam myć ręce. - Chce ci powiedzieć, że ktoś z agentów, albo twoich znajomych zgłosił to do biura.
- Moi przyjaciele by tego nie zrobili, bo niby po co? - Oparł się o oparcie krzesła i zamrugał szybko powiekami. Był tak pewny swoich ludzi, że i ja zaczynałam w to wierzyć. - Nie chcę tworzyć Bóg wie jakich teorii, ale może powinnaś pogadać z Lucasem? - Zajęłam miejsce naprzeciwko Billa i zaczęłam przygotowywać sobie kanapkę.
- Jego wykluczam, bo jestem mu potrzebna.
- Fakt, jeżeli pracujesz z nim, on ma nad tobą jakąś władzę, a przede wszystkim chodzi o to, że łatwiej jest mu dotrzeć do ciebie - położyłam pomidora i wzięłam gryza. - To chyba widać. Cały wasz zespół huczy od plotek o rzekomym romansie.
- Nie zawsze powinieneś wierzyć w to, co widzisz, a przede wszystkim nie wierz w plotki. W twojej branży to chyba oczywiste. Fakt, Lucas i ja mieliśmy krótki epizod, ale pojawił się Jeremiah i to jego wybrałam. Burnell się z tym pogodził.
- Czyżby?
- Na początku tej sprawy coś się kroiło, ale kiedy doszedłeś ty...wszystko było już jasne. Lucas mnie potrzebuje by złapać Jera, bo w końcu był moim mężem. Nie uderzy w ciebie bezpośrednio, bo pomiędzy, jestem ja i właśnie dlatego to nie może być on...a to, że cię nie znosi to inna sprawa.
W pomieszczeniu zapadła cisza. Bill ewidentnie się nad czymś zastanawiał i nie chciałam mu tego przerywać. Może to były kolejne teorie, może chciał mi coś powiedzieć, nie wiem. Za to na pewno wiem, że przy nim, moje granice cierpliwości się powiększyły. Zawsze to jakiś plus.
Do herbaty dodałam cukier oraz cytrynę i dokończyłam kanapkę. Nie chciałam się opychać na noc, więc złożyłam na talerzu sztućce i czekałam na jakąkolwiek jego reakcję.
- A co z... - zaczął, ale moje spojrzenie go najwyraźniej onieśmieliło.
- Jeżeli chodzi ci o sprawę z Madhouse, to powiem tylko tyle, że chcę o tym zapomnieć - odstawiłam kubek. - Jeżeli twój przyjazd do mnie miał na celu wprowadzić nas w coś więcej niż było, to chcę cię tylko ostrzec - jeszcze jeden taki numer, a wystawię cię jak owcę głodnemu tygrysowi. - Blondyn zamrugał szybko powiekami, a ja musiałam powstrzymać się przed parsknięciem śmiechem. W każdym razie, nie żartowałam. - Nie zniosę czegoś takiego po raz kolejny, pamiętaj o tym. Najgorsze co możesz mi zrobić, to pozbawić dumy, bo serca chyba nie mam.

Just trust yourself tonight
For once
In you life
I see it like a colour up against a darkest sky
Lighting up the map to our escape
I can hear your damaged heart
Screaming through your eyes
Hush the pain away**







* Tamara Webber "Tak krucho"
**" Dzisiaj wieczorem zaufaj tylko sobie
Raz
W swoim życiu
Widzę jak niebo jaśnieje
Rozjaśniając mapę naszej ucieczki
Słyszę twoje uszkodzone serce
Krzyczące przez twoje oczy
Wycisz ten ból"
Tokio Hotel "Louder than Love"



23 komentarze:

  1. Ooo jaak pięknie i miło xD Tylko, że... brakowało mi trochę Billa dupka pod tym prysznicem xD Nie wiem co ze mną nie tak, no nie wiem ^^ Nieważnie, nieważne. Wszystko jest w porządku. Grzeczny Bill też jest w porządku, czasem może sobie zaszaleć i trzymać łapy przy sobie xd
    I w sumie co więcej mogę powiedzieć... Tak mi się przyjemnie to czytało, że aż szkoda, gdy dotarłam do końca i dalej nic nie było ;c a boję się, że jeszcze sobie poczekam nim nadejdzie kolejny taki bezstresowy odcinek xD No nic, trzeba się cierpliwości nauczyć. Ważne, że Kaulitz zrozumiał pewne sprawy i będzie już tylko lepiej, przynajmniej w kwestii uczuciowej, bo jeśli chodzi o sprawę z Jeremiahem to cóż... Nie liczę na sielankę xD
    Pozdrawiam! I więcej pluszowych dni ;>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak każdej, widzę. Jesteście niewyżyte, ot co! Tak, czasami POWINIEN trzymać łapska przy sobie, zdecydowanie.
      Mi się ten odcinek przyjemnie pisało, więc się cieszę. Bezstresowe? A jakie to? xD

      Usuń
    2. No takie milusie, bez wybuchów, porwań, kłótni i strzelania XDD

      Usuń
  2. No fuck and shit.
    Znowu się poryczałam. Tak samo jak dwa dni temu, na tym samym kawałku.
    Nie wiem o co ci z tym "tatusiem". No bo jak tatuś to tatuś i matka z bronią. No chyba, że ten idiota wpadł z jakąś inną. O.o
    Skoro pamiętasz, że więcej Toma to zrób coś z tym :(
    I nadal nie ogarniam czemu ten konował nie wyznał jej, że ją kocha tak w prost. No, że kocham cię etc.
    Ale, ale! Kto powiedział, że już skreślam hum? To chyba nawet i logiczne skoro mamy 27 paragraf to w pewnym sensie happy ( czy też nie ) end się zbliża. I tak czy siak chcę kontynuacji tej kontynuacji. Obraże się śmiertelnie jak po skończeniu tego nie będziesz pisać czegokolwiek nowego i będą nici z czapki.
    Lel a tak ogólnie to po chuj on u niej śpi i nic nie robi. No, że w sensie film by jakiś obejrzeli najwyżej zasnęli by w połowie. Dobra nie zanudzam bo pewnie zaślinisz klawiaturę.

    Tak wg to staraj się na tych studiach bo ukradnę ci twoje duże włochate dziecko! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, że śmieję się, jak piszesz mi tu, że płaczesz? xD "Tatuś" to "tatuś", przekonasz się niedługo :)
      Nie uważasz, że oni są zbyt popieprzeni żeby powiedzieć od tak "kocham cię"?
      Ej, właśnie, czapka. Zapomniałam o niej...ale już mi się odwidziało przez listę "moich wydatków". Dramat. Kontynuacja? Przede mną sesja, więc...
      Bo jest GENTLEMANEM! I jej nie ruszył :P
      Staram się, staram :)

      Usuń
  3. Tak, tak, taaaak! :) Ty to wiesz w jakim momencie coś dodać xD Gdyby nie uczucie Billa do Ellie chętnie bym go pocieszyła xD I podobnie jak Ka, brakowało mi tego niegrzecznego Kaulitza pod prysznicem ^.-, ale pewnie niedługo wyzwoli wszystkie swoje pragnienia.
    Zaintrygował mnie wątek z ,,tatusiem". Sama nie wiem czego się spodziewać, hmmm...

    Weny życzę i obyśmy nie musieli długo czekać na kolejną część :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, jak miło to czytać! I tak długo czekaliście na kolejny odcinek, więc...
      Ja też bym go chętnie pocieszyła, nawet bym się nie zastanawiała!
      Tylko tego niegrzecznego typa chcecie...dajcie mu się wykazać!
      Nic nie powiem, czekajcie na tatusia!

      Usuń
  4. Jesteś genialna, kocham to opowiadanie! Czytam je od dwóch miesięcy z przerwami i jakoś do tej pory nie skomentowałam. W sumie sama nie wiem czemu, być może dlatego, iż piszesz tak bardzo wciągające rozdziały, że nie mam czasu na komentarz tylko lecę czytać dalej ;).
    A tak poza tym, mi też brakowało tego niegrzecznego Billa z Ellie pod prysznicem xD. Ogólnie domagam się chyba tych samych rzeczy, których większość czytelniczek- Bill ma być z Ell! Ma ją kochać, denerwować, doprowadzać ją do szału i do najlepszych orgazmów! :D. Kocham tą parę i mam nadzieję, że w końcu będą razem i będą szczęśliwi.
    Czekam z niecierpliwością na kolejny paragraf i dużo weny oraz czasu życzę :))
    www.http://waited-for-rain.blogspot.com/ Zapraszam :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mów mi jeszcze! :D Też tak mam, czytam i jakoś nie umiem skomentować, bo coś. Z resztą to nie mam czasu na sen teraz, więc dziwię się, że coś jeszcze komentuję u kogoś. Doba jest za krótka.
      Kolejna, dziękuję, postoję. Co wy macie do grzecznego Billa? No i przecież z nią jest, więc o co kaman? xD

      Usuń
  5. Paragraf 3.
    Tak czytałam, że nie czytałam. Siemano, mój ty smarku najdroższy. Tęskniłaś? Powiedziałam Ci, ze nadrobię szybciej niż pojawi się to co się pojawić ma.
    No ogólnie to niewiele mogę powiedzieć prócz tego, ze dalej nie lubię tego jełopa i mam nadzieję, że Eliska jednak jakoś przeciągnie Baśkę na swoją stronę. Lubię tą dziewoję, serio. No i spoko. Dobre posiłki miała. Skittlesy, oreo... Dlaczego to jest moje ulubione żarcie i ona je, je? >.<

    Paragraf 4.
    Dalej nie lubię Lucka. Serio. Wkurwia mnie ten gość i w sumie podoba mi się to, jak zbył go Kaulitz. Chociaż słuchając wiecznie tego co opowiadasz mi o tej historii, nie przypuszczałam, ze ten będzie takim dupkiem. Biedna pielęgniarka. Świeć panie nad jej losem. xD

    Paragraf 5.
    Jeremiaszek dzieciaszek. No sorry, ale Jezusem to on drugim nie będzie i wpakowałabym mu kulkę prosto w łeb zahaczając o fiuta. Trololo. Oprócz tego, że powinnam płakać czy zawodzić, bo o Boże, biedna Elisa żyła z jakimś rosyjskim skurwielem i zmarnowała sobie trochę czasu w życiu, to rozjebał mnie ten rozdział i się śmieję. Lecę dalej. :D

    Paragraf 6.
    Kurwa osmarkałam się już na wstępie. Jaki kochany Lusuś. Buziaczek w czółko omnomnom.
    Okej, kurwa. Dziwne czytać takie teksty od Ciebie.
    I okej, Nienawidzę skurwiela (nie, nie Billa). Och kurwa, jak ja go nienawidzę. Skurwysyn jebany -.-

    Paragraf 7.
    Rozpierdalasz mnie na łopatki coraz bardziej. Podoba mi się to, że można tą historię wsadzić do worka o nazwie: Historie Kryminalno-komediowe. Okej, me like it. Serio, serio - gdybyś nagle zwątpiła. Nie mam w zwyczaju w takich kwestiach rzucać słów na wiatr. Fruuuuu. Taki żarcik. Niesytuacyjny. :D

    Paragraf 8.
    Mam łzy w oczach jeśli chodzi o to wspomnienie z mamą Alana i jej życiem od początku. Poważnie. I lubię tego gościa. Miliard razy bardziej niż Burnella. Czy tylko mnie jego nazwisko kojarzy się z burdelem? XD
    I ojoj. Kaulitz taki uroczy ♥

    Paragraf 9.
    Miałam coś powiedzieć... Aaaa! Zanim przetraslatowałam w mózgu tekst piosenki po łbie zaczęło mi chodzić Love runs out. I miałam w związku z tym coś jeszcze dodać, ale nie zgadniesz co? Przeczytałam do końca rozdział i końcówka mnie tak rozjebała, że zapomniałam. No i oprócz Rii, wszystko mi się podoba. Jej nie lubię tak samo jak Lucasa. Poza tym odczepiłabym się od jednej drobnej rzeczy, gdyby nie to, że znów się powtarza. To ocean darling, nie morze.

    Paragraf 10.
    O kurwa ale chuj z Billa. Jak on kurwa może tak sie do niej zwracać, kiedy ona mu właściwie może zęby wybić na dzień dobry? No kurwa serio? On jest jakimś kiepskim żartem o nazwie: wybryk natury, albo coś w ten deseń. O jezu, wkurwił mnie. Poważnie. Szkoda, że mu nie przyjebała. -.-

    Paragraf 11.
    Eeee aha? No okej, spoko. Nie czaję tylko tego, ż ona strasznie szybko zmienia zdanie i dlaczego nie dała w mordę Lucasowi za to, ze ją pocałował? Ja pierdykam, powinna mu skasować pysk. Serio. A Kaulitz jest jebnięty. Lecę dalej.

    Paragraf 12.
    Skąd nagle wytrzasnął tego papierosa? Z dupy se wyciągnął?
    Ale podoba mi się obszerność rozdziału, poważnie.Lubię dużo dobrego tekstu i jak skończę czytać wszystkie paragrafy, to napiszę Ci coś o ile nie zapomnę. Poza tym, nie podoba mi się to, że Bill ćpa.

    Paragraf 13.
    Poczekaj, znów się powtórzę: eeee aha?
    Kaulitz jest debilem. Kaulitz jest kretynem. Kaulitz jest...
    O Alan, no cześć, stęskniłam się ^_^
    A tak na poważnie, nie ogarniam gościa. Serio. I mogła odgryźć się Rii. W końcu to szmata, wiec who cares?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Paragraf 14.
      O KURWA. Ja pierdole, ten szmaciarz... O jak on mnie wkurwia. Jezusie i mateczko. Poważnie. On tak na serio ogólnie? Boję się patrzeć dalej by nie paść na zawał z tym co on zamierza zrobić. Nosz kurwa jego mać w dupę jebana. Tyle. To mój bulwers. O.
      I mam dziwne wrażenie, że Bill powoli wpada. Zobaczymy dalej co będzie...
      I czy ty temu jebanemu świrowi dałaś mojego Shelby chociaż na pięć minut, czy mylę z którymś z innych wózków?

      Paragraf 15.
      No dobra, oglądałam to i kurwa, wzięłaś i zerżnęłaś to. Przynajmniej tak mi pamięć podpowiada. Nie mogłaś więcej wprowadzić czegoś od siebie? Serio, misiaku? Zawiodłam się teraz. A BU.
      Burnell to psychol. DALEJ GO NIE LUBIĘ.

      Paragraf 16.
      Zawiodłaś mnie. Dalej. Serio. >.< Mogłaś się bardziej postarać i masz niedociągnięcia, nie lubię tego. Staraj się bardziej, bo ta historia ma potencjał.

      Paragraf 17.
      Właściwie to nie wiem co napisać. Oprócz tego, że zaskoczyłaś mnie nagle tym, że Ria jest miła. I tak nie zmieni się przez to moje podejście do nij, bo nagrabiła sobie mocno na starcie. I dobra bajeczka :3

      Paragraf 18.
      Znów parę błędów wynalazłam, ale milczę. I jej, nie lubię Lucasa. Ile razy ja to jeszcze powtórzę? Nie wiem. Ale nie trawię typa. A kara całkiem przyjemna i hm. W sumie to musiało być dla niego mniej przyjemne doświadczenie, ale na pewno przydatne.

      Paragraf 19.
      Gdy Dave zniknął z pola widzenia, nogi samoczynnie poniosły mnie do niego.
      To brzmi tak, jakby ona poszła do Davida, a nie Billa.
      A to nie miała być fryzura na pazia? Bo o pawiu to ja jeszcze nie słyszałam.
      Wkurwiający ten przystojniak z Brytanii. Ale co baśka ma z tym wspólnego i ten szmaciarz? o_O

      Paragraf 20.
      Dziecko Baśki jest Jeremiaha?! No bez kurwa jaj. I aha, zaczyna się to, na co ja cały ten czas czekałam. Nawet nie wiesz jakiego mam banana na twarzy :D
      Kurwa, teraz to się dopiero zdziwiłam. Znaczy... No bo Sprośny Kubuś i... przecież to kurwa logiczne kto to. Już pomijam fakt tego co ja sama wiem na temat tej historii, ale to widać nie pierwszy rzut oka i połączenie jest logiczne o_O

      Paragraf 21.
      No i co? Mówiłam, że to logiczne. A ta lasia z brytyjskiej policji... Co za babsztyl -.-

      Paragraf 22.
      Nie wierzę w bezmyślność tego frajera. I podoba mi się w sumie to, jak Elisa go potraktowała. Należało mu się. Dostałam właśnie okres, wiec nie spodziewam się więcej myślenia po samej sobie. Ale bliżej końca niż dalej! :D Bądź dumna.

      Paragraf 23.
      No klub wydaje się spoko. Włoska knajpka też, przez co zrobiłam się głodna i nabrałam ochoty na dobrą pizzę wypchaną serem i toną mięsa. Mhm, to jest coś, co brzuszek lubi najbardziej. ^_^
      I właśnie. W tekście pojawiło się coś, co spowodowało, że oczy mi zaświeciły...

      Paragraf 24.
      Masz plusa za Lamberta. I jak ona go nie zabije po tym jak się kochali/pieprzyli/zwał jak zwał i spierdolił, to kurwa jest głupia jak but. Nie mam nic więcej do powiedzenia w tym temacie.

      Paragraf 25.
      Oczy mi się kleją i już mnie bolą. Jest druga, a ja od samego rana wałkuję każdy rozdział. Zdanie po zdaniu. Jest mi szkoda Elisy, Lucasa dalej nie lubię, chociaż stara się być tym dobrym, a Bill jest palantem. Jeszcze dwa mi zostały. Życz mi szczęścia.

      Paragraf 26.
      Ten cytat jest naprawdę ładny. Ale szkoda, że nie trafiła na te wyścigi, bo chętnie bym o tym poczytała i moze nabrała nieco inspiracji i takich tam, bo wypadałoby coś w tym temacie też napisać, tak ogólnie, nie? No. Idę, ostatni paragraf do nadrobienia.

      Usuń
    2. Paragraf 27.
      I to ten kawałek, który był piękny od samego początku. A zdanie na temat samotności: traf w dziesiątkę. I dlaczego dajesz mu ciągle tą pieprzoną koszulę w czerwoną kratę? Halo! To Kaulitz, jego szafa jest co najmniej jak mój pokój, helloł....
      Skończyłam.
      Podobał mi się ich wspólny prysznic. Ale nie podoba mi się teraz jej podejście i chcę żeby się zeszli, chociaż Bill to palant. I mam pewne podejrzenia kto z jego przyjaciół mógłby donieść, albo z jej współpracowników. Mam typ na to i na to. Zobaczymy co bedzie dalej...

      Podsumowując.
      Nie wierzyłaś, ze zrobię to szybciej niż sama wiesz co. Masz dowód, że nie rzucam słów na wiatr i jak mówię, że zrobię to zrobię.
      Dwa, od strony technicznej masz za dużo powtórzeń, ale jestem już tak zmęczona (dochodzi trzecia), że wytykanie kolejnych zdań zajęłoby kolejne dwa takie długie komentarze.
      Zwracaj uwagę na to jak piszesz, bo razi zmienianie czasów (nie pamiętam który to był paragraf). I wyuczyłam się sama tego, bo do niedawna i ja strzelałam takie błędy.
      Serio, ta historia ma potencjał i jest naprawdę świetna, chociaż zawiodłaś mnie tym Grabarzem, poważnie. Stać Cię na coś lepszego. No i zapominasz o bohaterach. Co właściwie stało się nagle z Baśką, że zniknęła z pola widzenia i "problemy z dzieckiem"? Co z Natalie? Już nagle przestała płakać po Bian?
      I w sumie nie lubię tej blondi.
      Mam nadzieję, że wszystko w racjonalny sposób wyjaśnisz i teraz czekam na kolejny rozdział. Buziaki i weny.

      (Ciesz się, że masz komentarz. Nie wiele ich piszę ^_^)

      Usuń
    3. Przeczytałam to wszytko - i tak, ja "Smark" tęskniłam! I rozmawiałyśmy w cztery oczy o tych komentarzach, mówiłam, że postaram się poprawić. Tylko teraz to kwestia wolnego czasu, którego w tym momencie nie mam. Próbuję dalej :)
      Koooocham Cię i Buziaki!

      Usuń
  6. Hej przeczytałam każdy Twój odcinek i stwierdzam że kocham ten blog, pierwszy raz czytam o takiej tematyce, i nie mogę doczekać się kolejnego odcinka. Oby Bill był z Ellie tak na ppważnje . Życzę dużo weny, pozdrawiam Caroline :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Caroline, cieszę się, że przeczytałaś i się spodobało. Mam nadzieję, że Cię nie zawiodę i zostaniesz na dłużej. Pierwsza taka tematyka, to fakt. Sama sprawdzałam FFTH czy nie ma podobnego bloga.
      Przecież są razem :D

      Usuń
  7. Jestem niezaspokojona. Stanowczo moment pod prysznicem zostawił po sobie lekkie nienasycenie, aczkolwiek myślę, że to dobrze, że nie doszło do czegoś więcej. Z początku Elisa wystraszyła mnie tekstem, że chce zapomnieć o sytuacji z Madhouse, ale musisz mo wybaczyć. Jest niedziela, pogoda do dupy i słabo ogarniam.
    Ogólnie paragraf uroczy :) W końcu się doczekałam spotkania po tej wiadomości i jestem zadowolona, choć nie ukrywam - dobija mnie długość tego rozdziału.
    Nie przejmuj się studiami, doskonale Cię rozumiem i mimo, że będziemy na pewno wszyscy tęsknić przez ten tydzień - poczekamy ;)
    Uwielbiam Twoją twórczość, naprawdę. Dzisiaj ponownie przeczytałam to opowiadanie od samego początku :) Naprawdę bardzo mi się nudziło...
    I wybacz brak komentarza w poprzednim rozdziale... Brak czasu i siły na cokolwiek, dlatego powiem to teraz: Kaulitz romantyk kręci mnie zdecydowanie bardziej ;)
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak miało być. Billuś grzeczny!
      Dlaczego ten tekst Cię wystraszył? o.O
      Mam w zwyczaju pisać krótkie rozdziały. Jakoś mi tak wychodzi. Poza tym, nie lubię dłuuuuuuuuuuuuuuuuuuuugich opisów. Nudzi mnie to.
      Nie minął tydzień, ale jakieś 4? xD Przepraszam.
      Nie gniewam się, sama nie komentuję, bo nie mam czasu. Czytam wiele blogów, ale potem idę spać, chociaż na 5 godzin, a potem do pracy albo na uczelnię, więc ledwo żyję.
      Może tego romantyka zostawię? :)

      Usuń
    2. Stanowczo powinnaś go takim zostawić xd oby nie do przesady ;) a co do długości czekania na kolejny rozdział. Spoko, ważne, że wgl jest! :D

      Usuń
  8. Jakoś nie mogłam się zebrać do tego komentarza. Przemknęło mi nawet przez myśl, żeby zostawić to sobie na czwartek, kiedy będę się uczyć z historii, ale uznałam, że było był z mojej strony nieco nieroztropne. Zaległości nagromadziły mi się przez nadmiar nauki (i lenistwo), a jak zaczął się w końcu długi weekend to stwierdziłam, że najpierw dokończę pisać odcinek na bloga, a jak się już go skończyłam i zabrałam się za te wszystkie zaległości blogowe, których było całkiem sporo to ciebie zostawiłam sobie na deser, lecz w międzyczasie zepsuł mi się humor i stwierdziłam, że nie będę cię krzywdzić, bo w takich chwilach wszystko krytykuję.
    Miło mi się czytało ten odcinek przy 'Nic się nie stało' Much (pozostałe dwa odcinki przeczytałam między lekcjami w szkole albo jak reszta miała religię). Szczerze powiedziawszy miałam lekki mętlik w głowie po ostatnim odcinku, bo nie do końca ogarniałam tą sytuację z karteczką i od kogo ona właściwie jest. Podejrzewałam, że od Billa i intuicja mnie nie zawiodła.
    Nikt nie chce być sam, ale przecież to nie zawsze zależy od nas. Bo jeśli jesteśmy samotni z wyboru to wszystko jest okey, ale kiedy na tą samotność skazują nas inni to... kurczę, może nie będę tu opisywać moich doświadczeń z tym związanych, w końcu to nie jest odpowiednie miejsce (i czas - późna pora jest zgubna). Mam u ciebie dziwny zwyczaj pisania w komentarzach nie tego, co powinnam...!
    A teraz na mojej playliście zagościła kolejna piosenka Much 'Queen for a day': "Maybe It's you still looking for yesterday" i kolejny wers " Who will be let to adore you" - Wiem, że ona wybrała jego. Tylko czy on temu sprosta? Wszystko w nim jest tak zagmatwane (i w niej także), że nie potrafię określić, czy cokolwiek, co oni stworzą będzie w stanie nie chwiać się w posadzkach. Ale może tu działa przyciąganie? Pojebany człowiek zawsze przyciągnie do siebie pojebanych ludzi (albo żadnych). Mogłabym powiedzieć, że 'gonią go myśli jak pociąg', ale on chyba już się zatrzymał, zorientował, czego potrzebuje. Króliczek uciekł... Dogonił go, lecz to wszystko wciąż jest kruche, nietrwałe. Nie wiadomo, czy coś się nie omsknie znowu. Nie ma kolejnej szansy, nie ma kolejnego życia, nie będzie kolejnej próby. Jest tu i teraz. Wszyscy coś pieprzą, a potem uciekają z krzykiem "Mamo, ja nie chcę tak żyć!", ale życie jest nieubłagane, nie pyta, poddaje cię próbie. Co z tego, że nigdy nie sprostasz tym wymaganiom, które inni ci stawiają, sam sobie stawiasz?
    Nie łatwo jest zaufać i wierzyć, że nie poniesiesz ran. Ludzie obiecują i zostawiają cię z niczym. Nie ma gwarancji i trzeba to zrozumieć.
    Dobra, mój wywód chyba nijak ma się do odcinka, więc może jeszcze odpisze na to, co mi odpisałaś:
    Nie rozumiesz - rozmawiać i pisać to nie to samo. Przynajmniej dla mnie. Chociaż czasem mi się uda jak ktoś ma dobrą gadkę i do tego znajdziemy wspólny temat, ale generalnie jestem aspołeczna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakby mi ktoś napisał taki komentarz na bloga to wysłałabym go do psychiatry.
      Śmiało, nie krępuj się.

      Usuń
    2. A po co miałabym Cię wysyłać tam? Pewnie sama powinnam i większość ludzi. Miejsc by nie starczyło xD
      Zacznę mieć na sumieniu Twoją historię, serio :) Mam to samo, notatki piętrzą mi się w pokoju i nie mam kiedy się za to zabrać.
      Krytyki się nie boję. Spotykam się z nią niemal codziennie, zwłaszcza w pracy, więc ostatnio ciągle chodzę bez humoru i wszystkiego mi się odechciewa :/
      Nie słyszałam tej piosenki, muszę to przesłuchać, bo nie mam już co.
      Mi nie przeszkadza to, że piszesz o czym innym, poważnie :) To dla mnie coś, co sprawia, że chce się pisać dalej.
      Powinnyśmy się zastanowić czy oni oboje temu sprostają. Ich życie nie było i nie jest kolorowe. Cały czas będą się chwiać, musi dojśc do czegoś, co ich naprawi. To co napisałaś dało mi wiele do myślenia.
      Temat do rozmowy zawsze się znajdzie. Mimo wszystko - pisanie czy rozmowa jest jakimś kontaktem. Zawsze warto to mieć żeby nie oszalec totalnie.

      Usuń
  9. No dobra, nie uduszę Cię, to był on i to w dodatku taki normalny! Taki swój. Dobrze im razem, nie komplikuj już niczego...
    Został mi ostatni odcinek, także biegnę!

    OdpowiedzUsuń