czwartek, 4 grudnia 2014

Paragraf 28



Oczy mi się już zamykają, dlatego też odpowiedzi na komentarze udzielę jak wstanę. Spodziewajcie się ich pod Waszymi komentarzami w poprzednim poście ( o ile oczywiście jesteście zainteresowani).  Jestem też bardzo zaskoczona, nie spodziewałam się takiego odzewu.
Przepraszam Was też za długą przerwę - brak czasu i weny w dodatku, dlatego mam nadzieję, że udało mi się nadrobić ten czas w odcinku.
Nie przedłużam dalej i zapraszam do czytania.
PS. Korektę też pewnie będę robić z rana, więc nie zwracajcie uwagi na błędy :)

 *

Świt nadszedł szybciej niż się tego spodziewałam. Powiadają, że wszystko, co dobre, szybko się kończy. Tylko, że jego ciało, zaraz obok mojego, wcale nie wskazywało na to, że gdzieś się wybiera.
Spaliśmy wtuleni w siebie, tak jakby to było ostatnie nasze spotkanie, jakby jedno z nas miało zaraz zniknąć.
Oboje dobrze wiedzieliśmy, że każde nieodpowiednie słowo czy gest, sprawi, że spieprzymy to koncertowo. On, tak samo jak ja, jesteśmy po przejściach, chorym okresie w swoim życiu i chcieliśmy go zamknąć jak przeczytaną książkę.
Każdego ranka chciałam budzić się z myślą, że ktoś leży obok. Ktoś, dla kogo chce ci się wracać do domu, żeby miał cię kto witać. Chciałam tych wszystkich wspólnych obiadów, siedzenia przed telewizorem, narzekania na bałagan...wspólnego wychowywania dziecka...
Czy ja sobie za dużo wyobrażałam? Możliwe.
Przecież on w każdej chwili może wyjechać, stwierdzić, że jednak kariera jest ważniejsza i nie myśli o czymś do grobowej deski.
Ścisnęłam nasadę nos i wypuściłam cicho powietrze z ust.
- Nie popadaj w paranoję - wyszeptałam najciszej, jak potrafiłam. - Przestań się dręczyć.
- Nigdzie się nie wybieram.
Odrobinę zesztywniałam słysząc jego zaspany głos. Wolną ręką odgarnął włosy z mojego czoła i złożył na nim delikatny pocałunek.
- Dzień dobry.
- Zacznie się piekło - wypaliłam bez zastanowienia. Właściwie to powiedziałam to, co dręczyło mnie odkąd się obudziłam. - Nie, chciałabym żeby to było piekło, ale będzie jeszcze gorzej.
- A jeszcze przed chwilą byłem pewien, że to będzie cudowny poranek.
Ku mojemu zaskoczeniu, Bill odsunął się ode mnie i wstał z łóżka.
- Nie możemy zamiatać takich problemów pod dywan - blondyn pokręcił tylko głową i skierował się do łazienki. - Pomyśl co będzie z mediami, moją pracą, twoimi fankami, Lucasem i Jeremiahem!
- Akurat mediami i Lucasem przejmuję się najmniej.
Zaklęłam głośno, kiedy trzasnął drzwiami.
Brawo Ellie, brawo!
Odrzuciłam kołdrę i poszłam do kuchni, nie szczędząc sobie przekleństw. Czy ja naprawdę muszę być taką masochistką? Kłócić się z nim już od samego rana, zamiast cieszyć się, że został i nie uciekł ode mnie jak ostatnio? W dodatku chciał zostać i zapewniał, że nie odejdzie.
Ale nie, ja, jak zwykle w ostatnim czasie, wolałam sobie komplikować życie, niż je ułatwiać.
Kiedy szłam do kuchni przez salon, sięgnęłam do torebki na sofie, żeby wyciągnąć z niej papierosy. Moim oczom rzuciła się też karteczka od Billa.
"...jeśli o mnie zapomnisz nie widzę już sensu niczego."
Nawet gdybym chciała, to nie byłoby takiej szansy. Pojawił się w moim życiu i ta myśl nigdy mnie nie opuści, bo takich jak ON się nie zapomina.
Wypuściłam dym z ust i weszłam do kuchni. Kawa nam się przyda, bo oboje bez niej nie funkcjonujemy najlepiej.
- Może najpierw powinnam go naładować kawą...- mruknęłam pod nosem i podstawiłam dwa kubki.
- A co, padł ci chłopaczek?
Kiedy usłyszałam głos, prawie strąciłam jakąś szklankę i złapałam się za serce.
- Lucas - odetchnęłam i odwróciłam się od ekspresu. - Jak ty...
- Alan wrócił do domu i wprosiłem się na kawę - położył łokcie na stole i oparł podbródek o swoje dłonie. - Bardzo jesteś zła?
- Bardziej zaskoczona - zajęłam miejsce na wprost niego i strząsnęłam popiół do popielniczki.
- A co, spodziewałaś się, że wytargam go z twojej sypialni? - Uśmiechnęłam się delikatnie. To mogłoby być całkiem zabawne, o ile nie komiczne. - To twoja sprawa, a właściwie to twoje wypowiedzenie.
- Przyjechałeś mi powiedzieć, że nie mam po co się odwoływać od zawieszenia?
- Tak, góra jest wściekła.
- A ty?
- Spodziewałem się tego - odstawił kubek na stół. - A ty powinnaś wziąć się w garść, jeżeli uważasz, że związek z nim jest tym, czego chcesz - zmarszczyłam brwi, nie do końca wiedząc o co mu dokładniej chodzi. - Słyszałem waszą kłótnię, a właściwie to twoją.
- Wiesz co się będzie teraz działo.
- Wszyscy wiemy, dlatego powinnaś go przeprosić, zamiast robić awanturę już od samego rana. Jesteście w tym bagnie razem, od początku, a takie zagrania wam nie pomogą.
- Ellie, nie chcę się z tobą kłócić - spojrzałam na blondyna, który wszedł do kuchni. - Ledwo doszliśmy teraz do porozumienia, a już wbijamy sobie szpile. - Zatrzymał się wpół kroku. - Cześć Lucas.
Burnell tylko kiwnął mu głową na powitanie i wrócił do zabawy swoim telefonem. Spuściłam głowę, szukając pomocy w podłodze, ale jej tam nie znalazłam. Schowanie dumy do kieszeni zawsze mnie bolało, a teraz było nieuniknione.
- Przepraszam - mruknęłam i zaczęłam skubać nitkę, która wystawała z moich spodenek.
- Tu stoję - warknął, a we mnie zawrzała krew. Nie przywykłam do przepraszania czy kajania się przed kimś, a Bill najwyraźniej tego oczekiwał.
Zgasiłam papierosa i wstałam, czując na sobie zaciekawione spojrzenie bruneta. Doskonale wiedział, że takie coś zwykle kończyło się u mnie większą awanturą i chyba na to czekał, mimo wcześniejszego pouczenia.
- Nie jestem w pakiecie tylko z Tomem, ale mediami i fanami, przecież o tym wiesz.
- Wiem, przepraszam - podeszłam do niego i przytuliłam się. - Postaram się to opanować.
- Twoim nieodłącznym elementem życia jest Alan, praca w FBI i to akceptuję - objął mnie mocniej. - Jeżeli to nie zadziała w dwie strony to będzie kiepsko.
- Z tą pracą w FBI nie byłbym już taki pewny - wtrącił Lucas. - Stanie się zbyt popularna by być agentem, a już tym bardziej nie awansuje na tajnego. Krótko mówiąc, podciąłeś jej skrzydła w rozwijaniu kariery, ale sama wybrała - spojrzałam na niego z ukosa, a on tylko uniósł ręce w geście poddania. - Zawsze zostają ci białe rękawiczki.
- Goń się - burknęłam. - Skończysz w Drogówce razem ze mną.
- Nie lubię tańczyć publicznie.
- A co jest nie tak z Drogówką?
Lucas wybuchnął śmiechem, a ja westchnęłam głośno.
- Ręce opadają.
Pokiwałam głową i uśmiechnęłam się pod nosem słysząc, jak Burnell wpadł w większe rozbawienie.
Żyję z wariatami.

*

- Bratowa!
Skrzywiłam się, po raz kolejny tego dnia, słysząc to słowo od Toma. Jaka bratowa do cholery?
Pokręciłam tylko głową i wróciłam do czyszczenia swojego Walthera P99.
Bill leżał na leżaku i tworzył coś na laptopie, pochłonięty do tego stopnia, że nie ogarniał otoczenia. Wystarczyło zostawić go z komputerem, kawą, papierosami i już był niedostępny dla świata.
Miałam przed sobą szkielet broni, lufę, sprężynę powrotną, zamek i magazynek. Dawno nie sprawdzałam się w składaniu broni.
- Moja droga bratowo! - Na przeciwko mnie stanął Tom z szerokim uśmiechem. - Kiedy lecimy do Vegas na ślub?
Bill oderwał wzrok od ekranu i spojrzał na nas zdziwiony. Włączyłam stoper w telefonie i najszybciej jak potrafiłam, złożyłam swoją zabawkę, odbezpieczając ją i celując obok Toma.
- Pięć sekund - mruknęłam, śmiejąc się w duchu z miny starszego z bliźniaków. - Nie wypadłam z formy.
- Nie było pytania - usiadł obok mnie, uważnie obserwując, to, co robię z Waltherem. Zabezpieczyłam go i wyciągnęłam pusty magazynek, by włożyć do niego naboje. - Nasi rodzice za godzinę wrócą z Santa Monica.
- Rodzice?
- No tak, nasi rodzice - trzasnęłam Toma po łapach, kiedy sięgał po naboje. - Bill ci nie mówił, że przylecieli kilka dni temu?
- Niby kiedy miałem to zrobić? - Fuknął na niego blondyn i odłożył laptopa na stolik
- Dzisiaj rano?
- Żebyś znalazła wymówkę?
Zmrużyłam gniewnie oczy. Nie wiem, on czytał mi w myślach czy coś? Przecież to było logiczne, że poznanie jego rodziców było czymś...ważnym. Do tego stopnia ważnym, że powinnam się dowiedzieć jakoś tydzień wcześniej, by do tego dorosnąć. Jak niby on to sobie wyobrażał?
- Oszalałeś? - Tom oparł nogi o drugie krzesełko i odpalił papierosa, nie mając zamiaru się zmyć. - Co ja niby mam powiedzieć twoim, wróć, waszym rodzicom? - Zaczęłam pakować przybory od broni do pudełka. - Dzień dobry, nazywam się Elisabeth O'Donell, jestem sierotą, która chyba jeszcze pracuje w FBI i moją aktualną misją jest ochrona państwa synów przed moim byłym mężem, miło mi.
Tom parsknął śmiechem, że zakrztusił się dymem. Kusiło mnie żeby przyłożyć mu w plecy, dla lepszego odkaszlnięcia, ale mina młodszego bliźniaka zatrzymała mnie w miejscu. Jak to się do cholery działo?
- Simone wie o wszystkim i czułbym się lepiej, gdybyście się poznały.
- Poznanie naszej mamy to już wejście w rodzinę - wtrącił Tom.
- Wcale mi nie pomagasz, matole!
- Nie pyskuj gówniarzu.
- Halo! Jestem tu. - Przerwałam im docinki, zwracając na siebie uwagę. - Na prawdę nie mogłeś mi wcześniej powiedzieć? - Zwróciłam się do Billa, który sięgał ponownie po komputer.
- Zrobisz jak uważasz.
Dał za wygraną i założył okulary przeciwsłoneczne.
Miałam wielką ochotę zabrać tego laptopa i wrzucić go do basenu. Byłam przyzwyczajona do bycia singlem. Wszystko miałam zaplanowane, mogłam sobie siedzieć w pracy po godzinach, nie musiałam się dostosowywać do czyjegoś planu dnia. Odpuszczenie sobie tego i spokojne reagowanie na niezaplanowane spotkania, zajmą mi trochę czasu. Ewidentnie musiałam ćwiczyć swoją cierpliwość przy nim.
Kiedy wstałam z krzesła, nie zwrócił na mnie uwagi. Kiedy podeszłam bliżej, przekładając przez niego nogę, też nie zareagował. Dopiero kiedy ściągnęłam mu okulary, odrzucając je gdzieś za siebie, oderwał ręce od klawiatury, więc ekran zatrzasnęłam.
- Co ty...
- Kochanie - zaczęłam grzecznie i nachyliłam się nad nim. - Jadę na spotkanie biznesowe, o którym wspominałam ci rano - zaakcentowałam ostatnie słowo. - Pojadę teraz, żeby na dwudziestą wrócić, czy to ci odpowiada?
- Ta - mruknął pod nosem, wgapiając się w mój dekolt. Wywróciłam młynka oczami i cmoknęłam go w usta.
- Obiecuję, że przyjadę.

*

Minęło może z czterdzieści minut, kiedy to zasiadłam ze swoim prawnikiem w sali konferencyjnej "Illy". Przez ten cały galimatias ze sprawą zupełnie zapomniałam o problemach z tym kasynem. Z resztą, to kto by pamiętał przy takim trybie życia.
Ekipa zaczynała już prace, projekt wyglądał świetnie, ale co z tego? Nie chciałam mieć już nic wspólnego z interesami Jeremiaha i nadeszła pora, by pozbyć się wszystkich firm. Nadeszła pora, by zamknąć ten rozdział w życiu i iść do przodu. Właściwie to na wczesną emeryturę, bo do FBI przecież nie wrócę po tym wszystkim. I nawet mi na to nie pozwolą.
- Razem z panem Hermanem zdecydujemy się kupić udziały i przejąć budynek, ale nie za taką cenę.
- Same udziały są warte sto pięćdziesiąt milionów, więc o jakim zejściu z ceny my rozmawiamy? To nie jest dyskoteka na China Town, tylko wielkie kasyno!
- Które jest na skraju bankructwa.
- Remont już został opłacony, więc miejsce będzie więcej warte.
- Panie Herman - zwróciłam się bezpośrednio do starszego mężczyzny w garniturze, który chciał kupić to kasyno. - O jakiej kwocie mówimy?
- Pan...
- Pytam się pana Hermana - przerwałam prawnikowi i spojrzałam na niego ponownie. - Więc?
- Nie jestem przyzwyczajony do rozmowy z kobietami o pieniądzach - uśmiechnął się delikatnie, bynajmniej nie pogardliwie.
- A ja do przegrywania, więc oboje nie czujemy się najpewniej w tej chwili - uniosłam dłoń, kiedy mój prawnik chciał się odezwać. - Proponuję obniżenie ceny o dziesięć procent.
- Ellie!
- Ja na tym nie ucierpię, pan się ucieszy - nie zwróciłam uwagi na zmagania mojego pełnomocnika, który prawdopodobnie dostał zawału. - Zależy mi na szybkim sprzedaniu tego interesu, a chętnych jest sporo.
- Nasze kasyna należą do najlepszych w Stanie, skąd decyzja by pozbyć się złotej żyły, pani O'Donell?
- Znaczące zmiany w życiu prywatnym - uniosłam lekko kącik ust. - Po co mi to wszystko - wskazałam ręką na pokój - kiedy nie mam z kim tego dzielić? W końcu mi ością pieniądze w gardle staną - zaśmialiśmy się oboje.
- Wie pani co? - Herman sięgnął po pióro z kieszeni swojej marynarki. - Nie robię nic innego, tylko haruję, żeby mieć pieniądze, a to dziesięć procent nie zrobi mi różnicy.
- Co mam przez to rozumieć?
- Że zgadzam się na pierwszą propozycję, bo po remoncie i planie działania, jaki jest tu już ułożony, to zwróci się w ciągu trzech lat - mężczyzna podpisał się pod pierwszą wersją umowy. - Proszę to potraktować jako dodatek do wczesnej...emerytury.
Podpisał się pod dwoma egzemplarzami i podał mi swoje pióro.
- Do tej spokojnej to jeszcze mi daleko.
- Patrząc na nagłówki ostatnich portali plotkarskich, to pewnie tak...ale życzę powodzenia.

- Nie rozumiem, jak mogłaś mu zaproponować takie zejście z ceny.
Wychodziłam właśnie z budynku kasyna, kiedy mój prawnik się odezwał.
- Może i to nie byłoby dobrym posunięciem jeszcze jakiś czas temu, ale mówiłam ci, że chcę się pozbyć tego jak najszybciej, więc...
- Chciałem jeszcze podbić cenę.
- Tego się domyśliłam - zaśmiałam się. - Ale hej, przecież nie płacę ci mało.
- Jako przyjaciel powinienem się obrazić.
- Prawnik-przyjaciel, tego jeszcze nie widziałam - otworzyłam torebkę by znaleźć kluczyki od auta. - Skoro jesteś takim przyjacielem, to powiedz mi lepiej co mogę kupić na kolację z rodzicami... mojego faceta.
Spencer stanął w miejscu, najwyraźniej zdziwiony moimi słowami. Zrobiłam głupią minę i wzruszyłam ramionami.
- Pierwsza kolacja? - Kiwnęłam twierdząco głową. - Ja swojej teściowej kupiłem kwiaty, a teściowi dobre whisky.
- Nie uważasz, że to zbyt oklepane?
- A co? Myślałaś, że kupuje się prywatny samolot? - Zaśmiałam się i wyciągnęłam pilota od auta.
- Nigdy nie poznawałam rodziców, więc nie wiem. Jeremiah teoretycznie był sierotą.
- To przez niego pozbywasz się firm? - Zmienił temat, a w mojej głowie zapaliła się czerwona lampka. Wypytywanie o takie rzeczy nie wróżyło nic fajnego, tym bardziej, że Spencer od początku do końca z nim współpracował i pewnie wiedział o czarnych interesach.
- Czy to cię dziwi?
- Raczej martwi, będę miał mniej pracy i chyba muszę szukać innego klienta.
- Mało ci nie płaciliśmy - poklepałam go po ramieniu. - Więc mówisz, że kwiaty i dobra flaszka?
- To powinno załatwić sprawę na pierwszym spotkaniu.
- Zaczynam bać się następnych - mruknęłam i nacisnęłam na przycisk odblokowania drzwi. - Do zobaczenia.
Zmarszczyłam brwi, kiedy nie usłyszałam znajomego dźwięku automatycznego otwierania. Czyżby wyczerpały się baterie w tym cholerstwie?
Nacisnęłam guzik ponownie, ale dalej nic się nie zmieniło.
- Ellie?
- O cholera...
Usłyszałam za to znajome pikanie, a reszta wyglądała jak w filmie akcji.
Zdążyłam krzyknąć do Spencera i odsuwając się jak najdalej, padłam z nim na ziemię, gdy moje BMW wybuchło.

Ostatnia godzina świtała mi w pamięci, jakby nie chciała. Dalej w głowie brzęczały mi dźwięki syren, alarmy samochodowe. Nawet widok płonącego auta nie chciał zniknąć mi sprzed oczu, kiedy siedziałam pod prysznicem w swoim domu.
Syknęłam z bólu, kiedy przez swoje zamyślenie, ciepła woda zetknęła się lekko poparzonym udem.
- O'Donell!
- Alan, jestem pod prysznicem!
- Zaraz sam cię wyciągnę z łazienki.
Przyjaciel wszedł do pomieszczenia, kiedy zakręcałam już wodę i owinęłam się ręcznikiem.
- Co mają znaczyć te ubrania?
Spojrzałam na jego rękę, w której trzymał pobrudzone i podziurawione ubrania. Wyglądały jak totalne szmaty, których nie zdążyłam już wyrzucić.
Minęłam go i rzucając ręcznik na łóżko, zaczęłam zakładać bieliznę, starannie omijając bolące miejsce.
- Mówię do ciebie!
- Sprzedałam "Illy" - odpowiedziałam mu i sięgnęłam po balsam z panthenolem na oparzenia. W tym mieście był to niezbędnik, biorąc pod uwagę klimat.
- I przez to twoje ubrania wyglądają, jakbyś wróciła z bijatyki?
- Nie, przez to, że mój samochód wyleciał w powietrze. - W pokoju zapadła cisza, a ja w końcu na niego spojrzałam. - Pożyczysz mi swój? Muszę jechać na kolację do Billa, jego rodzice przyjechali.
- Lucas wie o tym?! - Rzucił ubrania na podłogę i klęknął przede mną, zabierając mi z ręki balsam. - Wszystko z tobą w porządku? I kto to do cholery zrobił?!
- Alan, spokojnie - syknęłam, kiedy lekko nakładał mi krem na nogę. - To znak, że on wie o wszystkim. Auto wybuchło chwilę po odblokowaniu, dla mnie to jasna wiadomość.
- A...
- Tak, wie, przyjechał zaraz do mnie - założyłam na siebie błękitną sukienkę w białe groszki. Miała grube ramiączka, mały dekolt i sięgała do kolana, więc nie była wyzywająca i zakrywała moje dzisiejsze nieszczęście w postaci lekko różowego śladu na udzie. - Kazałam nie mówić o tym Billowi, nie powinien się jeszcze tym martwić. Mam poznać dzisiaj jego rodziców, nie chcę psuć wieczoru.
- Jesteś pewna, że chcesz tam jechać? Zaczynam się poważnie bać o ciebie. Wiesz, że teraz zacznie się pościg.
- Obiecałam mu to i nie zrezygnuję - Alan podał mi szpilki, które wsunęłam na stopy i usiadłam przed lustrem. - Stresuje się, bo nigdy nie miałam okazji poznać czyichś rodziców - zmieniłam temat. - Pewnie zjedzą mnie nerwy.
- Może cię zawiozę, co?
Kiwnęłam głową, na znak, że się zgadzam i wyciągnęłam w jego stronę grzebień. - Ale weź mnie ogarnij, co?
Po drodze do bliźniaków kupiłam jakieś kwiaty i lepsze wino, bo whisky wydawało mi się zbyt pospolite na taką okazję.
Przez cała drogę zastanawiałam się co mam mówić, jak się zachowywać. Nie wiedziałam jacy są ich rodzice. Czy to wyluzowana para, czy może powściągliwa...ale z drugiej strony, jeżeli byliby sto lat do tyłu, to Bill i Tom nie pozwoliliby sobie na taki kontrowersyjny tryb życia. Nie wiedziałam czego mogę się spodziewać. Nie chciałam wypaść źle, ale dzisiejsza sytuacja nie wprawiała mnie w dobry nastrój.
- Dasz radę.
Kiedy byliśmy już pod domem, Alan otworzył mi drzwi i pomógł wysiąść z auta. Wzięłam kilka głębszych wdechów i ostatni raz patrząc na jego pokrzepiający uśmiech, ruszyłam do drzwi, w których stał już Lucas.
- Jak noga?
- Jeszcze piecze, ale to pikuś przed tym, co mnie czeka zaraz.
- Powiedziałem mu, że miałem pilną sprawę do obgadania w pracy, a ty się spóźnisz przez negocjacje - otworzył przede mną drzwi. - Będziemy teraz sprawdzać każde auto.
- Okej, dzięki.
Zdążyłam odwiesić swój żakiet, kiedy pojawił się Bill, a za nim brunetka. Jak mniemam, jego mama. Przełknęłam ślinę i wymusiłam uśmiech, żeby nie widzieli, że bardzo się stresuję.
- Przyjechała spóźnialska! - Zatrzęsły mi się ręce, kiedy usłyszałam te słowa z jej strony. Wkopałam się.
- Kolację już zjedliśmy - mruknął Bill i spojrzał na moje prezenty.
- Przepraszam, dzisiaj mam strasznie zakręcony dzień - podeszłam do kobiety i wyciągnęłam rękę. - Elizabeth, miło panią poznać.
- Simone, mi ciebie również - uścisnęła ją. - Dużo o tobie słyszałam.
- Mam nadzieję, że Bill za dużo nie kłamał - uśmiechnęłam się szerzej. - Proszę - podałam jej bukiet kwiatów i torebeczkę z winem. - I przepraszam, strasznie się przeciągnęło w pracy.
- Rozumiem, nic się nie stało, dziękuję - przyjęła prezenty. - Wszyscy są w salonie, zaraz przyniosę ciasto. Co chcesz do picia? Kawę, herbatę, sok, a może wino?
- Może być wino.
- Zaraz przyniosę, idźcie do reszty.
Kiedy zniknęła nam z zasięgu wzroku, wypuściłam głośno powietrze z ust. Chyba nie jest najgorzej.
- A tak na poważnie - zaczął Bill. - Czemu się spóźniłaś i czemu Alan cię przywiózł?
- Jak mówiłam, negocjacje potrwały dłużej - uniósł jedną brew. - Auto mi się popsuło i czekałam na lawetę - wytłumaczyłam, patrząc mu prosto w oczy.
- Niech ci będzie - złapał mnie za rękę. - Chodź do reszty.
W salonie siedziała Ria z Tomem, a właściwie to na jego kolanach. Za to na fotelu dojrzałam mężczyznę, który żywo gestykulował, tłumacząc coś parze. Obrazek jak z rodzinnej sielanki. Brakowało tylko małych brzdąców, biegających po pokoju, bo psy siedziały przy nogach zgromadzonych.
 - Jorg, to jest Elisa - Bill przerwał im rozmowę i wskazał na mnie. - Poznajcie się.
Mężczyzna wstał i uścisnął przyjaźnie moją rękę.
- Cieszę się, że mogę cię poznać - uśmiechnął się do mnie przyjaźnie. - Szkoda, że nie udało ci się dotrzeć na kolację, ale mam nadzieję, że niejedną zjemy razem.
- Też się cieszę, że mogę państwa poznać.
- Proszę cię - do pokoju weszła Simone. - Mów po imieniu, to nie średniowiecze.
- Jak już wspominałam, interesy zabrały mi więcej czasu niż się spodziewałam.
- Bill wspominał, że prowadzisz kilka firm - usiadłam obok niego na sofie. - Pewnie zajmuje ci to dużo czasu - Simone podała mi lampkę wina, z której od razu się napiłam.
- Jestem w trakcie sprzedawania swoich udziałów, więc czasu wolnego mi przybywa.
- A co to za firmy, jeśli można wiedzieć?
- Mamo...
Zaśmiałam się. - Bill, w porządku, to żadna tajemnica - odstawiłam kieliszek na stolik, żebym nie wypiła wszystkiego na raz ze stresu. - Dzisiaj pozbyłam się kasyna "Illy", co nie było łatwe.
- Przejeżdżaliśmy obok - wtrącił Jorg. - Zamknęli ulice i było tam sporo policji, straż pożarna i pogotowie.
- Tak, nie można było przejechać i musieliśmy zrobić kółko.
Zamarłam czując na sobie spojrzenie Billa. Jego uścisk na mojej dłoni przybrał na sile, a ja już wiedziałam, że łatwo mu się z tego nie wytłumaczę.
- Mówią o tym teraz w wiadomościach - Tom sięgnął po pilota i podgłośnił.
- Około godziny siedemnastej doszło do wybuchu auta marki BMW pod kasynem "Illy". Z zebranych informacji wynika, że była to próba zamachu na właścicielkę, Elisabeth O'Donell. Na szczęście nikomu nic się nie stało. Ruch został wstrzymany...
W pokoju zapadła niezręczna cisza i mimo tego, że spuściłam głowę, czułam na sobie spojrzenie każdego z zebranych.
Dobre wrażenie chyba na nic się nie zdało.
- Dlaczego mi o tym nie powiedziałaś?

22 komentarze:

  1. O matko! Zamach na Elise? Ludzie potrafią być wredni, fałszywi i mściwi ;/
    Ciesze się, że między panią O'Donell, a Kaulitzem zaczyna się układać. Mam nadzieję, że pozostanie tak na dłużej a nie tylko na chwilę choć po końcówce czuje, że Bill zrobi Eli awanturę. Zacznie krzyczeć na nią, że nic mu nie powiedziała, a znając ją to pewnie dorzuci swoje ''pięć groszy'' i znów się pokłócą. No ale mogę się mylić. Może Bill rozegra to spokojnie.
    Martwię się, żeby żadnemu z nich nic się nie stało. Żeby mogli wyjść z tego gówna w którym siedzą po uszy i zaczną pielęgnować swój związek, nadawać mu koloru, spokoju, uczucia. Bo nie ukrywając, żadne z nich nie jest zbytnio wylewne. Ale czekam na te napady czułości wobec siebie, które mam nadzieję, że nadejdą ;).
    Czekam na kolejny paragraf i życzę weny! ;)
    [www.waited-for-rain.blogspot.pl]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ludzie tacy są. Tego nie zmienimy, nawet jak bardzo będziemy chcieli.
      Układa się, raz dobrze, raz gorzej. Wszystko przed nimi.
      A ty byś nie zrobiła awantury? Hmmm...może Cię jakoś zaskoczę.
      Coś na pewno się stanie. Nie może wiecznie być okej. Nigdy tak nie jest.
      I nie są wylewni przez swoje doświadczenia życiowe. Może to się naprawi. W sumie to powinno.

      Usuń
  2. Błędy Ci wybaczę, bo jak sama napisałaś, to jest przed korektą, aczkolwiek zwracaj uwagę na to, żeby trochę bardziej się wszystko kleiło miś.
    Wkurwia mnie coraz bardziej Lucas. Po kiego chuja wchodził do niej na kawę? Serio, laska nie ma prawie prywatności przez niego. I w końcu poszła do kuchni czy utknęła w salonie patrząc na kartkę? Tu miałaś masło maślane.
    Zamach na nią, no to mnie nie zdziwiło, skoro jej mąż jest totalnie popierdolonym gnojem z gumową kaczką we łbie zamiast mózgu.
    Ale całe szczęście, że nic się nie stało. A jak Elisa przeżyła fakt, że jej ukochane autko wyleciało w powietrze? No i pięknie rodzice Kaulitza ją wkopali. I jeszcze te wiadomości. Normalnie mruczo.
    Weny i oby mniej takich zastoi.
    Trzymam kciuki!
    I dalej czekam na sama-wiesz-co. :D
    Buźka ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A korektę to chyba przez tydzień będę robić, bo nie mam kiedy. Wiem, zauważyłam to dzisiaj, po przeczytaniu Twojego komentarza. Ty lepiej to ogarniasz, więc jak się nudzisz, to proszę bardzo - edit i możesz poprawić błędy. Tylko mnie uprzedź.
      Lucas taki jest, wszystkich wkurwia. Ale w Stanach tak jest, nie? Że sobie do sąsiada od tak przychodzą czy coś.
      Miałam na myśli, że przechodziła przez salon do kuchni, ale wiesz, godzina robiła swoje i łóżko mnie przyciągało do siebie.
      Nie zdziwiło? Myślałam, że skoro tak ją "kocha", to ten zamach trochę zdziwi. No cóż, bywa i tak.
      Będzie przeżywała to później. Bardziej stresowała się kolacją z rodzicami. Biedaczka.
      Przedłuż mi dobę, to nie będzie zastoi :/
      Czekam na wolne by napisać sama-wiesz-co. :D
      <3

      Usuń
    2. Kurwa miej wolne jak najszybciej w takim razie i jajcasz? Ja sobie sama korekt nie robię, więc no fuckin way, że zrobię je Tobie. HAHAHA. I w Stanach z tego co ogarniam sytuację nie ma czegoś takiego, ludzie są dla siebie nieco bardziej obcy... Przynajmniej tak mówi rzeczywistość, a nie filmy/seriale.
      A tego, to Lucas jest jej sąsiadem? Zapomniałam o czymś?

      Usuń
  3. Nie wiem od czego zacząć xd Tyle się tu działo!
    To zacznę od początku :D :D
    Jak na pierwsza oficjalna kłótnię związkową, to i tak była dosyć lekka. Obawiam się, że dużo gorzej może być z tym, że Ellisa ukrywa tak poważne zdarzenia przed Billem. Wiadomo, że nie chce go martwić, ale jednak gdy ktoś Cię kocha i mu na Tobie zależy, to nie ma czegoś takiego jak: nie będę Cię niepotrzebnie martwić, bo nic się nie stało ^^ także, pani O'Donell powinna przestawić się już z trybu singla na ten dziewczyny kochanej przez wspaniałego faceta <3 xD Jak widać moja złość w stosunku do Billa, już dawno gdzieś uleciała. I tak, swoja droga... Ja wiem, że na razie jest kolorowo i Ty to w końcu rozpieprzysz, wiem to. XD ale... nie waż mi się uśmiercać Kaulitza czy Elisy! Rób sobie co chcesz, ale w epilogu chcę ich widzieć całych i zdrowych, a najlepiej w szczęśliwym związku. Z gromadka małych Kaulitzatek w postaci dzieci, a nie psów xD Już mówię o tym za w czasu, bo jak czytam takie przyjemne odcinki, gdzie wszystko zaczyna się układać w sprawach sercowych to mi się włącza czerwona lampka xd
    Okej, tyle ode mnie na dziś xD Pozdrawiam i dużo weny oraz czasu życzę! ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Działo się, działo.
      Wszystko jeszcze przed nimi. Już miałam wizję piekła, ale to jeszcze dłuuugo, dłuuugo. Może w części drugie bloga (jak go napiszę).
      Będzie przed nim ukrywała, bo nie chce go więcej martwić. Taka z niej bohaterka. Nie przyzna się do porażki.
      Powinna się przestawić, ale pisze to na własnym doświadczeniu - mi samej by to długo zajęło.
      Kaulitz jest kochany i ciężko jest się na niego długo gniewać :)
      Goooott, jak wy już sobie zdanie wyrobicie, to klękajcie narody. A może zafunduję Wam plusz? I już epilog? Kolejna myśli o szybkim końcu? OKeeej.
      Czerwona lampka mówisz? Nic się na ten temat nie wypowiadam.
      Również pozdrawiam - i tak, więcej czasu się przyda, bo wena wróciła :)

      Usuń
  4. no i media wygadały w nie odpowiednim momencie .. ;/ a szlag by to wzięło .. Eh będzie piekło ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak to jest z mediami, mówią o tym, czego nie chcemy słyszeć :/ Zwłaszcza o swojej osobie.

      Usuń
    2. Następująco ..

      Usuń
  5. Ojejku jaki zamach na Ellie ja sie pytam... i w ogóle szkoda ze sama nie powiedziała o tym Billowi, tylko wszyscy dowiedzieli sie przez tv. No to teraz Bill da jej nauczkę :) Rozdział cudowny i czekam na kolejny :) Caroline

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kłamstwo wychodzi szybciej niż tego chcemy.
      Czy ja wiem? Nauczkę? Chyba nieee.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  6. Lucas od kilku odcinków mnie strasznie wk.urwia. Nie wiem, co z nim jest nie tak, ale po prostu - działa mi na nerwy.
    Przeraził mnie ten zamach na Elisę. W co Jeremiah sobie pogrywa? Mam nadzieję, że wkrótce zostanie złapany i nie wywinie więcej takich numerów.
    No i jestem ciekawa, co wyniknie z rozmowy Elisy i Billa.
    Pozdrawiam i życzę weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lucas działa na nerwy wszystkim, to nic nowego dla mnie :D
      Przeraził Cię zamach? Pomyśl co będzie dalej. Zamach może być jak Pan Pikuś - mało straszny.
      Ja też jestem ciekawa, bo do Worda jeszcze nie usiadłam xD
      Pozdrawiam!

      Usuń
  7. Już wiem co napiszę.
    Zastanawiałam się nad tym trochę czasu, bo gdyby nie to mój komentarz byłyby tu pierwszy.
    Jestem w 100% pewna, że wiem kto to był, w sensie kto zrobił (?) ten zamach. Myślałam, że ją to rozsadzi, bo kto wie co Ci w głowie siedzi.
    Kłamczucha, fe nie ładnie, Bill musi jej dać "karę" ^^ nie nic.
    Ten Lucas to taki idiota, że ja pierdolę, wkurwia bardziej niż Billuś debiluś.
    W sumie między Ellie i billem jako tako się układa, co cieszy mnie.
    Dobra, dalej...
    Rodzice...Boże myślałam, że ta matka to taka bardziej wredna będzie i w ogóle a tu zonczek bez rączek. Eh no.

    No to tyle co mam do powiedzenia. Obyś miała mniej takich przerw ;-;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, że przyzwyczaiłam się do czytania Twoich komentarzy w pierwszej kolejności?
      Hahaha, jeszcze jej nie zabiję. Trochę ją polubiłam :D No co mi w głowie siedzi? Sama tego nie wiem :P
      Ja już wiem co Ci chodzi po głowie...
      Gott, Schatz! Nie czujesz jak rymujesz!
      Powiem tylko, że ostatnio wyobraźnia mi szaleje!

      Usuń
  8. No to Ellie nam się wkopała... Dobrze, że prócz czerwonego śladu na udzie nic jej się nie stało, ale odnoszę dziwne wrażenie, że Bill nie będzie zadowolony i jeszcze ją zjedzie za kłamstwo. Kaulitz jest jednak dziwnyn człowiekiem, a z wiekiem ten stan się pogłębia! Mam tu na myśli chociażby fakt, ile kont na Facebooku, Tweeterze i Instagramie ogarnia xd W każdym razie. Sprawa z Jeremiah coraz bardziej się komplikuje, to prawie tak samo, jak Ellie skomplikowała sobie życie dziś rano xd A tak serio, zaczyna mi jej być szkoda. Każda kobieta jest w stanie wytrzymać dużo, ale umówmy się - nie jesteśmy z kamienia... Bill mógłby się wykazać większym zainteresowaniem, a nie siedzieć z nosem w laptopie. Chociaż nie. Cycki wygrały!
    Mój ulubiony fragment? "Nie pyskuj gówniarzu". Tom jest moim idolem, as always ;)
    Pozdrawiam i weny Elisa! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Non-stop się wkopuje, takie życie :D Poza tym, lubię Was zaskakiwać, nie pytaj co wymyśliłam, bo i tak nie powiem!
      Oj tak, Kaulitz to dziwny człowiek, temu nie zaprzeczę.
      Tak, z wszystkim się zgodzę, ale więcej się nie rozgaduję, bo macie dziwną umiejętność ciągnięcia mnie za język. Tak nie może być!
      Kto ma cycki, ten ma władzę, nie?

      Usuń
  9. Ale jestem ostatnio do tyłu ze wszystkim... No ale u Ciebie teraz nadrobiłam :)
    Wiesz po tym jak Elisa znalazła tą karteczkę od Billa w swoim mieszkaniu, a potem on był w drodze do niej i tak się skończyło, to bałam się, że jednak nie dotrze już do niej. Że coś złego się stanie po drodze... Ale na szczęście nie doszło do tego i odetchnęłam z ulgą :D Zaczęło się w miarę układać. Porozmawiali ze sobą i w końcu są razem! Tyle na to czekałam. Wiedziałam, że Bill ma na Elise dobry wpływ haha I że z nim będzie chciała coś stworzyć. Wiedziałam to jeszcze wcześniej niż ona sama hahaha xD
    A w poprzednim oboje tak na siebie działali, tak siebie pragnęli, a oboje sięteż kontrolowali. Z jednej strony niby dobrze, bo Bill chciał jej udowodnić, że wiele dla niego znaczy i nie miał zamiaru potraktować jej jak wcześniej, kiedy ją przeleciał i zostawił, ale z drugiej strony... Mogli jednak dać się ponieść emocjom i pożądaniu. No co jak szaleć to szaleć. Oboje tyle przeszli, to teraz im się coś od życia należy xD
    Ale podobało mi się bardzo jak Bill jej powiedział, że boi się, że zostanie sam, bo nie zniesie samotnosci, kiedy ona bedzie żyła gdzieś obok. W końcu wziął się na odwagę by zacząć wyznawać to co czuje, by sie otworzyć przed nią. Oby ten ich związek dalej się rozwijał pozytywnie, chociaż obawiam się, że jej były może jeszcze im to zniszczyć... Tak czuję, że na pewno jeszcze będzie coś... Konfrontacja z nim która nie bedzie ani przyjemna, ani łatwa. Oby tylko nikt się nie musiał ostatecznie poświecić...
    W ogóle tak rodzinnie się zaczęło robić :D Poznanie z rodzicami hyhy Tylko niedobrze, że Elisa zataiła prawde przed wszystkimi. A szczególnie, że okłamała Billa. Może być z tego powodu bardzo niezadowolony i może jej się oberwać. Ale żeby nie skończyło sieto większą kłótnią, bo z ich charakterami to nie wiadomo. Najbardziej to powinien się cieszyć, że nic jej się nie stało i zacząć się o nią poważnie bać.
    No ale zobaczymy co dalej będzie ;)
    życzę weny :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też jestem ze wszystkim do tyłu, nie przejmuj się.
      Powiem tak, jesteś jasnowidzem, albo za dużo Wam zdradzam xD
      A skąd to przekonanie, że Jeremiah to rozbije?
      Jeeejku, wy tak pięknie mi piszecie, a ja nigdy nie wiem, co mam Wam odpowiedzieć. Albo inaczej. Co mam Wam odpowiedzieć, by nie zdradzić tego, co będzie dalej?

      Usuń
  10. O, a spodziewałam się, że Bill dowie się dopiero w sypialni, jak zdejmie z niej sukienkę... Nie wiem czemu, ale śmiałam się jak rodzice Kaulitzów powiedzieli, że tamtędy przejeżdżali, a jeszcze bardziej się śmiałam jak Tom podgłosił telewizor XD Dobrze jej tak, było się przyznać wcześniej.
    W ogóle dlaczego Jorg a nie Gordon?

    OdpowiedzUsuń
  11. Jestem właśnie po napisaniu 3 notatek z Medalionów i dziwnie jest mi się zabrać do napisania ci czegoś sensownego.
    Odcinek znów przeczytałam wcześniej, ale moje lenistwo pozwalało mi przekładać pisanie na później i później aż doszłam do ściany.
    Kiedyś przeczytałam, że jeżeli osoby w związku nie kłócą się ze sobą to znaczy, że nie zależy im na sobie. Nie wiem, czy to prawda, bo nigdy nie byłam w związku, ale wydaje mi się, że Ellie i Billowi na sobie zależy i tak cholernie boją się, że coś spieprzą, że chodzą na palcach, co powoduje durne kłótnie i takie sytuacje jak ta w ostatniej scenie. Chęć uchronienia kogoś i nie powiedzenia prawdy nigdy nie prowadzi do niczego dobrego. Jak to się mówi 'kłamstwo ma krótkie nogi'.
    Może mówię o psychiatryku, bo jest on synonimem nienormalności, której mi nie brak. Moja historia ma się świetnie. Dostałam 3 na semestr, a przy moim stopniu olewania tego przedmiotu to cud.
    Co do twojego złego humoru to może po prostu powinnaś komuś przypieprzyć - to by ci z pewnością dostarczyło dużo satysfakcji :)
    Jestem kopalnią muzyki - poszukuję i słucham jej bardzo dużo.
    Z kontaktem to masz rację - rok temu odczułam to dobitnie, ale może nie będę tego pisać publicznie na twoim blogu.
    Ściskam i do przeczytania/napisania.

    OdpowiedzUsuń