środa, 13 maja 2015

Paragraf 31



I znowu wracam. Po kolejnej długiej przerwie.
Nie będę przepraszać i obiecywać, bo nie ma to sensu. Nie jestem w stanie przewidzieć kiedy dopadnie wena, a będę wtedy akurat w domu.
W każdym razie - zapraszam do czytania tych, którzy jeszcze zostali i czekają cierpliwie na to, co będzie dalej.
P.S. - Dziękuję za nominacje do Liebster Award, a właściwie to dwie. To miłe, nawet bardzo, ale wszystkie jesteście fantastyczne i nie chcę "wybierać" przez pryzmat tego.

Zbulwersowana Freiheit - To dobrze, że tęskniłaś! Im dłużej to robiłaś, tym lepiej powinno Ci się to czytać :) Haha, mnie nikt nie może złapać :P Nie lubię dzieci ale...za nudne by miała życie ta Ellie, nie? No wiesz, Kaulitz tak jakby zostanie tatuśkiem, czy to nie urocze?
Jak będziesz mi zabraniała wstawiać odcinek, to ktoś może Cię zlinczować :P
Dasz radę. Kto wie, może napiszę drugą część, albo nową historię? Tak, tak...próbuj szczęścia.
Millie - Kłaniam się :) Ej, nie powiem :P Tak, postać Toma jakoś przyjemnie mi się tworzy. Może dlatego że dla mnie zawsze był takim luzakiem :) Przekręt to był, skoro zaraz mają się pojawić w LA. A Jeremiah...no cóż, zobaczymy co tam kombinuje...za jakiś czas.
Też mam nadzieję, że pisanie kolejnego odcinka zajmie mi mniej czasu.
Caroline - Pewnie zginął gdzieś w sieci. Nie masz się czym przejmować :) Ria i Tom tak bardzo rzucili się w oczy? Btw, Ria nie jest taka młoda...
Słodki czasami potrafi być, a zwłaszcza wtedy, gdy coś chce.
Zobaczymy co przyniesie los, nie smuć się, bo chyba nie potrafię skończyć z FFTH.
Quercia - Poplątane, poplątane. Też mam taką nadzieję. :)
Convulette - Nie powiedziałabym, że jest udany i dopracowany, ale czas mnie goni i chciałam Wam dać znać, że żyję. Cieszę się, że czekasz i również cieszy mnie to, że bardzo przypodobała Ci się historia.
Tak, to był bardziej przejściowy odcinek, bo słyszę, że ciągle coś się u mnie dzieje, więc trochę zastopowałam :) Czy dojrzale? Nie wiem jeszcze co mu w głowie siedzi i jak rzeczywiście to przyjął. Przecież to Diva, nie? Nie uważasz, że za spokojny jest pod tym względem? Tararara....nic teraz nie powiem na ten temat!
Nie dziękuję :) Pozdrawiam! :*
Nivery - Wszystko kiedyś się kończy! Np. moje świetne lata w liceum, które musiałam zastąpić podłą pracą i studiami. Nie, Tobie też nie powiem nic na temat Toma i Rii. :) Lucas każdego wkurza - już taki jest. Też mam nadzieję, że odcinek pojawi się szybciej ( piszę tak, bo odpisuje Wam na komentarze dużo, dużo wcześniej) :D
unnecessary - proszę, nie rozmawiajmy na takie tematy. To bardzo drażniące kwestie. Przynajmniej dla mnie. Kaulitz i dorosłość - jak dla mnie to się wyklucza. To wieczny bachor. Przynajmniej ja go tak odbieram, więc spokój w życiu może zwiastować huragan. Wiesz, że lubię to robić. Poza tym, to spoooko, sama często piszę bez sensu, ale Twoje komentarze i tak go, koniec końców mają. I nie, nie zabiję Cię za ten komentarz. Ani za poprzednie, ani za następne.
PS - Instynkt macierzyński się w niej odezwał, to raz. A dwa, że jest jak Matka Teresa - wszystkim pomaga w potrzebie, chociaż nie zawsze to logicznie brzmi, czy wygląda.
No i jak matura?! :D
Miss Margaret - Nie spodziewajmy się sensacji. Mówiłam Ci, co jest pięć i że wiele rzeczy już po prostu nie widzę. Nie wiem, może się wypaliłam, a może zrobiła to codzienność. Zobaczymy co z tego wyniknie. Kooocham Cię! <3



 **********


 - Ellie, przestań tak szaleć! To dzieciaki, na litość boską! - Włożył swój kubek do zlewu. - Od kiedy one wolą łososia od fast foodu?
- Kaulitz, marny będzie z ciebie ojciec - fuknęłam i machnęłam w jego stronę nożem. - Jeżeli myślisz, że zapcham je śmieciowym żarciem, to jesteś w błędzie.
- Myślę, że ten nóż, który kierujesz w moją stronę, jest zbędny. - Odłożyłam go na deskę do krojenia. - Jak każdy rodzaj broni, którym czasami lubisz we mnie celować.
- Przepraszam.
- Znacznie lepiej.
Nie umknęło mojej uwadze to, że w apartamencie rozbrzmiewała spokojna muzyka. Można by nawet powiedzieć, że była zaproszeniem do czegoś przyjemniejszego niż gotowanie czy sprzątanie, a Kaulitz był tego najlepszym potwierdzeniem. Mimo dobrego oświetlenia, jego źrenice zaczynały się robić coraz szersze. Często mrugając, wędrował wzrokiem po mojej twarzy, sylwetce, aż postanowił zatrzymać się na ustach.
Napięcie, które trzymało mnie przez większość wieczoru, powoli opuszczało moje ciało. Jakby on mógł tym sterować i to było niesamowite.
- Zastanawiam się...- zaczął miękko, nie przerywając patrzenia na moje usta.
- Tak? - Zapytałam na bezdechu i przegryzłam wargę, uśmiechając się w duchu na widok jego niemal czarnych oczu.
- Czy musisz dzisiaj gotować?
- Powinnam.
- Ale nie musisz - zamruczał i stanął nade mną. Pokręciłam przecząco głową, a moje dłonie automatycznie wślizgnęły się pod jego koszulkę. Ciepło jego ciała było jak najlepsza czekolada, której non-stop potrzebowałam. To zaczynało się robić chore. - Myślę, że mam coś do nadrobienia.
Jego dłoń wślizgnęła się w moje włosy i pociągnęła głowę do tyłu, by dać jej właścicielowi lepszy dostęp do mnie.
Przepadłam z momentem, kiedy lekki dotyk, postanowił odebrać mi resztki samokontroli.
Gdy powolnymi ruchami zamykał przestrzeń między nami, mój oddech stał się głośniejszy, a bicie serca znacznie przyspieszyło. Westchnęłam cicho, kiedy dotknął moich warg. Delikatne pocałunki, jakie mi prezentował, wcale nie zaspokajały mojego ciała. Chwyciłam jego twarz i mocno wpiłam się ustami w jego wargi. Nuta whisky i papierosów omal nie odebrała mi zmysłów, a czułam, że to dopiero rozgrzewka przed tym, co może mi sprezentować.
- I myślę też, że już skończyłaś z gotowaniem.
- Też mi się tak wydaje, panie Kaulitz.
- Cieszę się, że się pani ze mną zgadza, pani Kaulitz. - Słysząc dwa ostatnie słowa, nie wytrzymałam i parsknęłam śmiechem. To ci dopiero heca. - Powiedziałem coś śmiesznego?
- Nie, skąd! - Pokręciłam głową, próbując powstrzymać się od dalszego śmiania.
Chociaż mogłabym się zastanowić, czy rzeczywiście to było dla mnie zabawne. Niewinne dwa słowa, które mogły zrobić kocioł. Być może związek miał wejść na wyższy poziom, bo on tego chciał, może sprawdzał moją reakcję. Chyba, że to ja znowu szukałam dziury w całym i wyobrażałam sobie niewiadomo co.
- Więc?
- Więc...nie muszę ci przypominać, gdzie mam sypialnię?
Bezpieczniej będzie uniknąć tego tematu.
*
...rozbierz się, zdejmij wszystko, zdejmij skórę, teraz chcę Twojej duszy...

Jej ciało było takie wygłodniałe...
Każdym, nawet najdelikatniejszym dotykiem, sprawiałem, że ciągle prosiła o więcej. Rytmicznymi pchnięciami niemal doprowadzałem ją na skraj wytrzymałości.
Seks chyba był jedyną rzeczą, która sprawiała, że Ellie mi się poddawała. Nie dyskutowała, nie wydawała poleceń...była taka, jaką chciałem by była.
Jej jęki, błagania czy moje imię, które na zmianę z siebie wyduszała, były najpiękniejszą muzyką, którą tworzyłem ja sam. Melodiami, które zabierały moje serce kawałek po kawałku. To coś, czego nigdy nie da się zapomnieć.
Często zastanawiałem się, czy doprowadzę ją na skraj, do tego stopnia, by w końcu wyrzuciła z siebie wszystko. By wykrzyczała mi wszystko to, co chciałbym usłyszeć.
A teraz, kiedy jej ciało wygięło się w potężny łuk, a jej oczy spojrzały prosto w moje, przepadłem.
Orgazm, który przez nią przeszedł, sprawił, że moje serce zabiło zdecydowanie za szybko.

Uspokój się.
To jedna krecha zdecydowanie za dużo...
*
Całą noc nie zmrużyłam oka. Doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, że Bill również nie zasnął. Mimo tego, że leżeliśmy odwróceni do siebie plecami, czułam jego niespokojny oddech, czy też wiercenie.
Mimo jego zapewnień, że nie zostawi mnie z powodu dzieciaków, czułam, że jednak coś jest nie w porządku. Nie rozumiałam tylko tego, że nie chciał mi powiedzieć co na prawdę go trapi. Jakoś nie chciało mi się wierzyć, że to z powodu przestoju w studiu.
Kiedy mnie dotykał, czy całował, dało się wyczuć, że coś go blokuje i to właśnie to nie dawało mi spokoju.
Myśli, kotłujące się w głowie, nie skończyły się nawet nad ranem, dlatego też o 5, kiedy to słońce wdzierało się do pokoju, postanowiłam wstać. Usilnie wbijałam sobie do głowy, że Bill śpi i wcale nie widzę, jak jego ciało jest spięte.
Zupełnie naga, wyciągnęłam z szafki bieliznę i poszłam do łazienki. Letni prysznic był tym, czego potrzebowałam. Chociaż wisielczy humor sprawiał, że robiłam wszystko mechanicznie, a nie, tak jak ostatnio, podśpiewując pod nosem jakieś piosenki.
Umyj włosy, nałóż odżywkę, umyj ciało, nałóż peeling...
Nie przejęłam się tym, że prawie poślizgnęłam się na kafelkach i sięgnęłam po balsam do ciała.
No dawaj, Ellie. Ręce, klatka piersiowa, brzuch, nogi. Umalowałam się delikatnie, umyłam zęby i wróciłam do sypialni, ubrana tylko w bieliznę. No cóż...Bill spał.
Westchnęłam cicho i wyjęłam z szafy biały kombinezon z kwiatowym motywem na bluzce. Założyłam jeszcze srebrny zegarek i po wyciągnięciu szpilek w kolorze fuksji, wyszłam z pomieszczenia.
Nie zdziwiłam się, kiedy usłyszałam głos Alana. Należał do rannych ptaszków, ale zaniepokoiłam się, słysząc drugi, nieznajomy głos. Mój przyjaciel nie miał w zwyczaju sprowadzać do domu obcych ludzi, tym bardziej, że wiedział, gdzie pracuje i z jakimi ludźmi teraz pracuję.
Zdezorientowana, niemal pobiegłam do kuchni, dając znak stukającymi obcasami. Zatrzymałam się w wejściu do kuchni i ze wściekłości, moja mina przekształciła się w niedowierzanie.
Przy stole siedział mój przyjaciel, a obok niego...
- Cześć Ellie - Brunet uśmiechnął się szeroko i pomachał mi. - Jestem James - wstał od stołu i wyciągnął rękę w moim kierunku, którą uścisnęłam, mimo szoku, który malował się na mojej twarzy. - Widziałem, że jesteś piękną kobietą, ale zdjęcia nie oddają wszystkiego.
Mój wzrok wędrował to na Jamesa, to na Alana, aż chrząknięcie mojego przyjaciela przywrócił mnie do porządku.
- Cześć - uśmiechnęłam się niemrawo. - Alan nie wspominał, że ktoś u nas jest.
- Byłaś zajęta Billem - odpowiedział.
- O taaak - Brunet się zaśmiał, a ja czułam, jak na moją twarz wpłynął rumieniec. - Zrobiliśmy śniadanie, zjesz z nami?
- Nie jestem głodna, dzięki - usiadłam na krześle i odpaliłam papierosa, kiedy wylądował przede mną kubek z kawą. Wypuściłam dym z ust i spuściłam głowę.
- Nie słyszałem żebyście się kłócili.
- Bo się nie kłóciliśmy. -Do kuchni wtargnął Bill, również z papierosem w ustach i podkradł mi kubek z kawą. Pocałował mnie w czoło i podszedł do Jamesa. - Cześć, miło cię widzieć.
- Ciebie też, mistrzu.
Ukryłam swoje zdziwienie z nutą obrzydzenia, kiedy Bill przytulił się na powitanie z Jamesem. Co to kuźwa ma być?
- James pracuje z Billem nad strojem na trasę - wytłumaczył Alan.
- Z tego co się orientuję, to nawet nie macie skończonej płyty, a już szykujecie strój sceniczny?
- Stroje - poprawił mnie James. - Zamysł jest fantastyczny, więc jestem szczęśliwy, że mogę je uszyć.
- O której jedziesz na lotnisko?
Byłam niezmiernie wdzięczna Alanowi, że zmienił temat. Ogarnęłoby mnie jeszcze większe obrzydzenie, gdybym miała się nasłuchać tego, jak ten rasowy pedał wychwala Billa. Nie musiałam nic mówić, żeby Cavill wiedział, co czuję.
- Jakoś po 13, bo o 14:55 lądują.
- Nie wiem czy zdążymy do tego czasu skończyć sesje zdjęciową - wtrącił Bill. - Tom ma po mnie przyjechać za jakąś godzinkę i nie sądzę, że skończymy do tego czasu.
- Dam sobie radę.
- Może Ria...
- Bill, wolałabym ich odebrać sama - przerwałam mu. - Nie sądzę, że będą w nastroju na poznawanie nowych ludzi na dzień dobry.
- Jak sobie życzysz.
Kiedy przyjechał po niego Tom, na pożegnanie, Bill rzucił mi tylko "cześć" i już go nie było.
A nie mówiłam, że coś jest nie tak?
W każdym razie, czas wolny poświęciłam na przygotowania. Właściwie to poprawiałam wszystko po raz kolejny, chociaż według Alana, wszystko było idealnie przygotowane.
Nie muszę też mówić, że James (jak się okazało, nowy facet Alana), siedział u nas do oporu. Nie wiem czemu, ale wcale nie przepadałam za nim. Może raziło mnie to, że prawie na każdym kroku musiał okazywać czułości? Moja tolerancja była bardzo wysoka, ale jego widok przyprawiał mnie o mdłości. Serce nie sługa, nie?

Port lotniczy Los Angeles - LAX, to międzynarodowy port lotniczy, największy na zachodnim wybrzeżu USA. Położony jest 25 km od centrum...
Od trzydziestu minut kwitłam w terminalu drugim, oczekując na samolot z Dylanem i Laurą. Kartka, na której napisałam ich imiona była już doszczętnie zgnieciona i mokra od moich spoconych dłoni. Nawet czytanie tych dennych informacji o lotnisku, nie sprawiało, że przestałam się stresować.
Nie wiedziałam czym się bardziej przejmowałam. Tym, czy uda im się tu zaklimatyzować, uda zapomnieć o takiej tragedii, czy może to ja się bałam, że nie podołam wychowaniu tej dwójki?
W końcu Dylan miał siedemnaście lat i nie sądziłam, że jakoś uda mi się wpłynąć na niego. Laura zaś mogła być plasteliną w moich rękach, którą mogę ulepić, tak, jak mi się będzie podobać. Tylko czy ja wiem, jak miałabym to zrobić?
Przecież zawsze chciałam mieć dzieci i nawet z wyprzedzeniem planowałam, jak miałabym je wychować, jak pokierować...a w tym momencie nie wiedziałam, co miałabym robić, żeby dać im to, co najlepsze. Przecież pieniędzmi ich nie przekupię, żeby tańczyli, tak jak im zagram.
W końcu na tablicy pojawiła się informacja, że samolot Londyn - Los Angeles wylądował, a moje serce znalazło się w przełyku.
Czym prędzej złapałam swoją torebkę oraz kartkę i podeszłam do wyjścia, w którym zaraz mieli się pojawić. Przez kwadrans wykonywałam ćwiczenia oddechowe, które rzekomo miały mnie uspokajać, ale nie odczuwałam tego. Za każdym razem, kiedy ktoś wychodził, wstrzymywałam swój oddech, czując jak serce niemal wyrywa mi się z klatki piersiowej.
Tłum zaczął się przerzedzać, aż w końcu zostałam tylko ja.
A co jeśli nie udało im się przylecieć? Może coś się stało, a może nie wpuścili ich do Stanów?
Zaczęłam nerwowo grzebać w swojej torbie, żeby znaleźć telefon. Musiałam jak najszybciej zadzwonić do mamy Alana. Ona na pewno będzie wiedziała, co się dzieje.
- Szlag by to wszystko trafił - warknęłam pod nosem i wysypałam całą zawartość torebki. Nie zwracając uwagi na wszystko dookoła, złapałam telefon i zaczęłam szukać numeru w kontaktach.
- Elizabeth? - Zamarłam, słysząc swoje imię z wyraźnym brytyjskim akcentem. Podniosłam głowę i mój wzrok spotkał się z twarzą bruneta.
Potargane włosy, schowane pod czapką, brązowe oczy, zadarty nos...nie trzeba było speca, by odgadnąć, że jesteśmy spokrewnieni.
Ubrany był w szary t-shirt z dekoltem, o który zaczepił okulary, dopasowane jeansy i classic adidas. Prezentował się przyzwoicie, chociaż myślałam, że zobaczę jakiegoś skejta, albo emo.
- Tak, to ja - uśmiechnęłam się nerwowo i pomachałam telefonem. - Już miałam wszcząć poszukiwania.
- Ta mała pchła, która się za mną chowa - odsunął się kawałek, ukazując blondynkę. - Zarządziła postój w toalecie, bo musiała się wystroić.
Kiedy potargał ją po włosach, odepchnęła jego rękę z naburmuszoną miną. Uśmiechnęłam się szeroko, widząc ją w białej sukience z motywem kwiatowym.
- To widzę, że się dobrałyśmy - kiwnęła głową, patrząc na mój strój i zaczęła wykręcać swoje paluszki. - Heeej, nie gryzę.
- Wiem - powiedziała i podeszła do mnie, przytulając się.
Nigdy nie mogłam zrozumieć emocji, które towarzyszyły moim znajomym, kiedy przytulali swoje dzieci. Do teraz.
Ściskając Laurę w ramionach, poczułam jak coś we mnie pękło, a wizja tego, że mogło stać jej się coś złego, byłaby dla mnie życiową porażką. Nigdy nie sądziłam, że świadomość tego, że jest się za kogoś odpowiedzialnym, wywołuje takie uczucia. Tym bardziej, że taki gest, uświadamiał mnie o roli, jaką przyjdzie mi zagrać. Musiałam tylko przestać się bać...ale czy to będzie możliwe?
- Muszę wam przerwać - zaczął Dylan. - Jakiś facet nas nagrywa, a drugi robi zdjęcia...
- Załóż okulary - brunet uniósł brew, ale wykonał moje polecenie. Wrzuciłam swoje rzeczy do torebki i założyłam Laurze swoje pilotki. - Poradzisz sobie z bagażami? - Kiwnął głową i złapał rączki od walizek. Wzięłam blondynkę na ręce. - Nie zatrzymuj się i nie odpowiadaj na żadne pytania, a ty, Laura, nie podnoś głowy z mojego ramienia.
Odrobinę się uspokoiłam, kiedy w tłumie dojrzałam agentów, którzy kierowali się w naszą stronę. W tym momencie cieszyłam się, że Lucas starał się zachować środki ostrożności i obstawił lotnisko.
- Co jest do cholery...
Im bliżej byliśmy wyjścia, tym więcej lamp błyskowych nas oślepiało. Byłam wściekła na to. Przecież nie byłam żadną gwiazdą, by być tak oblegana. Burza medialna, która była spowodowana przez moją osobę, u boku Kaulitza, dawno przeminęła. Żadne moje zdjęcia nie pojawiały się w gazetach, czy na portalach plotkarskich, a teraz taka niespodzianka.
- O'Donell, to twoja córka?!
- Co to za dzieciaki? Adoptowałaś?
- To prawda, że robiłaś Billa w wała i masz rodzinę w Londynie?
- Rozsunąć się - usłyszałam nad sobą głos Lucasa, który wraz z resztą ludzi, otoczyli nas tak, żeby zrobić bezpieczne przejście. - Powiedziałem, że macie się odsunąć i zrobić przejście! - Przed moimi oczami zaczęły majaczyć gwiazdki, ale nie mogłam się zatrzymać. Całe szczęście, że zaparkowałam auto zaraz przy terminalu. - Lennox, weź bagaże od chłopaka, mają się od razu znaleźć w aucie.
Pilotem odblokowałam drzwi i otworzyłam bagażnik. Wspomniany wcześniej agent, wrzucił walizki do bagażnika, kiedy zapinałam Laurę w fotelik. Dylan wsiadł dopiero, kiedy zamknęłam tylne drzwi od mercedesa i szybko wsiadłam za kierownicę.
Dwa stuknięcia w dach, oznaczały, że mogę jechać, bo odgrodzili drogę. Wcisnęłam gaz do dechy i jak najszybciej uciekłam z parkingu, by zgubić reporterów na autostradzie.
Kątem oka, dostrzegłam, że Dylan patrzy to na mnie, to na kierownicę i deskę rozdzielczą.
- Przepraszam za sytuację na lotnisku - zaczęłam, kiedy wjechałam już na pas autostrady. - Nie spodziewałam się zainteresowania ze strony tych hien. - Odpowiedziała mi cisza, której towarzyszył tylko dźwięk silnika. - Żyjecie?
- Jedziesz sto osiemdziesiąt - zaakcentował dwa ostatnie słowa. - Na godzinę!
- Macie chorobę lokomocyjną?! Już zwalniam.
- Nie! - Krzyknęła ucieszona blondynka. - Lubimy szybko jeździć, włącz muzykę!
- To twoje auto? - Kiwnęłam głową. - Wybacz, ale nie zdążyłem zdjąć butów i założyć kapci, które pewnie trzymasz gdzieś pod siedzeniem. - Zmarszczyłam brwi, nie do końca rozumiejąc o co mu chodzi. - To cholernie drogie auto.
- Owszem, należy do jednych z droższych aut, które kupiłam, ale...
- Policjanta w Stanach stać na takie auto? - Po raz kolejny wszedł mi w słowo. Czy ten chłopak ma ADHD? Nikt z urzędu nie poinformował mnie o czymś takim. - Wnioskuję, że zajmujesz się czymś na lewo, ale ze względów bezpieczeństwa, nie będę o to pytał. Im mniej wiem, tym lepiej, prawda?
Podrapałam się po głowie, nie kryjąc zdziwienia. Zastanawiałam się, co on w ogóle wie na mój temat i ile z tego, jest prawdą.
Na dobrą sprawę, po jego zachowaniu, mogłam wywnioskować, że wizyty u psychologów, którzy mieliby mu pomóc z uporaniem się po stracie matki, nie będą konieczne. Podejrzewałabym, że mogą to być wizyty, wykrywające inne schorzenia, o których chyba nie chciałam w tej chwili myśleć.
- Okej, żeby było jasne - zaczęłam, a brunet oderwał wzrok od swojej komórki, która swoje lata świetności już przeszła. Myślałam, że Rachel Anderson wiodła życie na wysokim poziomie, a patrząc na bagaż jej dzieci, czy sprzęt, jaki ze sobą mają, widać, że było odwrotnie. Zawsze mogło być tak, że to ona ładowała w siebie pieniądze. Na myśl o tym, trochę się we mnie zagotowało. - Nie jestem policjantką, tylko agentem federalnym. Tutaj to duża różnica - włączyłam kierunkowskaz, by zjechać na prawy pas. - I jak słusznie zauważyłeś, to z takiej pensji ciężko by było o taki samochód.
- Czyli robisz lewe interesy - wrzucił telefon do kieszeni i wpakował do ust gumę. - Spoko, nie pytam.
- Lewe to nie, ale interesy, owszem. To spadek po mężu - skręciłam na zjazd z autostrady. Jeszcze dwa skrzyżowania i będziemy w domu. Miałam tylko nadzieję, że nie czeka mnie kolejna niespodzianka w postaci reporterów. - Dlatego też, takie sytuacje jak na lotnisku, mogą się zdarzać.
- A kto to Bill? - Westchnęłam cicho i wymownie spojrzałam w lusterko, by sprawdzić, co z Laurą. Nie była zainteresowana naszą rozmową, bo twarz miała praktycznie wklejoną w szybę.
- Bill jest...- W samochodzie rozległ się dzwonek mojego telefonu. Zdążyłam go wcisnąć w uchwyt, więc w sekundę go odebrałam. - Lucas, mam włączony telefon na głośnik, coś się dzieje?
- Pod mieszkaniem nikt się nie kręci, ale w razie zamieszania, jest tam parę naszych ludzi.
- Super, dziękuję ci za to.
- W razie problemów, dzwoń, a ja jadę do naszych gwiazdorów, bo są w plenerze.
- Okej, do zobaczenia.
Rozłączyłam się i skręciłam w swoją ulicę. W podłokietniku miałam schowany klucz do wjazdu na parking, więc parę metrów przed, uruchomiłam go.
- Fuck...to jakaś twierdza...- Dylan gwizdnął z uznaniem. Zaparkowałam auto obok audi Alana i wysiadłam. - Może jeszcze mi powiesz, że wjeżdżasz do mieszkania prywatną windą?
Pokręciłam tylko głową i pomogłam rozpiąć pasy blondynce. Wyskoczyła z samochodu i zaczęła poprawiać swoją sukienkę.
Szczerze powiedziawszy - spodziewałam się załamanych dzieci, które straciły chęć do życia. Lamentujących, płaczących, zasmarkanych....tymczasem było zupełnie odwrotnie.
Laura była pogodna, chociaż trochę zawstydzona. To było do wypracowania. Minie kilka dni, a będzie biegała jak szalona. Zaś Dylan...
Dylan może być większą zagadką. W końcu to nie jest kilkuletnie dziecko, tylko nastolatek...a właściwie to mężczyzna, który rozumie więcej, niż mi się wydaje. Nie wiem nawet, czy moja współpraca z pokrzywdzonymi dziećmi, w agencji, da mi wskazówki, jak mam postępować z tą dwójką. W końcu oni są moją rodziną, a nie obcymi ofiarami. Brunet może pogrywać ze mną w gierki.
Tak, czy siak, muszę dać im czyste karty i duży kredyt zaufania, który wykorzystają tak, jak będą  chcieli.  Oni też muszą dać mi szansę, bo nie będziemy dobrze funkcjonować.
Kiedy wsiedliśmy do windy, wybrałam numer trzydziestego piętra i wpisałam kod, dzięki któremu mogliśmy jechać, bez zatrzymywania się na innych poziomach.
Nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego, ile siły wkładam w to, żeby nie wybuchnąć śmiechem, widząc ich zachwyt. Kiedy winda wyjechała z parkingu, przez oszkloną w niej ścianę, widać było Los Angeles. Fakt, im wyżej byliśmy, tym widok był piękniejszy, ale po tylu latach nie robiło to już na mnie takiego wrażenia, jak kiedyś.
- Przed wyjściem naszykowałam jakiś obiad. Jak wam nie będzie smakował, to coś zamówimy - zaczęłam grzebać w torebce w poszukiwaniu kluczy. - Pokażę wam pokoje, podam kody do wejścia tutaj i potrzebne numery telefonów.
- Jeżeli smakuje tak dobrze, jak pachnie, to jesteśmy w niebie.
Zmarszczyłam czoło, bo rzeczywiście na korytarzu unosił się fantastyczny zapach, a ja nie przypominam sobie, żeby mój łosoś tak pachniał. Czyżby Alan się poświęcił i przygotował coś od siebie?
Otworzyłam drzwi od mieszkania i pomogłam Dylanowi wciągnąć walizki do domu.
Moja torebka standardowo wylądowała na stoliku, a zaraz po tym, wskazałam ręką, aby Laura z Dylanem weszli do salonu.
Coś mi ewidentnie nie pasowało.
I miałam rację....
- NIESPODZIANKA!

12 komentarzy:

  1. Uwaga, strzelam. Czyżby Bill wypierdolił z jakimś pomysłem niespodzianki dla dzieciaków? I znajdowała się tam cała armia ludzi?
    No generalnie to kocham Dylana, Lucasa jak nie lubiłam tak nie lubię. James też mi nie pasuje - nie wiem czemu, a Alan to Alan. Ach no i Bill idiota. Pewnie się biedak stresował czy mu party time wypali. Skurczybyk naprawdę się zakochał, a nie podejrzewałabym go o to. Haha.
    Generalnie to jak na tak długą przerwę to i tak czuję niedosyt, powinnaś uraczyć nas czymś nieco dłuższym, ale not bad.
    Jestem z Ciebie dumna, że mimo wszystko usiadłaś i dokończyłaś ten rozdział.
    Kocham Cię też i weny mycha, weny. Mam nadzieję, że niedługo tak poogarniasz swoje życie i czas tak, by znaleźć też kilka chwil by pisać. Lubię tą historię i jestem jej wiernym czytelnikiem. Więc no.

    Buziaki mała!

    PS obiecałam, że nic nie powiem i nie powiedziałam! ^_^ be proud of me!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co ty się tak go ujebałaś? Przecież ciężko zapierdziela na swoje zjebane buty na sesji zdjęciowej :D
      Dulan - Numer 1 dla Ciebie. Jeszcze nie wiem dokładnie jakie, ale przeczuwam, że będą z nim jajca jak berety. W sumie to wiesz, bo mówiłam Ci zarys...
      Cieszę się, że jesteś dumna, ja w sumie trochę też, ale wiesz...zaraz sesja....
      PS Poprawiam na bieżąco, więc co chwile to aktualizuję, jak wyłapię błędy... I tak, jestem z Ciebie dumna! Nie tylko za to! <3

      Usuń
    2. Ja się nie ujebałam. Po prostu stwierdzam fakt.
      I tak, Dylan będzie zawsze i nieodwołalnie moim numerem jeden. Zawsze i wszędzie. I jakieś zarysy pamiętam, chociaż pamięć już nie ta i no cóż... xD
      I nie rozumiem, za co jesteś jeszcze dumna? Masło maślane, śpię i nie myślę.

      Usuń
  2. no Brawooo wreszcie odc ;D warto było czekać choć krótki ale podoba mi sie ;) teraz pozostało czekać na next :D gratuluje

    OdpowiedzUsuń
  3. Super, w końcu nowy rozdział, po przeczytaniu uśmiech nie schodzi mi z twarzy. Odcinek jest cudowny. Myślałam że te dzieciaki będą zamknięte w sobie a tu proszę Dylan taki ciekawski. W ogóle ciekawe co to za niespodzianka. Czekam na kolejny rozdział. Caroline

    OdpowiedzUsuń
  4. W końcu mam tą chwilę i mogę napisać komentarz.
    Jak ja długo na to czekałam. Kocham to opowiadanie.
    Poproszę częściej takie odcinki. Myślę, że tą niespodzianke albo organizuje Bill i reszta a jak nie to Alan coś ogarnia.
    Tak się ciesze, że wróciłas do pisania.
    Życzę dużo weny. Pozdrawiam Attention Tokio Hotel.

    OdpowiedzUsuń
  5. Czekałam, czekałam i się doczekałam ;). Taki miły wieczór dziś, bo w końcu mogłam usiąść i na spokojnie przeczytać.
    Jak zazwyczaj opierdzielam Lucasa to teraz muszę stwierdzić, że zachował się w porządku. Miły gest z jego strony. I chociaż raz nie był naburmuszonym cwaniakiem- kolejny plus.
    Zaskoczyłaś mnie jeżeli chodzi o dzieciaki. Sądziłam, że będą raczej zamknięte w sobie, niedostępne, przestraszone... A tu proszę! Jakie żywe i dociekliwe. Dylan wygląda mi na takiego... cwaniaczka? Ale obrotnego chłopaka, natomiast Laura wesoła dziewczynka, ale skromna i grzeczna. Ale jak to się mówi- cicha woda brzegi rwie :D.
    Zastanawiam się co za niespodzianka. Tzn. kto ją organizował i jak ona będzie wyglądać. Stawiałabym na Alana. Mimo, że Bill też się w takich rzeczach lubuje to jednak jest za leniwy ;)
    Zaczynam się martwić o młodszego Kaulitza. Coś mi się czuje, że popadł w niezłe g*wno pt: ''Ja i narkotyki'' i raczej sam z tego nie wyjdzie. Boję się co to będzie jak Elli się o tym dowie, a takiej kobiecie jak ona nie łatwo jest wcisnąć kłamstwo, że wszystko jest okej... Już zaczyna coś podejrzewać. Chyba łeb ku samej d*pie mu urwie.
    Także czekam na paragraf 32 ;). Mam nadzieję, że nie będziesz nam kazała tak długo czekać. Weny życzę. Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wieczny bachor? Teraz będzie musiał, bądź co bądź, zająć się dziećmi (czy ty zdajesz sobie sprawę, co robisz dając mu dzieci pod opiekę?!). Wiem, jesteś niemalże sadystką, ale jeśli ci z tym dobrze... Gorzej tylko z ludźmi dookoła ciebie. Sens się mnie ostatnio nie trzyma - ani w wypowiedziach, ani w życiu. Skąd wiesz, że będą następne? Aktualnie jestem na rozważaniach, czy powinnam jeszcze pisać i czy nie rozstać się z FFTH, więc być może następnych nie będzie. Matura jakoś poszła - ustne zaliczone z dobrymi notami, a pisemne wydaje mi się, że zdałam, choć pewności nie mam, bo wyniki będą dopiero pod koniec czerwca.
    A przed chwilą było dobrze... Kaulitz jest ostatnio zmienny jak pogoda. Czyżby planował ślub? Jeśli faktycznie jest mentalnym bachorem to mogłoby tak być - chwilowa zachcianka. Tylko co dalej? To nie jest zobowiązanie, które nic za sobą nie niesie. Zresztą Ellie wie o tym najlepiej. Kiełkuje we mnie myśl, że być może Kaulitz oświadczy się jej na tej imprezie-niespodziance. Zastanawiam mnie tylko jak się zachowa sama zainteresowana. Sądząc po jej reakcji na słowa 'pani Kaulitz' może być różnie.
    Dziękuję za ten odcinek :* Mało jest ostatnio piękna wokół mnie, a powyższy tekst jest nim przepełniony. Niesamowita chwila zapomnienia. Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  7. Miła odmiana z tymi dziećmi, wprowadzają taka ciepła, rodzinna atmosferę. Nawet Bill wydaje się być dużo bardziej miękki niż zwykle (odnośnie serca! I tylko serca...! xD). Już się martwiłam, że ten jełop znowu coś naskrobał, że jest taki nieswój, ale jeśli chodziło tylko o niespodziankę, to wielka ulga :D O ile to jego sprawka... No, ale czyja jak nie jego! To jemu teraz najbardziej zależy, by pokazać, że zarówno Ellie, jak i jej rodzeństwo są dla niego ważni.
    Pozostaje mieć nadzieję, że wena i wolny czas nawiedza Cię prędko i przekonamy się kto stoi za ta niespodzianka! Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
  8. Zostałaś nominowana do Liebster Awards. Pytania znajdziesz tutaj: http://audrey-harris.blogspot.com/2015/05/liebster-awards.html

    OdpowiedzUsuń
  9. Dodałaś to 14 maja a mamy już czerwiec. Nie to, że nie miałam czasu na skomentowanie ale no ten...problemy. Whatever.
    Chyba pierwszy raz w życiu tak na serio nie wiem co ci napisać. Nie to, że mi się nie podobało - bo podobało - ale mam pustkę w głowie totalną.
    Ogólnie to nie lubię żadnych dzieci ale te tutaj to chyba polubię. Takie otwarte i wg...
    A i DeBilluś taki jakiś fajniejszy się zrobił, może tak by się oświadczył Ellie...

    No i no. Czekam na dalsze części, as always ^^

    OdpowiedzUsuń
  10. Trafiłam tutaj zupełnie przez przypadek. Przeczytałam wszystko wczoraj i trochę dzisiaj i... wow! :O To opowiadanie jest genialne. Rzadko mi się zdarza, żebym zachwycala się opowiadaniem, w którym Bill jest hetero (bo zazwyczaj są strasznie kiepskie i mało oryginalne), ale to jest naprawdę dobre i przede wszystkim oryginalne. Trochę mi smutno, że dotarłam tutaj i okazało się, że brakuje końca, a ostatni post został opublikowany jakiś rok temu :(. Tak bardzo chciałabym doczekać końca tej historii... no cóż... może jednak tutaj wrócisz. :)
    Pozdrawiam i... będę czekać. Nawet gdybym miała się nie doczekać :P

    OdpowiedzUsuń