sobota, 19 lipca 2014

Paragraf 12

Niespodzianka!

*


- Bądź grzeczna, bo mamy gapiów.
Jego ciepły oddech, który dosięgnął moich ust, sparaliżował mnie. Kurwa, czy on musi tak działać?!
Kiedy przesunął językiem wzdłuż linii zetknięcia moich warg, rozchyliłam je automatycznie. Nie wahał się ani chwili i jego język znalazł się wewnątrz moich ust.
Mruknęłam cicho, kiedy przyciągnął mnie do siebie, tak, że zetknęłam się z jego klatką piersiową. Ręka Billa powędrowała na moje plecy, a druga błądziła na udzie.
W chwili, gdy zdawało mi się, że nie wytrzymam naporu jego ust, on zaczął delikatnie ssać moją dolną wargę, przesuwając po niej językiem.
Temperatura mojego ciała rosła, a jego język znowu wsunął się między moje wargi i dalej pieścił mój język, zęby, kąciki ust.
Bill położył moje ręce na swojej szyi.
I wreszcie zrobiłam to, co chciałam już od początku: wsunęłam palce w jego włosy, które mimo lakieru, nie stawiały oporu.
- Bardzo przekonujące przedstawienie, O’Donell – na dźwięk głosu Lucasa, odskoczyłam od blondyna jak oparzona. – Bardzo wczuwasz się w swoją rolę.
- Przyłożę ci kiedyś, Burnell – syknął na niego Bill i odpalił papierosa.
- Jak ci się uda, to nawet ci nie oddam.
Stanie między nimi, nie było dla mnie dobrym położeniem. Przynajmniej tak mogło mi się wydawać.
Nie, to było cholernie złe położenie.
Z trzęsącymi się dłońmi, wróciłam do mycia naczyń. Miałam nadzieję, że to pomoże mi się uspokoić…i Lucas też odetchnie.
Nie chciałam go ranić, ani robić nadziei. Teoretycznie całowaliśmy się tylko raz i nie rozmawialiśmy o tym incydencie, więc skąd ja miałam wiedzieć jak Lucas to odbierał? Nie przysięgaliśmy sobie po tym miłości, aż do grobowej deski.
Za to Bill był prostym w zrozumieniu i obsłudze facetem. Nie chciał żadnych przytulanek, zapewnień czy deklaracji. Seks bez zobowiązań – to jego nieoficjalna wizytówka. Kto uwierzy w to, że dalej jest prawiczkiem i czeka na swoją jedyną? Nikt, kto widział go na jakiejkolwiek imprezie, proste.
- Zamienię jeszcze parę słów z ekipą i możemy jechać do domu, więc grzej silnik, Burnell.
Zanim Bill wyszedł z kuchni, zdążył pocałować mnie w skroń…na oczach Lucasa.
Przymknęłam powieki i oparłam dłonie o blat.
To nie tak miało wyglądać, on nie mógł owijać mnie wokół palca. Pracuję, mam obowiązki, zobowiązania, a on prawie połowę życia się bawi. Nie myśli o tym, by nie narazić bliskich na zemstę psychopaty, nie zastanawia się codziennie, czy nie dostanie kulki, nie wertuje kodeksów karnych, by bandyta nie wyszedł na wolność przez kruczek prawny. Nie powinien istnieć w moim świecie, a ja w jego.
- Wiesz… - zaczął Lucas, a ja dalej tkwiłam w swojej pozycji. – Mówiąc, że macie udawać parę, nie miałem na myśli takich zagrań. – O dziwo, jego spokojny ton głosu, nie działał na mnie uspokajająco, jak powinno być. Nawet nie miałam na tyle odwagi, by otworzyć oczy i się z nim zmierzyć, co było wprost śmieszne. – Mam nadzieję, że pamiętasz, po co tu jesteśmy, co mamy do zrobienia…i to, że pracujemy według kodeksu. Chyba nie muszę przytaczać tego, o jaki podpunkt mi chodzi.
- Nie spoufalać się z ofiarą – wyszeptałam i w końcu otworzyłam oczy.
Z jego wyrazu twarzy, nie mogłam nic odczytać. Pokerowa twarz.
Nie oddychał niespokojnie, nie wiercił się w miejscu, nie gestykulował. Tylko stał oparty o ścianę i obserwował mnie. Tak zwyczajnie, jak nigdy.
- Nie chcę, żeby coś ci się stało – skrzyżował ramiona. – Należysz do tego typu kobiet, którym powinno się kłaść do stóp cały świat. Ja to wiem, Kaulitz również.
- Lucas… - zaczęłam, ale mi przerwał.
- Tylko, że on chcę cię złamać dla własnego widzimisię, przez co twoja siła woli osłabnie, a ja tego nie chcę. Zatłukę go, jeżeli do tego dojdzie. Nie zmarnujesz swojego życia, swojej kariery, siebie, dla jego chwilowej zachcianki – odbił się od ściany i podszedł do mnie. – Wiesz, że zaraz po tym, jak w ciebie włoży, będziesz dla niego nikim innym, jak kolejną panienką do łóżka.
- Nie dojdzie do tego – potrząsnęłam głową, by wyzbyć się tej myśli. Seks jest wykluczoną sprawą.
A może tylko tak myślałam? A może rzeczywiście chciałam dzikiego, wyuzdanego seksu z gwiazdą rocka, która ma w sobie ten magnes, co przyciąga tabuny panienek?
- Nie mów hop, dopóki nie przeskoczysz.

- Możemy już jechać!

*

 Wszystko będzie dobrze.
Musi być dobrze.
Jak zawsze.
Od Magdeburga do Los Angeles. Od 2001 do roku, w którym żyjemy i dalej. Zaczynaliśmy w garażu. Z dna, sięgnęliśmy na szczyty. Teledyski, radio, programy telewizyjne, gazety, filmy…to teraz nasza rzeczywistość.
Wszystko będzie dobrze.
Tu nie chodzi o pieniądze…a może?
Żyjemy na zachodnim wybrzeżu, w słonecznym Los Angeles. Mam duży dom, gdzie mieszka moja rodzina. Często jeżdżę poza miasto i bawię się w każdy weekend. Dostaję kasę za to, że jestem, za to, że się dobrze bawię. Pijemy i balujemy całą noc.
Zdobywanie majątku nie zabrało mi dużo czasu.
Mam platynowe płyty, mam nagrody. Mam cholernie dużo .
Z dna na szczyt.
Jesteśmy o lata świetlne od miejsca, w którym zaczynaliśmy.
Wszystko jest w porządku.
Gówno jest w porządku!
Obiecałem sobie, że nie będę skurwielem, że nie będę ćpał, nie będę pił w takich ilościach, rzucę palenie…zakocham się…
Jedno, wielkie, gówno. Tak określę to, w co się wpakowaliśmy za małolata.
Zdobywanie świata, podbijanie serc nastolatek, zbijanie majątku.
Byliśmy w każdym zakątku świata, uwielbiają nas tabuny kobiet i dziewczyn, mogę rzucać pieniędzmi na prawo i lewo…ale co z tego? Nie mam z kim dzielić się tym szczęściem.
Bian…to wspaniała kompanka życia, która zbłądziła z dobrej drogi, jak my wszyscy. Przeze mnie zaczęła pić…ćpać. Niemal doprowadziłem do jej końca. O ile on już nie nadszedł.
Nie wiemy gdzie jest, nie wiemy czy żyje, nie wiemy nic.
I jeszcze ta cała O’Donell.
Piękna kobieta, która nie zgłupiała od nadmiaru pieniędzy i nie głupieje od rozgłosu. Jeszcze.
Sierota, która doskonale poradziła sobie w życiu. Ma wspaniałych przyjaciół, , którzy dobrze jej życzą, którzy oddaliby życie za nią.
A ja, w tym momencie naćpany idiota, zazdroszczę jej tego.
Naćpany?! Nie, do cholery, na zejściu, które miesza mi w głowie i nie pozwala spać.
Zmęczony życiem, zmęczony bezsilnością.
Spojrzałem w lewo, gdzie Elisa leżała niemal na krańcu łóżka, jakby bała się mnie. Chyba odrzuciło ją po tym, jak usilnie chciałem dobrać się do jej majtek. Żeby zapomnieć. Żeby nie myśleć.
Ostrożnie odrzuciłem na bok kołdrę, żeby jej nie obudzić i nie zdenerwować. A może nie chciałem, żeby znowu przyłożyła mi lufę swojej broni, którą trzyma pod poduszką, do mojej głowy.

- Nie każ mi tego robić. Ozerov na pewno by się ucieszył na wieść o twojej śmierci, a ja nie chcę dać mu tej satysfakcji – odsunąłem się od niej, dzięki czemu schowała broń pod poduszkę. – Idź już spać, jestem zmęczona twoim rozrywkowym trybem życia, Kaulitz.

Jak facet ma nie zwariować, kiedy taka kobieta, leży niemal naga w jego łóżku? Bo jak inaczej można określić kawałek jedwabnej szmatki, która okrywała jej ciało?
Najdelikatniej jak mogłem, wstałem z łóżka i biorąc po drodze portfel, skierowałem się do łazienki, która przylegała do sypialni.
Przed nagraniem, wciągnąłem za dużo, więc zejście było nie do zniesienia. Bolała mnie głowa, zalewałem się już potem, trzęsły mi się ręce…
Wyciągnąłem spod zlewu towar. Alex załatwił to gówno mocniejsze, niż ostatnim razem. Dzieciak, który mu to sprzedawał, został złapany, więc musiał poszukać kogoś innego. Ta zmiana niekoniecznie była dobra.
Na blacie było wolne miejsce, więc wysypałem trochę proszku i schowałem z powrotem resztę. Nikt z FBI nie mógł się o tym dowiedzieć, bo poszedłbym siedzieć. Swoją drogą, dziwiło mnie to, że nikt z nich, jeszcze nas na tym nie nakrył. Są jak wrzody na dupie.
Kartą kredytową rozdzieliłem porcję na dwa równe paski i usiadłem na sedesie.
Potrzebne mi to? Może sobie daruję?
Znowu nie prześpię nocy, przed wyjściem na imprezę będę musiał wciągać kolejną działkę…
Zwinąłem banknot w rulonik i nachyliłem się nad pierwszą kreską.

*

 Bill cały czas wiercił się w łóżku, co nie dawało mi zasnąć. Już samo to, że w przypływie nerwów przyłożyłam mu do głowy broń, nie dawało mi zasnąć. Nie chciałam tego, nie chciałam stracić kontroli. Czasami jego zachowanie wytrącało mnie z równowagi. Był chodzącą sprzecznością.
Nie strzeliłabym, on dobrze o tym wiedział, ale dopiero to, ostudziło jego zamiary.
Leżałam na boku, więc nie widział czy śpię. Najwyraźniej mój miarowy oddech go zmylił.
Delikatnie odrzucił kołdrę i wstał z łóżka. Usłyszałam jak brał coś z torby i poszedł do łazienki.
Jak wracaliśmy do domu, Kaulitz nie wyglądał najlepiej. Mimo cudów, jakie wyprawiało na jego skórze kalifornijskie słońce, jego twarz zdawała się być blada.
Może jednak potraktowałam go za ostro? Przecież nie mogłam pozwolić na to, żeby wszedł mi na głowę i nie mogłam dopuścić do zbliżenia, kiedy nie było to konieczne.
Westchnęłam cicho i wstałam z łóżka. Musiałam sprawdzić, czy wszystko z nim w porządku.
Zapukałam delikatnie w drzwi, ale nie dostałam żadnej odpowiedzi. A jeżeli on zemdlał albo zasłabł?
Otworzyłam szeroko drzwi, z czarnymi myślami w głowie, ale widok, jaki zastałam, rozbudził mnie momentalnie, chociaż chciałam, żeby okazał się snem. Bill szybko poderwał się do góry i chciał zasłonić to, co leżało na blacie, ale ja dobrze to dojrzałam.
Potarłam skronie i oparłam się o framugę.
- Jak długo to trwa?
- Elisa…
- Posłuchaj mnie teraz uważnie – zmrużyłam oczy i kontynuowałam. – Moi ludzie pilnują ciebie i twoich bliskich dwadzieścia cztery godziny na dobę, siedem dni w tygodniu. Zabierają im godziny, a nawet dni wolne, żeby z nami byli i chronili was od bardzo niebezpiecznego człowieka, który jest dezerterem rosyjskiej jednostki specjalnej. Padają z sił, kiedy ty, naćpany i nawalony w trzy dupy, bawisz się w najlepsze, nie mając na uwadze tego, że ściga cię człowiek, dla którego dziecinadą jest zabicie cię.
- Proszę…
- Nie przerywaj mi! – Podeszłam do niego i szarpnięciem, usadziłam na sedesie. – Ja i Lucas, jesteśmy z tobą non-stop. Nie dość, że sprawa zabiera nam życie prywatne na czas nieokreślony, to ze zmęczenia, dochodzi między nami do zgrzytów. Odkąd wróciłam, spałam może dziesięć godzin, a Burnell pewnie mniej – nachyliłam się tak, żeby spojrzał mi prosto w oczy. – Czy to jest według ciebie w porządku?
- Nie.
- Świetnie – posłałam mu jadowity uśmiech. – A teraz grzecznie odpowiesz mi na pytania, albo stawiam na nogi moich ludzi i panów z wydziału narkotykowego. Zgaduję, że będziesz ładnie współpracował, bo nie chcesz iść do paki.
- Dobrze, tylko wyjdź na chwilę, bo muszę – wskazał ręką na blat. – Proszę, kiepsko się czuję, mam mocne zejście…
Bez skrupułów strąciłam działkę do zlewu i spłukałam ją, a Kaulitz złapał się za głowę.
To nie mogło krótko trwać. Był cały mokry, blady i trzęsły mu się ręce. Objawów takiego stopnia nie miał człowiek, który wciągnął trzeci raz. Nawet nie wiem, co on miał. Heroina, kokaina, amfetamina…metaamfetamina? Przecież on się niszczy.
- Ile to już czasu?
- Trawka od gimnazjum, cięższe rzeczy odkąd pojawiła w zespole Natalie i Bian – zamrugałam szybko oczami. Zaraz, zaraz…Natalie była z nimi już przy kręceniu pierwszego teledysku, a Bian pojawiła się jakiś rok później…siedem lat?! – Bian była rozpieszczoną nastolatką, w dodatku była dla nas egzotyczna, wiesz, amerykańska, nadziana nastolatka. Nie była nowicjuszem, więc nas w to wprowadziła.
- Bian?! – Nie mogłam uwierzyć w to co on mi teraz mówił. Byłam pewna, że to oni ją w to wciągnęli. Rothfield wychowywała się w porządnym domu, więc nie mogłam w to uwierzyć.
- Przez rozwód zrobiła się strasznie kapryśna, dostawała wszystko, a ty dałaś się nabrać na jej anielską buźkę. Jak my wszyscy, a zwłaszcza ja – potarł twarz dłońmi, a następnie oparł o nie czoło. – Pieprzyliśmy się jak króliki, ćpaliśmy ile się dało, zdobywaliśmy świat, a ona nagle zniknęła. Złamała mi serce, zacząłem zaliczać panienki, nie żałowałem alkoholu, nie przestałem ćpać. I tak do dzisiaj – wypuścił głośno z ust powietrze. – Pewnie, że mnie to męczy, ale udaje mi się zapomnieć o tym, co sobie obiecałem, a jak skończyłem. Na pewno czytałaś te wszystkie wywiady i bzdury typu, czekam na tą jedyną, wierzę w miłość do grobowej deski, nie biorę lasek spod hotelu.
- A to prawda, czy nie? – Podniósł głowę i spojrzał na mnie, uśmiechając się delikatnie.
- Mimo rozwodu moich rodziców, wierzyłem w to, co mówiła mi mama. Prawdziwa miłość istnieje, każdy ma swoją drugą połówkę, nie można traktować kobiety, jak przedmiotu, bo mają uczucia. Tom w to nie wierzył. Tylko odkąd Bian uciekła, a on poznał Rię, role się zmieniły. On uwierzył w miłość, o której mówiła mama, a ja uwierzyłem w tą od pierwszego włożenia, do wyjazdu z danego miasta. – Machnął ręką. – Nie chcę już o tym rozmawiać. I tak za dużo o mnie wiesz.
- Nie wiem, gdzie trzymasz towar.
- Już nie mam.
- Ty naprawdę chcesz, żeby przeszukali ci dom i wsadzili do pierdla.
- Pod zlewem, za ręcznikami.
I rzeczywiście była tam paczuszka z tym syfem. Nie miałam najmniejszego zamiaru mu ją oddać, czy schować gdzie indziej.
- Podnieś się – posłusznie wstał i stanął obok mnie. Uniosłam deskę do góry i wyciągnęłam w jego stronę woreczek. – Myślę, że wiesz, co masz z tym zrobić.
- Wciągnąć kreskę? – Zaśmiał się i wziął ode mnie narkotyki. – Gdybyś nie była z policji, to bym tego nie zrobił.
- A gdyby zamiast mnie, stała kobieta, którą kochasz?
- Nie znajdzie sią taka, przecież jestem skurwysynem – nie patrząc na mnie, wysypał zawartość do toalety, podpalił torebeczkę i dorzucając jej skrawek, spuścił wodę. – Zadowolona?
- Na razie tak.
- Może jakaś wymiana informacji, skoro mamy kółko różańcowe?
- A po co ci to? – Odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
- Żebym nie czuł się gorszy?
- Poczujesz się jutro, bo już wymyśliłam ci karę – wyszłam z łazienki i zamierzałam się położyć, kiedy Bill złapał mnie za rękę i zatrzymał. – Nie patrz tak na mnie, nie powiem ci co to za kara. W pełni na nią zasłużyłeś. Chociaż – przerwałam na chwilę, by przytrzymać go w niepewności. – Nie, nie powiem. Powiem tylko, że kiedyś to może ci się przydać – puścił moją rękę i wróciłam do łóżka.
- Wezmę prysznic i wracam.
Ta rozmowa w łazience  dała mi sporo do myślenia.
Sytuacja, która zaistniała między Billem i Bian, była ich wspólną winą. Tylko przez nią i jedno i drugie, pogubiło się w tym, co robi. Dodatkowo, dorastanie w świecie show-biznesu nie było łatwą sprawą. Nie mogłam na ten temat dużo powiedzieć, chociaż też nie miałam z górki. Różniło nas tylko to, że ja nie obracałam się w towarzystwie ludzi, którzy dążyli do sławy po trupach, nikt nie wytykał mi błędów w gazetach, czy na portalach.
Dobra, miałam lżej.
Ale to dlatego, że znalazłam się w odpowiednim miejscu, w odpowiednim czasie i trzymałam się odpowiednich ludzi.
- Wymiana informacji, powiadasz…-zaczęłam, kiedy wrócił do łóżka. Musiał brać chłodny prysznic, bo poczułam na skórze dreszcze. I nie, nie były spowodowane tym seksownym zapachem. – Poznałam kogoś i za tą osobę wyszłam za mąż – pokazałam mu jaśniejsze miejsce na palcu, które codziennie zakrywam jakimś pierścionkiem. – Byłam święcie przekonana, że jestem w nim zakochana, tak, że zabiłabym za niego i dla niego. Nie sądzę, że kojarzysz sprawę, którą media okrzyknęły „sprawą Grabarza”…
- Nie kojarzę.
- Facet zakopywał żywcem, w trumnach, kobiety, o podobnej urodzie. Na terenach San Bernardino znaleziono cmentarzysko. Łącznie wykopaliśmy 15 trumien. Nie będę ci mówiła o odstępach czasowych, w jakich kobiety zostały zamordowane, ani o tym, jak to wyglądało, bo nie zamierzam cię straszyć na noc. W każdym razie, prowadziłam tę sprawę ze swoim mężem.
- Dowiedziałem się od Fox, że on zginął.
- Oficjalnie, mój mąż spłonął razem z resztą funkcjonariuszy, kiedy wchodzili do domu podejrzanego. Miałam iść z nimi, ale kazali mi zostać, a wręcz przykuli kajdankami do uchwytu w aucie. Nie podobało mi się to i nie zgadzałam się na wejście ludzi do domu. I miałam rację – położyłam się na wznak, byleby nie widzieć jego twarzy, a zwłaszcza oczu. – W domu była bomba, wszyscy zginęli, a ja nie mogłam tam wbiec i ich ratować, bo z tych kajdanek nie można się wydostać.
- Przykro mi.
- Zginęło pełno ludzi, doświadczeni funkcjonariusze, a także ci, co dopiero zaczynali pracę…ale ten skurwiel nie zginął.
- Ale…
- Mój mężuś wyszedł cało z wybuchu i uciekł – zaśmiałam się ironicznie. – Nie było go dwa lata i niedawno się pojawił.
- To gdzie on jest i jak media go nie wyłapały?
- Słabo kapujesz – usiadłam na wprost niego. – Mój mąż to Jeremiah O’Donell, dla ciebie znany jako Alexander Ozerov. Ten sam, który porwał Bian i ten sam, który ściga ciebie.

11 komentarzy:

  1. Łee kurwa.
    Liczyłam na party.
    Ale okej i tak jestem z ciebie dumna.
    Mmm....ale Bill nadal jest Skurwielem xd Dobra to tak; Bill wypieprzy Elisę Lucas ich nakryje oni to mają gdzieś jada dalej. Potem ona będzie w ciąży i no... ćpałam.
    Serdelku nie pogniewam się jak będziesz częściej coś wstawiac xd
    ♥♡♡♡♡♡♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ćpałaś? Dobry powód by odebrać Ci prawa rodzicielskie! :D
      Och, kiedyś się doczekasz tego party :D

      Usuń
    2. Ćpałam... jezu się czepiasz ; p W moim stanie mogę bo nic innego nie zrobię jak ja z łóżka nie mogę wstać. Tobie je prędzej odbiorą. Mam nadzieję że się doczekam ; D

      Usuń
  2. Kocham twoje opowiadanie!!!
    Jednym słowem wspaniale!
    Nie wiem co jeszcze napisać...
    Po prostu pisz dalej :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, cieszę się :D
      A ty po prostu bądź i dodawaj mi dalej skrzydeł! :)
      A ja piszę dalej.

      Usuń
  3. Ten rozdział jest taki... przykry... Serio, nie wiem co mam więcej napisać, bo wprowadził mnie w jakiś dziwny stan jakiejś dziwnej zadumy i... no i tak siedzę i wiem, że wypadałoby napisać coś konkretnego, ale nic nie przychodzi mi do głowy...
    Jestem pod wrażeniem Twojego pomysłu na tę historię. Tyle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że przykry...ale po burzy, zawsze wychodzi tęcza, prawda? Nadejdą te wesołe chwile...za jakiś czas :)
      Pomysłów jest jeszcze pełno!
      Ale co mi pozostaje napisać?
      Ellie, królową dramatów? xD Żartuję :P

      Usuń
    2. Smutny wcale nie oznacza zły! <3
      Haha to ja czekam na te pomysły :D Szkoda, że ja nie jestem taka kreatywna xd

      Usuń
    3. A moze jestes ale szkolisz moja cierpliwosc? :D

      Usuń
  4. Nie pozwól, aby Elisa dała dupy Billowi!! Bo inaczej ja tb przyłożę broń, do głowy i nie zawaham się strzelić!! Zapamiętaj to sobie...
    Ktoś (Lucas) jest strasznie zazdrosny. Ona to ma branie.
    Szczerze, to dziwnie czytać o złym Billu. Zazwyczaj w opowiadaniach jest tym grzecznym...ale u ciebie jest super!
    Czekam na nexta, Pozdrawiam :p
    P.S Na serio dostaniesz wpie.dol, jak okaże się taka łatwa! Pamiętaj, wiem gdzie mieszkasz :p

    OdpowiedzUsuń
  5. Zapomniałam jeszcze tego napisać. Gapa. Ze mnie hehe, też cię kocham :)

    OdpowiedzUsuń