czwartek, 18 grudnia 2014

Paragraf 29

Dzisiaj bez wstępu (pewnie będzie edit) ;)
Miłego czytania!
*


- Czy my musimy się kłócić przy twoich rodzicach? - Podniosłam głowę, by na niego spojrzeć. - To nie jest pierwszy raz, kiedy ktoś chce mnie zastraszyć i to nie robi już na mnie wrażenia. Więc nie rozumiem czemu miałabym cię zadręczać każdym takim epizodem.
- Słyszysz siebie?! - Uderzył ręką w ścianę, puszczając wiązankę przekleństw po niemiecku. Nawet upomnienie Simone nic nie dało, a wręcz zaczął krążyć nerwowo po pokoju. - Ataki nie dotyczą tylko ciebie!
- Bill! - Do rozmowy wtrącił się Tom. - W waszej sytuacji to nieuniknione, nie tylko ciebie ściga.
- Sprzedałam jego kasyno konkurencji - dodałam. - Nie chce zarządzać jego interesami, mimo tego, że są bardzo dochodowe.
- Wiesz gdzie jest sypialnia - blondyn zaczął ściągać biżuterię z nadgarstka. - Musze odreagować.
Po tych słowach wyszedł z salonu, zostawiając mnie z jego rodzicami, bratem i Rią.
Nie wiedziałam co powinnam zrobić. Iść za nim, zostawić w spokoju?
- Poszedł poćwiczyć - wytłumaczył Tom. - Myślę, że powinnaś go informować o takich sytuacjach. Wszyscy się martwimy, zwłaszcza teraz, kiedy jesteście razem.
- Nie chcę go jeszcze bardziej tym zamartwiać - podniosłam się z sofy. - Lepiej będzie jak pójdę na górę.
Nie oglądając się na wszystkich, wyszłam z pokoju, zgarniając po drodze swoją torebkę i torbę z laptopem.
Jego sypialnia była pusta, a w powietrzu unosił się zapach dobrze znanych mi perfum. Łóżko była pościelone, ubrania schowane. Zawsze byłam pod wrażeniem, widząc jaki panuje tu porządek. Przynajmniej coś w jego życiu było ułożone.
Odłożyłam swoje rzeczy na biurko i wyciągnęłam telefon.
Jedno połączenie nieodebrane : Scott. Od razu oddzwoniłam, wyciągając papierosy i wyszłam na balkon, odpalając jednego.
 - No cześć, nie miałam jak odebrać.
- Tak myślałem, dlatego się nie dobijałem - odchrząknął. - Właśnie odebrałem auta, które mogą ci się spodobać.
- Mówisz - uśmiechnęłam się lekko i wypuściłam dym z ust. - Jestem ciekawa czy sprostasz moim wymaganiom.
- Nie będziesz mogła się zdecydować. Zaryzykuję swoją prowizją.
- Jeżeli tak będzie to dostaniesz podwójną.
- Policzmy - zamilkł na chwilę. - Jeżeli to będzie granatowe cudo, to prowizja wtedy wyniesie czterdzieści tysięcy, jeżeli zaś wybierzesz czarne, to zarobię pięćdziesiąt tysięcy. W najlepszym przypadku weźmiesz oba i przyniosę umowy i kluczyki w zębach.
- A zaszczekasz? - Zaśmiałam się, strząsając popiół do popielniczki. - Kusisz mnie i chyba przyjadę zaraz.
- Jeżeli zjawisz się w ciągu czterdziestu minut to zostanę po godzinach.
- Właściwie to czemu nie? Zadzwonię tylko po taxi.
- Tylko miej wygodne buty.

- Kaulitz, Kaulitz...
Nie zwróciłem uwagi na obecność Lucasa i jego kpiący ton głosu. Atlas na którym właśnie ćwiczyłem wydawał mi się najlepszą perspektywą na ten wieczór. Chociaż na trochę miałem spokój.
- Czego chcesz? - Burknąłem na niego, przerywając trening. Rozmasowałem swoje mięśnie i spojrzałem na niego wyczekująco. - Jeżeli to ma być twoje kolejne kazanie, to daj sobie spokój.
- Twoja ukochana właśnie wyjechała z posesji - usiadł na ławeczce na wprost mnie. - Nie jest nam na rękę kiedy to robi.
- Sam stwierdziłeś, że jej nie ruszy.
- Co nie oznacza, że nie będzie chciał z nią porozmawiać - rzucił mi ręcznik, którym wytarłem twarz i kark. - A przecież wiesz, że nie tak się umawialiśmy.
- Jej nie da się utrzymać na łańcuchu, zrobi to, co będzie chciała.
- Dlatego przyszedłem ci powiedzieć żebyś zadziałał lepiej. Ten śmieszny liścik i twoje wyznania sprawiły, że jadła ci z ręki, więc nie zepsuj tego.
- Jak powiedziałem...
- Dobrze ci radzę - przerwał mi i wstał. - Chyba nie chcesz niepotrzebnego skandalu w mediach. Jeżeli znowu będziecie się kłócić, to pamiętaj jakie mam zdjęcia i nagrania. Umowa obowiązuje cię do końca sprawy.
- Mam nadzieję, że po tym ona właduje ci kulkę prosto w serce.
- Tylko ciekawe, który z nas będzie pierwszy na liście - uśmiechnął się kpiąco i skierował w stronę drzwi. - Pakuj sobie dalej, może coś z ciebie będzie. - Prychnąłem tylko i odrzuciłem ręcznik na bok. - Ona wróci za jakieś dwie godziny. Mam nadzieję, że masz pomysł na pakiet powitalny wraz z przeprosinami.

- Scott...nie wiem, co powiedzieć...
- Najlepiej to, co pierwsze przyszło ci na myśl.
- O kurwa!
Zaśmialiśmy się oboje, a ja z niedowierzaniem spojrzałam na dwa auta, które ściągały na siebie wszystkie reflektory.
- Dobra, zacznę od BMW - kluczykami odblokował auto i otworzył mi drzwi, żebym wsiadła. - Najnowsze dziecko w stajni. Model B6 Biturbo Gran Coupe, oparty na bazie BMW serii GC. Imponujący nie?
- Jest cudowne - przejechałam ręką po kierownicy, uśmiechając się szeroko. - Mów dalej.
- Silnik między przednimi kołami, 4.4 V8 Bi-Turbo, 540 koni i 730 Nm maksymalnego momentu obrotowego. Napęd na cztery koła, ośmiostopniowa, automatyczna skrzynia biegów Alpina. Od zera do setki rozpędza się w 3,9 sekundy, co na jego wagę jest imponujące. Prędkość maksymalna to 320 km/h, a średnie spalanie 10,4 l na sto kilometrów.
- Felgi Alpina Classic, dwudziestocalowe, spojler z karbonu i wydechy Akrapovic?
- Twoja wiedza na temat aut jest onieśmielająca, Ellie - podał mi rękę, kiedy wysiadałam z granatowej Bawarki. - Najlepsze zostawiłem na koniec - wskazał ręką na Mercedesa.
- Nie wiem, czy ten samochód będzie dla mnie dobry. Kojarzy mi się ze starszymi facetami.
- Nie pożałujesz, wsiadaj - tu również otworzył mi drzwi i zajęłam miejsce na białym, skórzanym fotelu kierowcy. - Mansory nie tworzy szajsu.
- Przekonajmy się.
- Siedzisz w najszybszej limuzynie na świecie - zaakcentował ostatnie słowo. - Seryjne S63 ma silnik 5,5 l, V8 o mocy 585 koni mechanicznych - pogłaskał dach i uśmiechnął się. - Mansory uznali, że to za mało i siedzisz w 1000-konnej wersji. To auto miażdży konkurencję, bo jest szybsze niż LaFerrari, Porsche 918 czy McLaren P1. Ten pakiet zawiera sporo istotnych zmian silnikowych, takich jak wzmocnione korbowody, większe turbo, zmodyfikowany układ wydechowy czy wydajniejszy układ chłodzenia. Generuje 1000 koni mechanicznych i 1400 Nm! Wyobrażasz to sobie?
- Nie bardzo chce mi się wierzyć, ale pod tym względem byś mnie nie okłamał.
- Pierwszą setkę osiąga w 3,2 sekundy. Prędkość maksymalna jest elektronicznie ograniczona do 250 km/h, ale jak się domyślasz, w tym modelu tego już nie ma.
- Ceny obu?
- Bawarka kosztuje 127 tysięcy Euro.
- A Mansory?
- Dodaj pięćdziesiąt tysięcy.
- Szykuj umowę na Mansory - wysiadłam, bo obejrzeć Mercedesa z każdej strony, a Scott dalej stał jak słup soli. - Mówię niewyraźnie?
- Mówisz poważnie? Dopiero co jeździłaś M3, które kupiłaś za połowę...
- Scott, za pół godziny chcę wyjechać z tego salonu SWOIM Mercedesem - podałam mu prawo jazdy i swoje ID. - Więc bierz się do roboty i nie zadawaj zbędnych pytań, bo znajdę auto gdzie indziej.
- Nasz klient, nasz pan - zabrał dokumenty i dosłownie pobiegł do biura, zostawiając mnie sam na sam z autami.
- Mam nadzieję, że mnie nie zawiedziesz - mruknęłam do auta, głaskając dach.

- Jestem pod wrażeniem.
Zdążyłam zaparkować auto pod domem bliźniaków, kiedy pojawił się Lucas.
- Na tą chwilę lepiej nie mogłam trafić.
- Obstawiałem, że przyjedziesz kolejną, śmieszną betką.
- Scott pokazał mi jedną, całkiem niezłą - uśmiechnęłam się i zamknęłam auto. - Alpina wydała B6 Biturbo, ale ten Mercedes jest szybszy.
- Która to wersja?
- M1000.
Gwizdnął cicho, na co ja uśmiechnęłam się szerzej.
- Teraz możemy się ścigać.
- Twój DBS jest za słaby, Mansory ma 1000 koni mechanicznych.
- Kiedyś się przekonamy.
Weszłam do domu, ale odpowiedziała nam cisza. Było już po 23. Pewnie byłabym wcześniej, ale nie mogłam sobie odmówić przetestowania auta na autostradzie. Prędkość zmieniała mój tor myślenia i pozwalała się uspokoić, dlatego było to moją odskocznią od codzienności.
- Wszyscy śpią? - Zapytałam bruneta, kiedy ściągałam adidasy.
- Wiem tyle, że każdy jest w swoim pokoju, ale czy śpią, to nie wiem.
- A co z Billem?
- Pozgrywał twardziela na Atlasie i od godziny siedzi u siebie - kiwnęłam głową. - Myślę, że jest na tyle wypompowany z energii, że nie będzie miał siły na awantury.
- Nie zamierzam się z nim kłócić.
- To dobrze, bo jadę do domu - wyciągnął kluczyki z kieszeni. - Będę koło 11, bądź grzeczna.
Zmarszczyłam czoło, kiedy potargał mnie po włosach i wyszedł z domu. Zastanawiało mnie to, co mu ostatnio odbiło. Jego humor zmienia się jak kalejdoskop, a ja za tym nie nadążam. Raz robi mi olbrzymie awantury, by za parę minut rozmawiać ze mną jak z najlepszym kumplem. Chciałam przestać nad tym rozmyślać, ale parę klocków w tej układance było nie na tym miejscu co trzeba.
Głownie zastanawiało mnie to, dlaczego Lucas i Bill mają ze sobą całkiem dobry kontakt. Przecież od samego początku się nienawidzili, a teraz? Burnell często staje w jego obronie.
Kolejną sprawą była nieobecność Baśki. Nie słyszałam żeby odsunęli ją od sprawy, tylko to, że ma urlop. Tylko, że ten urlop trwa już jakieś trzy tygodnie. W dodatku w ogóle się nie odzywa, a wydaje mi się, że powinna załatwić ze mną sprawę dotyczącą jej i Jeremiaha syna. Nie była typem kobiety, która bała się stawić czoła takim sytuacjom.
W dodatku, nie dostałam żadnych informacji z pracy, a przecież nie postąpiłam zgodnie z tym, co kazał mi szef. Jeżeli Lucas miał rację i straciłam pracę, powinnam zostać poinformowana o tej decyzji. Tymczasem nikt się nie odzywa.
Coś musiało być nie tak, to wszystko nie mogło nie mieć znaczenia. Jak powiadają - dzwoni dzwon w kościele, ale nie wiadomo w którym.
Kiedy weszłam do sypialni, Bill stał na balkonie i rozmawiał z kimś przez telefon. Niewiele słyszałam i niewiele rozumiałam z tego niemieckiego. Spojrzał tylko na mnie i wrócił do rozmowy, przymykając drzwi. Wywnioskować mogłam, że "przepraszam" może tu nie wystarczyć.
Odłożyłam swoje rzeczy i poszłam pod prysznic.
Nie wnikam w to, jakim cudem w łazience znalazły się kosmetyki, które używam. Płyny do kąpieli, żele pod prysznic, balsamy, kremy, kosmetyki do makijażu...ktoś zadbał o to w lekko irytujący mnie sposób. Nie lubiłam jak ktoś za dużo o mnie wiedział. Wyjątkiem był Alan i szefowie, którzy musieli wszystko wiedzieć.
A może to był tylko wyraz troski, żeby niczego mi nie brakowało i miałam się przez to poczuć jak u siebie? Postanowiłam to przemilczeć.
Z łazienki wyszłam w samej koronkowej bieliźnie. Babskie sztuczki powinny na niego zadziałać, przecież to typowy ( a może i nie) facet.
Zgasiłam duże światło, zostawiając tylko lekkie światło z lampki, w rogu pokoju i usiadłam na blacie jego biurka. Usłyszałam, że się żegnał, a zamykanie drzwi balkonowych tylko mnie w tym utwierdziło.
Zatrzymał się w pół kroku, mierząc mnie spojrzeniem.
- Chyba nie powiesz mi, że boli cię głowa - wyprostowałam się, eksponując swój biust. Nie musiałam czekać, bo podszedł do mnie, opierając ręce o blat. Od razu doleciał do mnie zapach papierosów, zmieszany z żelem pod prysznic. Włosy miał lekko wilgotne, więc niewiele wcześniej musiał brać prysznic.
- Gdzie byłaś?
- Musiałam kupić nowe auto, które już stoi pod twoim domem.
- O 21?
- Scott to znajomy i nawet gdybym chciała, to otworzyłby mi salon o 1 w nocy.
- W nocy masz być ze mną i nikim innym.
Puściłam to zdanie mimo uszu, by nie wywołać kolejnej awantury.
Objęłam go nogą w pasie, by był bliżej mnie, a koniuszkiem języka zaczęłam rozdzielać jego lekko spierzchnięte wargi. Nie czekałam długo na jego reakcje, bo już po chwili jedną ręką złapał moje włosy i odchylił głowę, by mieć lepszy dostęp do ust.
- A z kim mam być, jak nie z tobą?
Odpowiedzi na to pytanie się nie doczekałam. Jego wargi wzięły moje usta we władanie i to chyba powinno mi wystarczyć.
Zaskoczył mnie jego nagły przypływ pożądania. Docisnął mnie mocno do siebie, a jego usta niemal paliły moje.
Lekko westchnęłam, kiedy zsunął dłoń do nasady moich pleców, obejmując mnie całą, jednocześnie coraz bardziej wdzierając się językiem w moje usta. Prowokował, zachęcał do większej śmiałości.
Żarliwe pieszczoty jego dłoni, niemal wypalały ślady na mojej skórze, zostawiając jeszcze większy niedosyt. Z każdym dniem otwierałam się na niego bardziej, wchodząc głębiej w to całe bagno...z nadzieją, że wyjdziemy z tego cało...razem.
- Gott, jesteś taka seksowna - szepnął prosto w moje usta, sprawiając, że nie myślałam już trzeźwo. - I tak, boli mnie głowa, więc pójdę już spać - odsunął się ode mnie. - Dobranoc.
- Zamierzasz za każdym razem karać mnie za to, co jest nieodłącznym elementem mojego życia?
- Ellie...to kolejne nasze spięcie w ciągu dnia - ściągnął koszulkę i spodnie, zostając w samych bokserkach. - Źle mi z tym, przez co nie czuję się najlepiej i chciałbym iść spać.
- Dobrze, dobranoc - zeskoczyłam z blatu biurka, sięgając po swoją torbę z rzeczami. Zarzuciłam na siebie koszulkę nocną i wyciągnęłam laptopa.
Nie było szans żebym mogła teraz przy nim zasnąć. To zabolało.
Bezczynne leżenie w łóżku nie było mi na rękę, więc to był dobry moment by sprawdzić i odpisać na e-maile, które tonami zgromadziły się w skrzynce.
Tu mi dadzą kredyt, jakiś szmatławiec napisze o mnie artykuł, przepowiedzą mi przyszłość, kolejna gazeta błaga o wywiad, jakaś faneczka mi grozi...paranoja. Klawisz "delete" zaraz wyskoczy mi z klawiatury, ale lecimy dalej.
Kolejna prośba wywiadu i sesji zdjęciowej, e-mail od mojego szpiega w jednej z firm, jakieś zniżki na zakupy...Już miałam usunąć wszystkie wiadomości, kiedy przy jednej ukazał się wykrzyknik i informacja o załącznikach. Otworzyłam wiadomość kompletnie znudzona. Do czasu.

"Elizabeth,
Wybacz, ale żadne sensowe powitanie nie przychodzi mi teraz do głowy. "Droga" skojarzy Ci się tylko z jednym, "kochana", do tego zwrotu nie mam prawa. Elizabeth, tak brzmi najlepiej, chociaż nie jestem pewien. Czemu pisanie oficjalnych e-maili musi być takie trudne?
Jestem nastolatkiem, więc nie będę nawet się starał znaleźć wyszukanych słów.
Mam na imię Dylan. Dylan Anderson. Wydaje mi się, że dobrze znasz to nazwisko. Nazwisko, które pewnie jest dla Ciebie odrazą.
Nie będę owijał w bawełnę...jesteśmy rodzeństwem. Przyrodnim, a jednak rodzeństwem. Oprócz mnie, jest jeszcze Laura.
Zastanawiasz się pewnie po jaką cholerę do Ciebie pisze. Nie dziwię się. Sam sobie się dziwię, że w ogóle udało mi się coś sklepać.
Jak już wiesz (bo byłaś na miejscu, widziałem cię na komendzie), nasza mama nie żyje. To przykre, sama dobrze wiesz, jak to jest wychowywać się bez rodziców, dlatego postanowiłem napisać.
Mam siedemnaście lat, Laura ma cztery i jako niepełnoletni, nie mogę się nią sam zaopiekować. Znasz prawo bardzo dobrze.
Piszę w konkretnym celu - poszukując pomocy, bo jesteś moją ostatnią deską ratunku. Jesteś osobą dorosłą, masz swoje życie i tak dalej. I wiem też, że nic nie wiedziałaś na nasz temat. I nie wiesz i pewnie właśnie w tym momencie myślisz, że jestem jakimś wariatem. Nie jestem.
A może i jestem?
Chciałbym...właściwie to jakiś wyraz wariactwa (więc pewnie jestem)...prosić cię o pomoc. Jestem zbyt dumną osobą, co swoją drogą podobno jest u nas rodzinne, ale dla mojej małej księżniczki jestem w stanie nawet żebrać o wsparcie.
Zostaliśmy sami i zgodnie z kodeksem bla, paragrafem bla, bla, trafimy do domu dziecka. Nie chcę tego. Nie dlatego, że ja nie chcę tam trafić, tylko mała. Kraja mi się serce na myśl, że miałaby się wychowywać i dorastać w takim miejscu. Nie zasługuje na to, a ja dopiero za rok będę mógł walczyć o to, by ją zabrać. A przez te pieprzone 365 dni czy mniej, ktoś musi zaopiekować się też mną. Tłumaczę wszystkim, że świetnie daję sobie radę, ale władze tego nie rozumieją (albo nie chcą zrozumieć).
Pewnie pomyślisz - przecież oni mają ojca, tak? To w czym jest problem?
A no, właśnie go nie ma. Kiedy dowiedział się, że mama jest w ciąży i urodzi Laurę, ojciec zawinął manatki i poszedł w świat. Ślad po nim zaginął i właściwie to dobrze, bo nie rozumiałem czemu mama z nim jeszcze jest i jak to wytrzymuje.
Jestem zażenowany prosząc o coś osobę, której nie znam, tym bardziej, że sprawa nie jest błaha, jak pożyczenie dolara na bułki na śniadanie, tylko chodzi o zaopiekowanie się dwójką dzieciaków.
Elisa, jesteś naszą ostatnią deską ratunku i chciałbym wierzyć, że moja wiadomość nie pójdzie na marne. Obiecałem Laurze, że nie trafimy do domu dziecka, że nas nie rozdzielą i chcę dotrzymać danego słowa. Jest najlepszym, co obecnie mam w życiu i nie mogę pozwolić na to, by ta kruszynka w jakikolwiek sposób jeszcze bardziej cierpiała. Zostałem jej tylko ja. Ona nawet nie wie co się dzieje, gdzie jest mama i nie rozumie czemu ona już nie wróci. Ciągle ma nadzieje, że jednak się pojawi, a ja już nie wiem, jak mam jej wytłumaczyć, że tak nie będzie.
Czy dasz radę się tego podjąć? Błagam, chociaż spróbuj.
Proszę, dla niej.
Dylan"

- I co ja mam kurwa teraz zrobić - wyszeptałam, natychmiast wybierając numer Alana na swoim telefonie. Odebrał po piątym sygnale.
- Nie mów mi tylko, że mam po ciebie przyjechać, bo...
- Nie, kurwa - przytrzymałam telefon ramieniem przy swoim uchu. - Właśnie wysłałam ci kopię e-maila, którego właśnie przeczytałam.
- Ktoś chce cię zabić?
- Czytaj to! - Po raz kolejny mu przerwałam. - I powiedz mi co mam zrobić, bo zaraz zwariuję.
Odwróciłam się, ale na łóżku dojrzałam tylko plecy Billa. Złapałam jego paczkę papierosów z zapalniczką i wyszłam na balkon, biorąc też laptopa.
W słuchawce słyszałam ruchy Alana, czytał, a nawet niektóre zdania powtarzał szeptem.
Odpaliłam jednego papierosa i usiadłam na zimnych płytkach, czekając na jego odpowiedź.
- Jedynie co mogę ci powiedzieć, że tak, to jest Dylan i Laura. Moja mama była na pogrzebie - oparłam głowę o szybę i przymknęłam oczy. - To twoje rodzeństwo i wydaje mi się, że powinnaś im pomóc...ale to ty sama powinnaś podjąć decyzję, a nie ja. Tu nie chodzi o buty czy sukienkę, tylko zobowiązanie, któremu będziesz musiała sprostać - westchnął. - Wiesz, że zawsze możesz na mnie liczyć. Jeżeli będzie trzeba, to nawet się z tobą ożenię.
- Zostanę z tym sama.
- Czy ja przed chwilą nie powiedziałem ci, że...
- Chodzi mi o Billa - przerwałam. - Oboje wiemy, że to się skończy.

8 komentarzy:

  1. O kurka ... no to sie porobiło ciekawe tylko co teraz stanie sie co podejmie Elli ?? czekam na szybki next :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Kurwa, pisze ten gówniany komentarz drugi raz, bo na telefonie nie mogłam dodać, bo jakieś zjebane kody i inne gówna. No chuj by to strzelił -.-
    Juz Ci dzisiaj mówiłam, że wkurwia mnie niemiłosiernie Lucas i zajebałabym chuja najchętniej, a jak nie ja, to proszę niech zrobi to Elisa.
    Jeśli chodzi o Billa, to sorry, ale jego zachowanie jest pojebane. No kurwa, co za jebany kołek. Och tak, sorry. Ale muszę spuścić z siebie powietrze, po całym dniu. Jestem wyjątkowo przetyrana i nie lubię drabin -.-
    Swoją drogą, chcę next, bo Dylan i Laura. No, to spierdalam ogarniać dalej, bo zaraz w kimę, bo na 9 do pracy. YAY >.<

    PS WENY!

    OdpowiedzUsuń
  3. O cholera, ale z Billa dupek. Nie chcę nawet wiedzieć co się stanie, gdy Ellie się dowie... Teraz jeszcze dzieciaki. Nie może jej zostawić, bo jest szantażowany, ciekawe co to będzie... Czekam na następny :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie no teraz to ja już nie ogarniam o co chodzi... Rozmowa między Billem i Lukasem mnie zaskoczyła. Co Lukas ma do związku Billa z Ellie? Jaką on ma z tego niby korzyść? Raczej wydawało mi się, że nie chce by ta dwójka była blisko ze sobą (chyba, że mi coś umknęło xD),a teraz każe się Billowi bardziej starać i go szantażuje? O.o aha, no ok. Niech mu będzie, chociaż nie rozumiem tego, ale mam nadzieję, że ten wątek szybko się wyjaśni, bo nie daje mi to spokoju. Nie będę spać po nocach zastanawiając się nad tym xD I ciekawe jakie ma zdjecia i nagrania, ktorymi szantażuje Billa....
    Nie chcę chyba wiedzieć, co zrobi Ellie jak sie o tym wszystkim dowie. Chyba naprawdę będzie sie zastanawiać, któremu z nich pierwszemu wpakować kulkę... Mam tylko nadzieję, że to opowiadanie nie zakończy sie na tym, że wszyscy się nawzajem pozabijają haha xD
    I dlaczego, stwierdziła, że jej związek z Billem się skończy, jeśli postanowi zająć się swoim rodzeństwem? Przecież nawet z nim na ten temat nie rozmawiała. Dlaczego miałby ją z tym zostawić? Chyba, że głupi ciul z niego, a w sumie to możliwe bardzo xDD
    A co do komentarza pod poprzednim postem, skąd to przekonanie, że Jeremiash to rozbije.
    Hmm... może stąd, że nie był zachwycony, że Billa i Ellie może coś łączyć. Chyba wciąż uważa, że ona powinna należeć tylko do niego. Dlatego sądzę, że ich związek może go nieźle wkur*wić. A jak już wszyscy chyba wiedzą, jest on nieobliczalny i zdolny do wszystkiego, więc bardzo prawdopodobne, że bedzie się starał to zjebać. I jeszcze większą będzie miał ochotę zabić Billa.
    Och za dużo tu tego zabijania! Każdy, no albo prawie każdy, chce kogoś zabić xD
    No ale tak po tym odcinku to nie wiem, czy to Jeremiash to rozbije, czy oni smi to wcześniej rozwalą... yh. Popieprzone mają życie, biedni :(

    No nic, czekam na kolejny i weny życzę ;)

    PS Ale wiesz, tak myślę, szkoda by było Billa uśmiercać, jest za piękny i za seksowny żeby umierać hahahahaha jeszcze do czegoś może się przydać, mimo, że czasem jakby mu trochę rozumu brakuje xDDDDD

    OdpowiedzUsuń
  5. Achtung, ja piszę komentarz!
    cztery dni...tyle mi to zajęło.
    No więc, tak.
    Lucas to idiota i tam wszystko inne, weź go posprzątaj bo mi psuje mój idealny świat Billla-debila i Eli. No i są dzieciaki tak jak mówiłaś, ale ja liczyłam, że ich tutaj więcej wciśniesz, a nie bum! E-mail i koniec.
    Mam mega wkurw przez tego idiotę! No kurwa mać BILL TY NIE SPRAWNY UMYSŁOWO CYMBALE!
    Wracając do dzieciaków. Mówiłam, że zgadnę to ty nie pfff... No ciekawe co ty z tymi dzieciakami odstawisz. Eh eh.
    Nie wiem co mam Ci napisać, bo kurde, nie wiem jak objąć to wszystko co myślę. Ughm.

    OdpowiedzUsuń
  6. Okej, wkurwiłam się. Może właśnie przez to nie skomentowałam od razu, za co serdecznie Cię przepraszam. Wóz fajny, ale dlaczego do jasnej cholery Kaulitz jest takim idiotą...? Wiedziałam, że nie można brać go na poważnie, ale nie sądziłam, że odpierdoli taki numer... Przecież Ellie go zabije, jak się dowie! Oczywiście po tym, jak wpadnie w depresję... Kolejny facet, który przynosi same rozczarowania...
    Mail od Dylana trochę wybił mnie z rytmu. Nie podoba mi się to. Dobra, może i chłopak faktycznie potrzebuje pomocy, a Alan go zna, ale skąd pewność, że to nie jest jakaś sztuczka Jeremiah..? Wydaje mi się, że zanim Elisa zgodzi się na to spotkanie - powinna to dobrze przemyśleć.
    I mogę się założyć, że miała rację - zostanie z tym sama...

    OdpowiedzUsuń
  7. Kiedy zaczęłam czytać stwierdziłam, że po raz pierwszy napiszę ci długi i konkretny komentarz, ale kiedy doczytałam do końca uświadomiłam sobie, że po raz kolejny tego nie zrobię (przynajmniej w sposób satysfakcjonujący mnie samą, bo ciebie zapewne cieszy każdy komentarz - znam to dobrze, też jestem autorką). Mieszasz i mieszasz i powoli zaczynam się gubić w mocno skondensowanej akcji. Poruszasz mnóstwo wątków, coraz bardziej komplikując życie bohaterki, aż zaczyna mi być jej żal, bo mieć tak pojebane życie to naprawdę pech. W jej życiu nic się nie stabilizuje - dosłownie nic! Bo nawet jeśli się zakochała to ta miłość jej nie uskrzydla, ale w ferworze problemów powoli ciągnie ją w dół i tak naprawdę nic nie jest w porządku.
    Wiesz cieszę się, że nie piszesz scenariusza mojego życia, bo wtedy to musiałabym się już powiesić.

    OdpowiedzUsuń
  8. OMG.
    Ten blog jest cudowny *-* Chłonęłam go jak narkomanka od dwóch dni i nawet nie zatrzymywałam się,żeby napisać komentarz,zjeść,czy nawet spać. Taak,tak czytałam twojego bloga do 5 nad ranem :D Bill zachowuje się jak mały gnojek,chociaż Elisa też mu dorównuje.Oboje nie umieją dojśc jakoś do porozumienia tylko cały czas się kłócą,godzą na chwilę i w kółko. Burnell (Nwm czy dobrze napisałam,bo nie chce mi się już szuka a mam problem,żeby zapamiętać te wszystkie nazwiska.Czasami się już gubię i nie wiem kto jest kim,muszę się zatrzymać i przemyśleć.) coś kręci i to widać,bo jest cholernym zazdrośnikiem i wiadomo,że się z Billem nie lubią i to wiadome,że to on doniósł na Elise.Bo jak wypalił,że ma te nagrania i jakieś zdjęcia to się oplułam sokiem. Czekam na nexta bo mnie już wszystko od środka zżera. Papap :*

    OdpowiedzUsuń